#FPVMK
Szczegóły spotkania były mniej więcej uzgodnione. Spacer po mieście, później jakaś pizza i jak starczy czasu - kino. Mieliśmy spędzić ze sobą cały dzień od rana do wieczora. Niestety (lub stety) spotkanie trwało znacznie mniej, niż było przewidziane.
Chłopak przyjechał z rodzicami, o niczym wcześniej nawet mi nie napomniał.
Zamarłam, ale robiłam dobrą minę do złej gry. Zapytałam, co to za niespodzianka i dlaczego przyjechał razem z nimi. Odpowiedział, że bał się sam prowadzić samochód (ma prawo jazdy od dwóch lat), a tata zaproponował mu podwiezienie za darmo i nie musiał płacić za autobus (?).
Za kino musiałam zapłacić sama. I tak naprawdę za niego też, bo facet przy kasie nie miał jak wydać z grubszych. Nie żebym była materialistką, brałam pod uwagę fakt, że każdy płaci za siebie, ale wyznaję zasadę - kto zaprasza, ten płaci. Kino zaproponował on.
Tyle dobrego, że na pizzę poszliśmy sami. Tyle złego, że jego mama wysłała w tym czasie chyba z 10 SMS-ów, których treść brzmiała: "Jak się bawisz, syneczku? Dlaczego nie odpisujesz?".
Chłopak patrzył mi głęboko w oczy, dał do zrozumienia, że chce mnie pocałować, ale rzuciło mi się w oczy, że ma sos pomidorowy w kącikach ust, więc zrzuciłam widelec, żeby przerwać te katorgi.
Cieszyłam się, że dzień dobiega końca i koniec tej szopki. Wtedy wkroczył jego ojciec z aparatem, robiąc nam serię zdjęć na pamiątkę, w pozycji "na grzybki", czyli stojąc sztywno na baczność.
Na koniec jego mama zaproponowała, że następne spotkanie może odbyć się u nich w domu, lecz nie na cały dzień, ale na cały weekend.
Na drugi dzień chłopak wyznał mi miłość i powiedział, że już nie może się doczekać weekendu.
Nie pytajcie, jak wykręciłam się z tego wszystkiego...
PS On miał 23 lata, ja 18.
Jak się wykręciłaś?
Wstawaj, zesrałaś się.
Cóż za inteligentny i błyskotliwy komentarz. I tyle pouczających faktów wnosi do życia autorki wyznania...