#FSpAY
4 lata temu wyjechaliśmy we 2 do Anglii. Chcieliśmy się poduczyć języka, porobić jakieś kursy, podłapać doświadczenie w związku z naszymi skończonymi studiami. I przy okazji zarobić, by po powrocie otworzyć własny biznes. Plan mniej więcej się udał, bo od pół roku mamy praktycznie skompletowaną już załogę naszej firmy.
Ale wiecie jak to jest z powrotami z emigracji. Tym bardziej jak ktoś wraca z dość grubym portfelem. Momentalnie przypominają sobie o was wszyscy bliżsi i dalsi bezrobotni znajomi. Połowa rodziny też swoje 3 grosze musi dołożyć. O ile tych pierwszych udało nam się z Maćkiem dość szybko odsiać, o tyle z tymi drugimi miałem dość spory problem.
Co rusz, jak kogoś spotkałem, to marudził mi, czy nie przyjąłbym jego siostry/brata/szwagra/szwagierki czy innego członka rodziny do pracy. Odpowiadałem im krótko, że potrzebuję kogoś, może być nawet po studiach, ale ogarniętego i mającego jako takie pojęcie o tym co robimy. Wiadomo, nie musi być ekspertem, bo wszystkiego z czasem może się nauczyć, ale nie kogoś, kto nie ma o tym zielonego pojęcia. Bo ja nie jestem w stanie go nauczyć tego nawet w pół roku. Bo sam poświęciłem na to ponad 6 lat.
Reakcja? Ogólne oburzenie, złość i inne tego typu reakcje...
Ale Maciek podsunął mi pewien pomysł, jak tu utrzeć rodzince nosa. Zasugerował, bym jednego z kuzynów, który w pewnym momencie był nad wyraz w tej kwestii upierdliwy i żyć mi nie dawał, zaprosił na rozmowę kwalifikacyjną. Oczywiście nie mówiąc nic, że to nie ja będę ją prowadził, tylko właśnie Maciek.
Delikwent przyszedł, razem z 3 innymi osobami, które na ten dzień zaprosiliśmy. Mój wspólnik podziękował mu po może 10 minutach. Przyjęliśmy za to chłopaka po studiach, Łukasza. Był dość nieśmiały, ale gdy się rozkręcił w trakcie rozmowy, doszliśmy do wniosku, że ma w sobie potencjał.
A rodzinka? Po pół godzinie dostałem telefon od ciotki, która była wielce oburzona faktem, że nie przyjąłem jej syna do pracy. Nie docierało do niej, że jej synek nie ma bladego pojęcia o tym, co my w firmie robimy, a i swoim zachowaniem w czasie rozmowy się nie popisał.
Wczoraj moi dziadkowie obchodzili 50. rocznicę ślubu. Wiadomo, rodzina bliższa i dalsza ma okazję się spotkać. Również ta część, której nie dałem pracy też się pojawiła. Z wielkim bólem nie omieszkali mi wypomnieć faktu, że nie dałem im po znajomości ciepłych posadek, na które tak bardzo liczyli. A w ich oczach jestem "niewychowanym gnojem i gówniarzem, który myśli, że jak ma kasę, to może ludzi traktować jak szmaty". Ja nie szedłem na skróty, tak jak oni by chcieli.
Ehh, z rodziną, to się chyba tylko na zdjęciach dobrze wychodzi...
Nigdy nie zrozumiem jak "rodzina" może zachowywać się w ten sposób. Tobie się udało w życiu, masz dużo pieniędzy? Oni będą odcinać Ci skrzydła, albo wyciągać kasę. To straszne co mózg zrobić osoby uznawane za najbliższe
Mogą*
Przez połowę wyznania miałam wrażenie, że ten Maciek w wyznaniu to mój brat xD
Tak samo na imię, tez wyjechał z kimś do Anglii :D I niestety też było "może załatwisz mu robotę?" ;-;
Ale nie, końcówka sie nie zgadza wiec to nie o nim :)
No ich poziom godny pogratulowania...
Nie ty pierwszy i nie ostatni.Taka szybka historia.Córka rodzonego brata ojca prezesa,zatrudniona w firmie.Zaparkowała w niedozwolonym miejscu na firmowym parkingu.Dozorca zwraca jej uwagę.A ona " Nie bedzie mi pan mówił co mam robić jestem siostrą prezesa..." Długo nie popracowała .
Prawidłowo zrobiliście. Radzę też nie przejmować się rodzinką, bo szkoda nerwów i czasu na to. Oni raczej się nie zmienią już.
Bardzo fajnie postępujesz, bo nie dajesz pracy po znajomościach. A po tym co kto umie, lub czy ma do tego potencjał. :)
A ja mam spoko rodzinkę. Jasne, czasem się kłócimy, ale ogólnie to spoxik
Taa.. Bo każdy myśli że jak ma się znajomości to można bez problemu wszystko załatwić :P
A już myślałam że jakoś utrzecie im nosa... ;/
Do wielu nie dociera, że aby coś osiągnąć trzeba się wysilić.Na pasozytnictwo i głupotę jest jedna rada, być głuchym na ból dupy innych.