#FWipJ
Nie było jednak łatwo. W nowym, dużym mieście nie znałem nikogo, a w stanie w jakim byłem trudno mi było komukolwiek zaufać. Bardzo szybko zacząłem pocieszać się alkoholem, a samotne wieczory spędzałem na serialach i piciu do lustra.
Wkrótce nie mogłem już pracować (oczywiście przez alkohol), więc moja samotność jeszcze się nasiliła. Praktycznie przestałem wychodzić z domu. Na tamtym etapie poważnie myślałem już o samobójstwie, do tego doszły problemy finansowe, bo nie miałem czelności prosić o pieniądze rodziców, a pracy nie miałem.
I wtedy, podczas samotnego, pijackiego spaceru poznałem jego: starszego, eleganckiego faceta koło sześćdziesiątki, który po prostu podszedł do mnie, gdy paliłem szluga na ławce w parku i zapytał, czy... pójdę z nim na piwo. Zgodziłem się, bo wizja picia za darmo wystarczyła, bym poszedł z każdym, ale pewnie domyślacie się już, jak zakończyła się historia.
W barze facet spił mnie porządnie, po czym zaprosił do domu, a ja, w stanie, w którym było mi już głęboko wszystko jedno, zgodziłem się iść. U niego (elegancki domek z wypielęgnowanym ogródkiem, staromodne, drogie meble, rasowy pies) gość po prostu powiedział czego chce, prosto z mostu. Nigdy nie podobali mi się mężczyźni, on zresztą też nie, ale moja samotność i jakaś dziwna wdzięczność za to, że cały wieczór mi stawiał, złożyły się na to, że uległem. Nie podobało mi się ani trochę, ale po wszystkim... przytulił mnie i powiedział, że jestem spełnieniem jego marzeń, a ja, zamiast dać dziadowi w pysk, rozpłakałem się na myśl, że ktokolwiek mnie jeszcze do czegokolwiek potrzebuje, i też go przytuliłem.
Spotykaliśmy się tak jeszcze z cztery razy, co weekend (może myślał, że pracuję), do momentu, w którym postanowiłem wziąć się w garść, wrócić do domu i iść się leczyć. Zerwałem wtedy kontakt i zmieniłem numer, by nigdy już mnie nie znalazł. Staram się o tym zapomnieć, bo w sumie wspomnienia brzydzą mnie jak jasna cholera, ale gdzieś z tyłu głowy mam przeczucie, że ten stary oblech uratował mnie przed samobójstwem, mówiąc, jaki jestem wspaniały i piękny.
No, wygadałem się, teraz mogę żyć dalej.
Zdecydowanie anonimowe
Mocne...
Huh. Po "...ale pewnie domyślacie się już, jak zakończyła się historia." Myślałam, że dziadek Cię pocieszył przy piwku, powiedział, że będzie dobrze, może pomógł znaleźć pracę. Jakże srogo się myliłam :D
"ale pewnie domyślacie się już, jak zakończyła się historia."
Głos Krystyny Czubówny: "Jednak kombajnPsiakrew wcale się nie domyślała..."
Ciekawe, że zrobienie laski uratowało komuś życie.
Teraz każdy szanujący się samiec musi przytaczać ową historię samicom, których usta chciałby wypełnić 😂
Wiesz, po co istnieje dno? Żeby się od niego odbić. Powodzenia w drodze do góry.
Jest także po to, żeby na nim zostać.
@Wuotan niektórzy też postanawiają się w nim zakopać
o stary...
Miałem dość podobną samoocenę, tyle że nie przez picie, czy narkotyki. W moim przypadku, było troszke inaczej, nie spotkałem żadnego faceta, tylko myślałem, czyby komuś nie ulżyć, aby poczuć się choć trochę potrzebny. Pisałem już na pewnych forach. Całe szczęście w porę się opamietalem, z biegiem czasu moja samoocena zwiększyła się i przestałem czuć się znacznie gorszy od innych, zrobić wszystko, aby ktokolwiek się mną zainteresował. Współczuję, choć jak to sprawilo, że w końcu zrozumiales w jakim kierunku zmierza Twoje życie i Ciebie wstrząsnęło, to nuz wyjdzie na lepiej i jakoś ulozysz sobie życie.
niktorzy potrzebuja wywalenia z domu, znalezienia sie na ulicy, smierci kogos bliskiego lub unikniecia wlasnej... rozne ludzie maja czynniki spustowe i wybijajace w gore... szanuje, ze sie podniosles i zrobiles co ze swoim zyciem na le, by miec internet i wspominac te historie tylko jako punkt zwrotny :)
I teraz jakiś anonimek do swej kobiety "Wiesz skarbie, właśnie wyczytałem, że pewna osoba była w depresji, ale zrobiła lodzika i jej się poprawiło. Ostatnio posmutniałaś trochę, także ten tego..."
Ten uczuć gdy wyznanie Cię nie rusza, nie dziwi, nie obrzydza, bo w życiu przeżyłaś równie ujowe rzeczy... :(
Doświadczenia nas kształtują, a błędy są po to by się z nich uczyć i wyciągać wnioski. No i żyć nadzieją, ze kiedyś nasza sytuacja się poprawi. Tyle, ze trzeba mieć dość mocny charakter, by wytrzymać te cierpienie
Nie patrzę w tył z bólem, przynajmniej na większość rzeczy nie patrzę z bólem. Chciałabym tylko być normalna i czuć się zszokowana, gdy przeczytam wyznania tego typu zamiast uważać to za zwykłą rutynę każdego człowieka, rutynę, którą się ma, ale się ukrywa.
@Jawiem1210 nie przeżyłem nic szczególnego i nic strasznego. To wyznanie mnie jakoś nie ruszyło. Nie zależy czy przeżyłaś podobnie czy nie. Zależy od człowieka.