#0BY9j
Do czasu, firma w której pracował mój ojciec ogłosiła bankructwo, zostałem jedynym żywicielem rodziny. Wspierała mnie wtedy, mówiła, że przejdziemy przez to wspólnie, zaproponowała nawet, że możemy sprzedać pierścionek zaręczynowy bo nie potrzebuje tak drogiego, odmówiłem. 2 miesiące było wszystko dobrze, zaczęło się poprawiać i układać po nowemu.
W końcu nadeszło lato, mieliśmy jechać na kilka dni wypocząć, po taniości, ale i tak się cieszyła. 2 dni przed wyjazdem, dowiedziałem się, że moja ciotka ma raka piersi i musi przejść operację, była już wtedy starczą osobą i lekarze dawali jej małą szansę, że się uda. Ciotka praktycznie mnie wychowywała, mieszka na drugim końcu Polski, więc nie mogłem jej często odwiedzać.
Postanowiłem, że jadę do niej bo może być to ostatnia szansa, ukochana również wtedy mnie wspierała, mówiła, że rozumie, że innym razem pojedziemy na urlop, nie chciała ze mną jechać bo szpitale źle się jej kojarzą, spędziła pół roku leżąc w jednym, więc nie zdziwiło mnie to. Operacja się udała ciocia po dziś dzień jest okazem zdrowia.
Po powrocie, moja ukochana zaczęła być jakby oschła. Byłem przekonany, że to z powodu nie udanego wyjazdu. Tydzień później zerwała ze mną bez słowa, mój świat się zawalił, nie wiedziałem co się dzieje. Próbowałem walczyć o nią, starać się ją odzyskać, na próżno. Zacząłem winić o to ojca, bo wcześniej było wszystko super, obwiniałem ciotkę, bo przez nią nie pojechaliśmy na urlop. Myślałem że gdyby to się nie wydarzyło dalej bylibyśmy razem, że po prostu nie chciała ciągle problemów. Po miesiącu przypadkiem w barze natknęłam się na jej przyjaciółkę, była już dobrze wstawiona ale mnie poznała i podeszła pogadać.
Trochę pogadaliśmy, dowiedziałem się, że moja była jest z innym, że jest szczęśliwa, troszkę się ucieszyłem bo nigdy jej nie życzyłem źle, ale dowiedziałem się również, że mnie zdradzała od 2 miesięcy to nie był koniec. Powiedziała mi, że moja ex usunęła ciążę w której była ze mną, o której do tej pory nie wiedziałem. Zadzwoniłem do byłej umówiłem się na kawę i zapytałem czy to prawda, potwierdziła, wzięła jakieś tabletki z skutkiem ubocznym poronnym. Pierwszy raz chciałem kogoś zabić, może gdybym dał radę się wtedy ruszyć, zrobiłbym to.
Mimo że minęło już tyle lat nie potrafię nikomu zaufać, nikomu i tym nie mówiłem, na co dzień zakładam maskę z uśmiechem, a po powrocie do domu myślę czy nie skończyć ze sobą, ale zawsze wtedy widzę twarz przyjaciela i jego głupkowaty uśmiech, kiedyś pożyczyłem mu kasę i powiedział mi "dobrze że cię mam, ratujesz mi życie" nawet nie wie ile razy on uratował mnie przed moją głupotą.
Jeśli od 2 miesięcy Cie zdradzała to nie ma pewności, że dziecko było Twoje. Nawet jeśli to po takim rozstaniu i tak by Cie do dziecka nie dopuściła. Jedyne co byś zyskał to alimenty.
Ale nie zostało napisane, że zaszła w ciągu tych 2 miesięcy, równie dobrsze mogła być to sprawa sprzed jej romansu (np. nie chciała z brzuchem iść do ołtarza, po osobie jej pokroju to można się spodziewać takiej "moralności")
Tak w ogole mam pytanie do meskiej czesci komentujacych. Jak byscie sie poczuli gdyby wasza partnerka/narzeczona/żona usunęła ciążę bez skonsultowania tego wczesniej z wami. Co byscie zrobili?
Dla wyjasnienia - nie potrafie sie wczuc w sytuację poniewaz jestem kobietą z zespołem Aspergera wiec prosze nie hejtujcie mnie za ciekawosc :/
Ja na przykład bym pomscił dziecko. Starałbym sie nie spedzic reszty zycia za kratkami, starałbym sie to zrobic bez swiadkow, ale jakby mnie zamkneli to trudno. Nawet 100 procentowa gwarancja złapania nie cofnelaby mojej decyzji, oj napewno bym sie nie bawil w zadne sady, oskarzenia itp, bo prawo przewiduje smiesznie niskie kary za zabojstwo dziecka przez matke. Wzialbym te 10-15 lat odsiadki na klate. Ale moze to dlatego ze jestem juz ojcem i wiem czym jest milosc do synka. Moze jakbym tego uczucia nie poznal, byloby to moje pierwsze dziecko w drodze to jakos inaczej bym sie zachowal i jakosc mojego zycia bylaby dla mnie wazniejsza od pomsty.
Brzmisz jakbyś sam był dzieciakiem, Joke88 :p
Dorośli nie używają określeń typu "szon" i nie zgrywają niedorozwiniętych kozaków
Urzekła mnie Twoja historia.
W fajnej patoli sie musisz chowac kretynie..
... powiedział dorosły człowiek, snujący chore fantazje o skrytobójczych zemstach i martwych płodach.
Rozwój emocjonalny zatrzymał ci się w wieku 14 lat, niedługo twoje własne dziecko (najpewniej również wyimaginowane) przerośnie cię mentalnie.
Joke88 a jakby Ci powiedziała, że jest w ciąży, ale usunie? Zrobiłbyś to samo? Czy to tylko kara za zatajenie ciąży?
Ckawka nie, po prostu nie zgodziłbym sie na usuniecie, mogłbym sam wychować a ona by mogla by odejsc jakby dziecka nie chciała. Napewno bym sie nie zgodził na aborcje w 21 wieku, w czasach gdy jest tyle innych rozwiazan, nie panuje glod i bieda, zyje sie ludziom stosunkowo łatwo i kazdy moze zostac kim chce.
Joke88 chyba nigdy nie zrozumiem mężczyzn, którzy są w stanie skazać drugą osobę na katusze z własnego 'widzi misie'. Przecież to ona musiałby przejść ciąże i poród.
Dla Ciebie to tylko zamoczenie i przyjemność z seksu, dla niej ogromne konsekwencje, które tylko ona musi ponosić. Dlaczego uważasz, że możesz decydować o jej ciąży? (pytam z ciekawości, wielu mężczyzn w tym momencie zaczyna się buldoczyć i nie znam odpowiedzi).
Selevant. To nie zawsze jest tak, ze ktos uzywa wielkich slow do malych rzeczy. Czasami po prostu czujesz, ze czas sie rozstac. Powiem ci na moim przykladzie. Zerwalam z chlopakiem , ktorego naprawde bardzo kochalam. Pewnego dnia zdalam sobie sprawę, ze nie tak wyobrazam sobie swoje życie, ze za rok wyjde po przyslowiowe mleko i nie wroce. Mielismy kompletnie rozne poglady na zwiazek, czy rozmawialam z nim o tym? Wielokrotnie, ale on to traktowala jako babskie marudzenie i „nawijanie makaronu na uszy”. Przeciez jakos jest. Przecież nigdy mnie nie zdradzil. Owszem nie zdradzil, ale generalnie przestal sie o mnie starac. Z calego tygodnia byl w stanie wygospodarowac dla mnie 2-3 godzin w sobotę. Ten czas spedzalismy glownie w lozku. Nie mial czasu wyjac ze mna nigdzie, pomóc mi w przeprowadzce, ani nawet porozmawiac. Mial czas wpadac codziennie (!) na kilka godzin pograc w karty do kolegów. Ale nie dla mnie.
Uznalam, ze zamiast siebie nawzajem unieszczesliwiac, lepiej zerwac. Obydwoje zyskamy wtedy sznase, ze spotkamy osobę o zblizonych pogladach na zwiazek i osiagniemy szczęście.
Czy zaluje rozstanie? Nie. Czy go kochalam? Nawet przez jakis czas po rozstaniu. Ale nie zaluje decyzji o zerwaniu. Obydwoje ukladamy sobie życie, na nowo z ludzmi, ktorzy rozumieja nasze potrzeby o wiele lepiej niz my nawzajem.
Chętnie bym pogadała z Tobą, jeśli potrzebujesz wsparcia, doświadczyłam czegoś podobnego..
Jedyne co tu widzę to Twoje błędy. Wygląda jakbyś kompletnie zapomniał o niej nawet wtedy kiedy byliście w związku, odeszła do innego bo chyba miała dość tego że się interesujesz wszystkimi tylko nie nią samą. Przykro mi z powodu Twojej straty, ale się nie dziwie że usunęła to dziecko.
Też się nie dziwię, że usunęła ciąże. Stworzyliście razem nową rodzinę, ale Ty wciąż wybierałeś dom rodzinny. Rozumiem, pewnie wielu by tak postąpiło. Ale ona nie czuła się na tyle pewnie z Tobą, by mieć dziecko. Przykre jak nasze czyny wpływają na życie naszych bliskich.
Czy wy widzicie co piszecie? Szmata nie dość, że zdradzila dobrego chłopaka, który opiekował się bliskimi, to jeszcze zataiła przed nim ciążę i zabiła dziecko. Problemy chłopaka byly, jak sam pisze, chwilowe i zaczynaly sie rozwiazywac. W trudnych sytuacjach kobieta powinna mieć oparcie w mężczyznie, ale jak mężczyzna ma trudną sytuację to juz można sobie zrobic skok w bok i jeszcze cię będą usprawiedliwiac, bo przez chwilę sie tobą tak bardzo nie interesował.
Matti92 nigdzie nie napisałam o zdradzie. Dla mnie jest ona niewybaczalna i pozbawia człowieka godności i szacunku.
W swojej wypowiedzi skupiłam się na okresie przed zdradą. Jej partner miał problemy ze 'starą' rodziną, wciąż nowe się pojawiały. Ją bardzo zaniedbał, miała pewnie poczucie, że dołoży mu problemów tym dzieckiem, że będzie wolał zająć się domem rodzinnym, a nie nią i dzieckiem (co pokazał, bo zajmował się każdym tylko nie nią), że sama sobie nie poradzi z dzieckiem.
Zwłaszcza, że kobieta w ciąży potrzebuje pomocy, bo hormony szaleją, organizm się buntuje, dochodzą dodatkowe kg, zmęczenie, problemy z koncentracją i pamięcią, a ona byłaby sama, bez partnera, który by ją wsparł.
"Jak się piszesz, tak cię widzę", parafrazując popularne przysłowie.
Innymi słowy, taką a nie inną opinię na twój temat wyrobiłem sobie na podstawie niezliczonych postów, które tu, za przeproszeniem, wyrzygałeś. Nie podoba się? Trudno, na więcej nie licz, bo zamiast na wyrazy współczucia zasługujesz co najwyżej na solidnego kopa, może wreszcie przestałbyś robić z siebie ofiarę.
Nikt nie ma w życiu lekko, odrobina empatii jest jak najbardziej na miejscu. Tyle, że ty tej atencji łakniesz jak niewyżyta emocjonalnie 14-latka, wiecznie w centrum uwagi. Jesteś przy tym bodaj najbardziej monotematycznym użytkownikiem anonimowych jakiego kojarzę, już trole pokroju azora dostarczali więcej rozrywki. Może dla odmiany zajmij się czymś pożytecznym, ja nie wiem, obserwuj jak kamienie rosną czy coś.
Ja ci kiedyś autentycznie współczułem, ale twoje wieczne użalanie się nad sobą skutecznie mnie z tego wyleczyło.
Oops, dodałem komentarz w złym miejscu i nie mogę go usunąć :/.
To jest niesamowite jak wielką moc ma to, z której strony, od kogo usłyszymy historię. Nie wiem jaka jest wersja opisanej tu kobiety, ale jestem sobie w stanie wyobrazić naprawdę wiele "obiektywnych wymówek", które mogłyby sprawić, że jej postrzeganie mogłoby się diametralnie zmienić. Ona nie ma tutaj tej szansy i w sumie krzywda nikomu z tego powodu się nie dzieje, bo to tylko anonimowe opowiadanie w Internecie. Ciekawe ile razy z życiu kogoś oceniamy, bo usłyszeliśmy o nim okropne rzeczy, nie próbując nawet pomyśleć, czy usłyszeliśmy całą prawdę.
Jeśli chodzi o powyższe wyznanie to równie dobrze może być i tak, że autor ma całkowitą rację, wcale nie chcę podważać jego krzywdy. Jednak zawsze może być tak, że są tu pominięte istotne informacje, możliwe nawet, że takie, których autor wcale nie zna.
Ja wiem, tak zupełnie poważnie mówiąc, to oczywiście ciężko byłoby w stanie znaleźć usprawiedliwienie dla dokonania aborcji bez nawet poinformowania ojca. Mi cieżko byłoby znaleźć usprawiedliwienie dla dokonania abocji samej w sobie. Na pewno mogą istnieć jednak jakieś okoliczności łagodzące. Mnie zastanawia jak to jest, że w komentarzach więcej jadu leje się z powodu zdrady niż aborcji. Jeśli chodzi o zdradę to tutaj potencjalnych usprawiedliwień i szans na obrócenie kota ogonem są niezliczone ilości.
Nie nie nie. Na zdradę nie ma usprawiedliwienia. Żadnego. Alkohol? Nie umiesz pić to nie pij. Związek to odpowiedzialność. Źle Ci w łóżku? Rozmowa. Rozmowa nie pomaga? Zerwanie/rozwód. A nie zdrada, która jest dla tchórzy bez sumienia. Najłatwiejsze wyjście? Oczywiście. Ale nie zmienia to faktu, że jest to egoistyczne i podłe.
Nie wszystko jest czarno-białe. Dlatego też jakikolwiek powód by nie był nie ma szans, żeby zdrada była czymś dobrym, całkiem białym. Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że nie zawsze jest to czymś perfidnym, zrobionym z chęci skrzywdzenia kogoś, albo konieczności zaspokojenia swoich zwierzęcych żądz. Ludzie czasem są zagubieni, podejmują złe decyzje, nie widzą konsekwencji - to nie zawsze znaczy, że ludzie, którzy to robią są źli. To zupełnie tego nie wyklucza, ale nie powinno się tu stawiać znaku równości.
Spójrzmy na to tak: w życiu autora zaczęło źle się dziać. Ze względu na ojca musiał zapewne więcej czasu poświęcać pracy, a niewykluczone, że służył mu też wsparciem psychicznym. Cały czas kochał ówczesną narzeczoną, ale jak to bywa w podobnych sytuacjach, emocje nie znalazły przełożenia w rzeczywistości. Autor martwił się czy nie zaniedbuje za bardzo ukochanej kobiety, ale chciała być dzielna i zdusic w sobie narastającą frustrację i poczucie osamotnienia. W końcu to co się stało nie było winą jej mężczyzny, ponadto wykazywał się ogromną empatia i poczuciem odpowiedzialności, a to przecież bardzo dobrze, prawda? Więc dziewczyna starała sobie jakoś z tym radzić, ale coraz bardziej ją to przytłaczało. Czuła się nieważna, pomijając, a przecież miała zostać jego żoną. A czy żona nie powinna być dla męża priorytetem? Poczucie urazy i odrzucenia w niej narastalo, czuła się z dnia na dzień bardziej pokrzywdzona. Gdy okazało się, że jest w ciąży, była przerażona. Jak oni sobie poradzą? Nie dadzą rady przecież, a jej narzeczony prędzej się zaharuje, niż zdoła utrzymać kolejną osobę... W dodatku lekarz stanowczo stwierdził, że mogą być komplikacje zdrowotne dla przyszłej matki; okres ciąży będzie wypełniony przyjmowaniem kosztownych leków, prywatnych wizyt u specjalisty, a i tak jest ryzyko powikłań po porodzie - w najlepszym wypadku baaaardzo mocno jej zdrowie zostanie nadszarpnięte, a w najgorszym może tego w ogóle nie przeżyć.
To dla dziewczyny było za wiele, rozkleila się zupełnie. Zaczęła poważnie wątpić, że partner by ją wspierał - w końcu nigdy nie miał czasu, nie dla niej. A ona miała już dość. Była przerażona, rozpaczliwie smutna i sama. Wreszcie poznała JEGO. Pierwszy raz od dawna znowu była dla kogoś ważna. Znowu komuś na niej zależało. Ktoś na nią faktycznie patrzył... Zrazu niewinnie, po kolezensku, ale widać było, że go do niej ciągnie, a i ona - głodna i pozbawiona bliskości - chciała na nowo poczuć się ważna i chciana. Nie była z tego dumna, wstydziła się, ale to była jednocześnie taka ulga, taka euforia! To miało być tylko na chwilę, ale przeciągalo się coraz bardziej...
Wreszcie że strony jej narzeczonego padła decyzja o wyjeździe. Skromny, bo skromny, ale liczy się, że ona i jej narzeczony wreszcie będą mieli trochę czasu dla siebie! Może nawet wszystko zacznie się na nowo układać tak, jak kiedyś? Ona zakończy ten romans, zapomni o nim i będzie dla swojego przyszłego męża najlepszą partnerką pod słońcem. Tylko że on znowu rzucił wszystko, by ruszyć komuś na pomoc. Oczywiście to zrozumiałe, w końcu to taki odpowiedzialny typ człowieka. W dziewczynie coś powoli umierało, ale tłumaczyła sobie, że nie ma prawa tak się czuć. Przecież to co robił narzeczony było bardzo chwalebne, ba! Było dobre. Ale ona była coraz bardziej wściekła i zraniona, coraz częściej uciekala w ramiona kochanka. On o wszystkim wiedział, mało tego - szczerze jej wspolczul. Gdy narzeczonego ZNOWU przy niej nie było, był ten drugi. Tylko że... Ten drugi z czego zdała sobie sprawę gdy narzeczony już wrócił, stal się tak naprawdę tym pierwszym. Wreszcie pękła, zerwała sprawiający jej ból związek. Chciała być szczęśliwa.
Sama zdrady nigdy nie pochwalam i gdyby mnie to spotkało, co autora, ale wpierw o tej zdradzie bym się dowiedziała, zerwałabym pierwsza. Tylko że nie pochwalac to nie to samo co nie rozumieć. A ja dziewczynę chyba odrobinę rozumiem. To co napisałam w obu komentarzach mogłoby być całą historią widzianą z jej perspektywy. Zastanówcie się.
NOTHING000, to jest dokładnie to, o co mi chodziło. Dziękuję :)
Oj jej. A to porozmawiać to już nie można? Powiedzieć o swoich potrzebach? Nie, bo przecież on ma problemy to nie będę go męczyć. A to jest właśnie najgorsze co można sobie i związkowi zrobić. Załatwiać wszystko samemu a jak się nie da to szukać pocieszenie gdzie indziej, bo akurat się trafia. Wspieranie się jest obustronne. A nie, że jedna strona odpuszcza czy się męczy. On ja kochał i kocha. Ona? Usunęła dziecko i go zdradziła. Bez rozmowy. No tu nie ma "ale". Przykro mi. Życie nie jest tak skomplikowane jak się wydaje jeśli umiesz rozmawiać o swoich potrzebach, obawach i całym tym co masz w głowie a się tego wstydzisz czy myślisz, ze to nie ważne.
Szturchnij butem - gdzies do 25 roku zycia myslalem tak samo jak Ty. Zajebiscie dobry, ostatni sprawiedliwy, chodzaca szlachetnosc i szczerosc, normalnie rycerz. Wiedz jednak, ze zycie uklada sie roznie, i to co przezywamy wplywa na nas i na to, jak postrzegamy swiat i zycie w przyszlosci. Nigdy nie mow nigdy, bo przyjdzie moment, kiedy i Ty sprzedasz swoje idealy bo okaze sie, maja sie nijak do rzeczywistosci, w ktorej tkwisz. I nie wszystko zalezy od nas samych. Moze kiedy jestes mloda, lub masz naprawde farta w zyciu i w zwiazku, zakladajac, ze Twoj partner nie zmieni sie lub bedzie sie zmienial tak samo jak Ty i nadal bedziecie sie swietnie dogadywac. Jest tyle niewiadomych, ze smiac mi sie chce z tych Waszych wznioslych frazesow, a jak przyjdzie co do czego to bedzie: "no ale tu bylo inaczej, to wyjatkowa sytuacja". Kazda jest wyjatkowa i latwo oceniac innych nie majac pojecia co przezywaja i jakie sa ich priorytety.
Dragomir, zakładanie, że każdy sprzeda w końcu swoje ideały, bo "tak wygląda życie", jest moim zdaniem głupie i daje przyzwolenie takim sytuacjom. To wierność własnym zasadom im za to zapobiega. Na świecie jest ponadto wielu ludzi, którzy się nie sprzedali się za żadną cenę, nie są jak flaga na wietrze i nie wyznają tej idiotycznej reguły naszych czasów: "nie można ale jak bardzo czegoś pragnę to można".
I ja rozumiem, że czasem trzeba się rozstać (nikomu nie każę tkwić w związku bez perspektyw), rozumiem, że mogła zakochać się w kimś innym podczas trudnego czasu (choć w takim razie nie zazdroszczę również nowemu chłopakowi, bo chwilowe problemy skończą się kolejną taką akcją), nie rozumiem jednak zdrady. Ja osobiście, na miejscu opisanej dziewczyny, nie mógłbym spojrzeć w lustro do końca życia.
Z tym lustrem to kazdy tak ma, z wyjatkiem tych, ktorzy zdradzili i sie nadal przegladaja. Nie pochwalam zeby nie bylo, tylko mowie ze nie wiesz co bedzie kiedys. Ile jest malzenstw takich, ktore rok, piec, dziesiec czy pietnascie po slubie traca soba zainteresowanie na tle seksualnym. Jesli oboje, to luzik, nikt nie jest zaniedbywany. Ale jesli jedno wciaz potrzebuje, a jest przez lata odtracane albo na odwal sie raz na dwa czy trzy miesiace, to narasta frustracja i poczucie, ze zycie przecieka przez palce. Myslisz ze znasz wszystkie zycia wszystkich ludzi, a znasz tylko swoje i to do teraz, bo nie znasz przyszlosci. Kuz niejeden mocarz tak myslal jak mu ciepla kobieta obrabiala przynajmniej dwa czy trzy razy w tygodniu (albo kobieta, jak miala ile i kiedy chciala), a kiedy sie skonczylo, i nastal brak jakichkolwiek widokow na zmiane, czy to po urodzeniu dziecka maz poszedl w odstawke, i trwalo to latami... Ty z perspektywy szczesliwego zwiazku, o ile taki masz, nawet sobie nie wyobrazasz jak czuje sie ktos na innym miejscu. Zdecydowana wiekszosc mialaby takie zdanie jak Ty bedac na Twoim miejscu. Ty zakladasz, ze mialbys takie samo bedac na czyims miejscu. Nawet Sw. Piotr wyparl sie Jezusa choc zapieral sie, ze tego nie zrobi. Widze jednak zes chojrak. Szczescia zycze w zyciu zycze tak czy inaczej.
Żebyś wiedział co ja mam w małżeństwie... Też chciałbym skończyć ze sobą, ale dzieci... Napisz gg 10526138, pogadamy, uszy Ci zwiędną, zobaczysz, nie masz źle...
Ale dlaczego masz żal, że usunęła ciążę? Wszak: ,,moje ciało - moja decyzja'' i ,,wasze kaplicę - nasze macice''.
Oczywiście to sarkazm gdyby ktoś nie zrozumiał. Ukazuje to jednak głupotę takich haseł.
anonima161 glupota jest tez uwazanie, ze w ciaze zaszlo sie samemu i ma prawo sie o niej w 100% decydowac.
Singularity to weź na siebie połowę dolegliwości ciążowych i połowę bólu porodowego.
Hmmm... Nie da się? Tak nas natura stworzyła? To się nie wtrącamy w cudze ciało.
No niestety stary zawsze jest ten 1% szans lub wiecej ze druga osoba cie zdradzi, wspolczuje i polecam naprawde terapie serio wielu moim znajomym pomagaly, ja osobiscie nie mam tego bo nigdy z zadna ani zadnym nie bylem jestem osoba mozna powiedziec bez uczucia milosci ani nie podobaja mi sie mezczyzni ani kobiety.
Pozdrawiam i zycze powrotu do zdrowia
PS: Polecam nakleic sobie jej twarz na worek treningowy i chociaz tak sie wyzyc szczeze najlepszy spospb i nie inwazyjny
Pozdrawiam ^_^