Na wigilię klasową w technikum moi kumple – żeby nie było przypału – przynieśli słoik ogórków kiszonych. Usiedli w ostatniej ławce, na środku stołu postawili słoik ogórków i „zagryzali”. Wychowawczyni spojrzała, co tam się dzieje i od razu poszła do nich, żeby zabrać im wódkę. Tylko że to byli śmieszkowie nie pierwszej wody i wódki nie mieli, po prostu jedli ogórki. Wychowawczyni się pośmiała, wszyscy rozsiedli się w świątecznej atmosferze przyjaźni i życzliwości... i dopiero wtedy wyciągnęliśmy wódkę :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Wszczonsająca historia...
Aż sie cały czense.
Brzmi dobrze, ale brakuje jeszcze chleba ze smalcem.
Patologia