#FJSo7
Z babcią najgorsze było, że nie widziała, do tego miała z jednej strony wysokie nadciśnienie, z drugiej schizy spowodowane albo alzheimerem, albo demencją. Wkręcało jej się na przykład, że właśnie weszli złodzieje do domu i zaczynała krzyczeć tak, że na pół osiedla było słychać: „Ratunku, pomocy, mordują”.
Lekarze mnie pouczyli, że muszę w takiej sytuacji podać koniecznie leki na uspokojenie. Tyle że w takim pobudzonym stanie nie chciała nic przyjąć. Więc udawałam modulowanym głosem np. policjantkę, która przyszła z odsieczą i podaje jej wodę. W wodzie rozpuszczałam leki... Babcia niestety potrafiła wypić tylko dwa łyki i dalej nie chciała, a lek był rozpuszczony w połowie szklanki, więc nie przyjmowała odpowiedniej dawki, i dalej było ryzyko wylewu. Zaczęłam dodawać więcej rozkruszonych tabletek. Tak, żeby w tych dwóch łykach przyjęła odpowiednią dawkę.
W końcu się zdarzyło, że wypiła wszystko... Nie zdążyłam zareagować.
Zapadła w śpiączkę i zmarła po kilku dniach.
Pociesza mnie tylko to, że lekarze na początku dawali jej maks. dwa tygodnie życia. Przeżyła cztery miesiące.
Ale i tak to moja wina...
Na przyszłość można tez rozpuścić tabletki w dwóch łykach wody
Zajmowałaś się babcią najlepiej jak umiałaś. Po fakcie łatwo pisać, że trzeba było zrobić tak albo inaczej… Musiałaś działać w dużym stresie. Opieką nad osobą w takim stanie to ogromny trud. Myślę że musisz sobie wybaczyć i iść dalej.
Bez przesady