#F8V3I
Pewnego dnia wpadłam na iście genialny pomysł.
Podkradłam ojcu skrzynkę z narzędziami, wybrałam miejsce, takie, gdzie płot był przesłonięty krzewami z każdej strony i... poświęciłam na realizację planu cały dzień. Próbowałam każdego narzędzia, jakie tylko się trafiło, nie miałam tyle siły, by przeciąć grube druty, ale znalazłam miejsce, gdzie druty były przerdzewiałe, delikatniejsze i łatwe do przecięcia. Zrobiłam niedużą dziurę i mogłyśmy w końcu się razem pobawić. W krzakach, żeby nikt nas nie widział.
Niestety jej rodzice się szybko zorientowali, dziura została załatana, a dziewczynki już więcej nie widziałam na podwórku, wyglądała tylko z okna ze smutną miną.
Zanim rozpoczął się rok szkolny, moi rodzice zdecydowali, że jednak przeprowadzimy się w inne miejsce, u wujka byliśmy tylko tymczasowo, więc nigdy nie dowiedziałam się, jak dalej potoczyły się losy mojej niedoszłej towarzyszki zabaw.
Czy ta dziewczynka miała pasiastą piżamę?
Ta historia może być prawdziwa. Są nadopiekuńczy rodzice. Mogli uważać wujka i jego rodzinę za gorszych, mogło być coś nie tak z tamtą dziewczynką (częste choroby?) ale w tym przypadku trzeba było wyjaśnić.
Jak miałam 4 lata wprowadziliśmy się do nowego wtedy bloku, 4 klatki po 12-14 mieszkań, ogromne zielone podwórko (na tyle duże że w czasach dużo późniejszych spółdzielnia chciała je podzielić i sprzedać połowę pod budowę nowego bloku.)
Bawiły się na nim dzieci z bloku i okolicznych bloków (to znaczy nasze koleżanki i koledzy).
Dla wyjaśnienia, w pobliżu były trzy szkoły, praktycznie koło siebie.
W którejś klasie podstawówki zorientowałyśmy że w drugiej klatce schodowej mieszkają jeszcze dwie dziewczynki, jedna (to się okazało później) w moim wieku, drugą dwa lata młodsza.
Chodziły normalnie na jakieś zajęcia dodatkowe w do szkoły, ale innej niż my i dlatego o nich w ogóle nie wiedziałyśmy.
Na podwórko nie wychodziły nigdy.