#SjMtl

Mam 30 lat, jestem przedstawicielem handlowym. Zajmuję się sprzedażą narzędzi do obrabiarek numerycznych. Moja praca polega polega mniej więcej na tym, że jeżdżę po firmach i zachęcam do zakupu. Tyle słowem wstępu.

Połowa maja, godziny popołudniowe, wracam do domu z trasy. Znam drogę wręcz na pamięć, mimo to jest jeden taki odcinek, na którym zawsze zwalniam. Jakieś 350 m przez las, po drodze jest jeden zakręt i zaraz za nim skrzyżowanie. Jadę sobie te 60 na godzinę, mimo że obowiązuje tam 90. W pewnym momencie z podporządkowanej wymusza na mnie pierwszeństwo jakiś merol. Wyjechał w takim momencie, że nie miałem kompletnie szans na uniknięcie zderzenia. Ile wyhamowałem, tyle wyhamowałem, ale i tak walnąłem w jego bok. Z racji że jechałem samochodem służbowym, mam obowiązek wezwać policję do każdej stłuczki. Więc dzwonię, zrobiłem zdjęcia, zanim jeszcze kierowca mercedesa zdążył wygramolić swoją szanowną z samochodu. Okazało się, że jest nim mój poprzedni szef, od którego się zwolniłem, bo pracując jako technolog-programista zarabiałem grosze. Tyrałem za dwóch, a że nie byłem lizodupem, to często nawet premię mi obcinali.

Przyjechała policja, mundurowi, nawet nie oglądając zdjęć, od razu stwierdzili, że wina leży po mojej stronie. Mimo że ewidentnie było widać na mercedesie ślad po uderzeniu na wysokości drzwi od pasażera za kierowcą. Więc jest to wymuszenie. Cała rozmowa mi nie pasowała, bo rozmawiali z moim byłym szefem jak z kumplem. Czyli się znali. Jako że nie jestem w ciemię bity, nie przyjąłem ich "wyroku" i zażądałem, żeby na miejsce kolizji przyjechał radiowóz z innego rejonu. Padło na wojewódzką, bo byli najbliżej. Czekałem prawie godzinę, ale się opłaciło.

Panowie podeszli do sprawy bardzo fachowo. Sprawdzili dokumenty, oba samochody, obejrzeli zdjęcia. Z racji, że momencie ich przyjazdu automatycznie przejęli sprawę, nasi lokalni policjanci mieli guzik do powiedzenia. Wojewódzcy stwierdzili jednoznacznie, tym razem na moją korzyć, że kierowca mercedesa, a mój były szef, jest sprawcą. 5 stówek mandatu i 8 albo 10 pkt karnych. Wsiadając do samochodu żony, która w międzyczasie zdążyła przyjechać, usłyszałem krótką rozmowę, która wywiązała się między wojewódzką a lokalnymi:

[W] Chłopaki, podejdźcie na chwilę.
[L] Co jest?
[W] Gołym okiem widać, że znacie się ze sprawcą. Guzik nas obchodzi kogo tutaj znacie. Ale jak jeszcze raz się dowiem, że odstawiacie taki cyrk i przez znajomości chcecie kogoś wybielić, to zgłoszę to do komendanta u nas. A wtedy, w najlepszym razie, skończycie na pastowaniu butów w szatni. Wyraziłem się jasno?

Lokalni, już potulni jak baranki, zawinęli się grzecznie i pojechali. Ja śmiałem się z tej rozmowy cały następny dzień.

I apel na koniec. Jeśli coś wam nie pasuje w tego typu zdarzeniach, macie prawo zadzwonić po inny radiowóz.
Hamlet Odpowiedz

Warto znać swoje prawa.

Kurde26 Odpowiedz

Miałem podobną sytuację. Kobieta jechała za mną chyba z 5 km,nagle mnie wyprzedziła, odskoczyła na 2 km, zatrzymała się na poboczu i zaczęła na mnie machać. Zatrzymałem się i słyszę : uszkodził mi Pan przednią szybę. I wtedy zobaczyłem że ona ma gotowe oświadczenie. Sywierdziłem że nie poczuwam się do winy. Na to ona że dzwoni po męża. Ponieważ nie przepadam za dyskusjami z kobietami nawet się ucieszyłem. Przyjechał mąż i pyta czy piszemy oświadczenie czy się dogadujemy? Ja na to że ani to ani to. Zadzwoń po Marcina, zaczyna drzeć się kobieta. Niech Pan dzwoni po policję stwierdzam, pewnie przyjedzie Marcin, Pana szwagier, brat czy kolega, ale z nimi też się nie dogadam tylko chętnie spotkam w sądzie. Gość zrobił duże oczy, spojrzał na żonę i mówi. Kotek taka ryska, nie będziemy robić scen i bez dowidzenia zmyli się niemal z piskiem opon.

Dodaj anonimowe wyznanie