#3GwgT
1. Na wejściu, bez żadnej rozmowy, obca kobieta każe ci się rozebrać do naga.
2. Inna osoba przeszukuje twoje rzeczy i decyduje, które ubrania możesz wziąć ze sobą na salę.
3. Cały korytarz oddziału jak i sale zamazane podpisami, listami pożegnalnymi itp.
4. Łazienki, w których nie ma za grosz prywatności i tu nadmienię, iż zdaję sobie sprawę, że drzwi nie mogą być zamykane, ale coś do zasłonięcia prysznica można zrobić.
5. Sprzątanie ogranicza się do mycia podłogi, i to wszystko.
6. Nieważne, że masz oparzone gardło - wpierdalaj kapuśniak.
7. Źle się czujesz? Tak mi przykro, jest 15, coś na zahamowanie agresji i myśli samobójczych dostaniesz o 20.
8. Terapia u psychiatry? Pewnie, że tak - dwa razy w tygodniu po 15 minut.
9. Jakaś dziewczynka wpadła w szał? Trzeba ją dać na obserwację niech tam wszystkich bije, a jak nie pomoże, zamknąć ją w izolatce, bo po co zastrzyk.
Więcej opiszę następnym razem.
W szpitalu psychiatrycznym zamykani są psychicznie chorzy. Dopiero na miejscu dzielą ich na pacjentów i personel.
Byłam w dwóch różnych szpitalach tego typu i nie było tak dramatycznie. Było trochę zasad, przed którym się buntowałam, ale z czasem doszłam do wniosku, że wszystkie są ustalone nie po to, by nam dokuczyć, a by pomóc nam dojść do zdrowia i zapewnić bezpieczeństwo na oddziale. Nikt nas nie rozbierał ani nie przeszukiwał toreb. Fakt, rzeczy, które można było wykorzystać do zrobienia krzywdy sobie lub komuś oddawaliśmy, ale były wydawane kiedy potrzebowaliśmy z nich skorzystać (mówię o np. suszarce do włosów, w sumie nie wiem, jak byłoby z np. maszynkami do golenia, bo je akurat przemyciłam). Można było mieć komórki, laptopy. Nie faszerowali nas lekami na siłę i z byle powodu. Jeśli ktoś był w dobrym stanie psychicznym, mógł otrzymać pozwolenie na samodzielne wyjścia poza oddział w określonych godzinach. Bardzo Wam współczuję przeżyć w szpitalach, które bardziej wyglądają na więzienia, ale z drugiej strony chcę uspokoić potencjalnych pacjentów - nie wszędzie tak jest. Mój pobyt w szpitalu nie był przyjemnością, ale nie był też tragedią, a mimo wszystko bardzo mi tam pomogli i po wyjściu w końcu zaczęłam prowadzić normalne życie. Takie traktowanie pacjentów jak opowiadacie powinno zostać gdzieś zgłoszone.
przepraszam że pytam, ale w jakim szpitalu byłaś?
W komentarzu opisałam szpital w Świeciu. W tym drugim byłam bardzo krótko, więc nawet nie podaję nazwy, ale było jeszcze więcej luzu.
Dobrze, że chociaż jakiś szpital w Świeciu ma dobrą opinię...
O, to szpital w moim mieście. Nigdy w sumie nie wiedziałam jaką opinią się cieszy, ale jesli jest tak jak mówisz to nawet w porządku
Ja podrzucę jeszcze Wolmed pod Łodzią. Też dobry, też normalne traktowanie, wydłużają pobyt w razie potrzeby (to zaleta) i pozwalają pacjentom na własne inicjatywy terapii (wydłużenie godzin arteterapii np)
Dlatego w szpitalach psychiatrycznych powinni pracować ludzie z naprawdę silną psychiką, żeby nie przejmować destrukcyjnych zachowań pacjentów.
Straszne macie przeżycia. Ja przebywałam na oddziale, gdzie właściwie jedyną inwazyjną metodą kontroli były testy na obecność narkotyków. Jedne z piękniejszych sześciu miesięcy życia, wspaniali zdobyci przyjaciele... Współczuję. :( Nie każdy psychiatryk musi taki być!
Gdy byłam w szpitalu psychiatrycznym przeszło 2 razy nigdy mi się takie coś nie zdarzyło. Pracownicy szanowali bardzo, gdy komuś odwaliło to był zastrzyk i spokój
Może mi się mocno przyfarciło, ale ja byłam we wspaniałym szpitalu. Miałam bardzo troskliwego psychiatrę, który przychodził do mnie codziennie i traktował indywidualnie, obiady były nawet smaczne, wspólna psychoterapia wyleczyła mnie z niesamowitej nieśmiałości. Gdy oddział młodzieży był w remoncie przeniesiono mnie na oddział dla dorosłych (16 lat). Lekarze i pielęgniarki traktowały nas jak oczka w głowie, żeby nikt nie zrobił nam krzywdy, pouczały, żeby wszystko zawsze zgłaszać. Ściany były faktycznie mocno popisane i nigdy nie widziałam, żeby ktoś dostał zastrzyk uspokajający, ale do pierwszego przyczyniłam się sama przez buntowniczą naturę (z czego potem po prostu wyrosłam) a w drugim przeważnie pomagały słabsze leki podawane doustnie. Oby więcej takich szpitali, bo dzięki pobytowi tam i późniejszej terapii jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem :)
Też byłam w oddziale psychiatrycznym i ściany były czyste. Dzieci rozbiera się do naga w celu sprawdzenia, czy nie ukrywają jakiś ostrych przedmiotów w celach samobójczych lub żeby kogoś zaatakować. Tam, gdzie ja byłam podobno nie było zasłon, ale wpuszczali ludzi do mycia pojedyczo. Zastrzyki "na uspokojenie" były rozdawane aż nadto hojnie. Wizyty u psychiatry były częste, ale większość bie chciała na nie chodzić. Co do sprzątania, to rzeczywiście nie widziałam nikogo wycierającego kurze itp., zawsze była osoba myjąca podłogę.
Na dwóch różnych oddziałach byłam łącznie 2 tygodnie.
Coś mi się wydaje, że w takim miejscu człowiek zdrowy na umyśle by zwariował a co dopiero chory psychicznie...
Zawsze mnie zastanawia jak oni są w stanie dobrać tak zadziwiających ludzi do personelu w szpitalach psychiatrycznych. Mam dwójkę znajomych, którzy jedne wakacje przepracowali w takim miejscu jako obsługa techniczna. Wymiana żarówek, konserwacja sprzętu, takie rzeczy. Ile się historii nasłuchałem o jakości tamtejszej opieki (i bynajmniej nie były pozytywne). Wychodzi na to, że najwięksi sadyści nie składają papierów do policji, jak się mawia w mojej okolicy, ale do zakładów psychiatrycznych.
Moja mama jest pielęgniarką i w związku tym, że niedawno potrzebowaliśmy więcej pieniędzy postanowiła wziąć dodatkowe dyżury właśnie w szpitalu psychiatrycznym (na codzień pracuje w normalnym). Wypowiadała się bardzo pozytywnie, że to wygląda jak normalny szpital, fajna atmosfera itp. Jak widać psychiatryki są różne.