#F5RyD

Jestem studentką dorabiającą sobie w sklepie odzieżowym jednej z popularnych sieciówek.

Ostatnio coraz więcej mówi się o zachowaniach niektórych rodziców i dzieci w miejscach publicznych. Pracując w sklepie wiele widziałam sytuacji, kiedy rodzic zajmował się sobą, a dziecko w tym czasie robiło co chce. Bardzo często zwracanie uwagi i prośby nic nie dają, niekiedy wywołują wzywanie kierownika, pisanie skarg, oczernianie na forach (gdzie można skomentować i ocenić sklep i jego personel), awantury, wyzwiska, kłótnie i zażenowanie.


Najczęstsze sytuacje:
- obrywanie metek od ubrań (często wpychanie ich w kieszenie innych ubrań, o czym dowiadujemy się dopiero gdy zażenowany klient "pika" przy wyjściu ze sklepu),
- zrzucanie wszystkiego co idzie z półek i wieszaków na podłogę (często zakończone deptaniem po tych rzeczach),
- brudzenie ubrań czekoladą, lodami (mimo zakazu wnoszenia jedzenia i napojów na witrynie, upomnienie zazwyczaj kończy się tekstem "oj tam, to tylko batonik, dziecko jest głodne", "niech pani nie przesadza" albo wyjściem z fochem),
- podglądanie ludzi w przymierzalniach, rozsuwanie kotar, kiedy w przymierzalni są klienci.

Sytuacja sprzed kilku dni:
Pani z ok. 5-letnią dziewczynką przechadzała się po sklepie. Z czasem kobieta zajęła się sobą, a dziecko zaczęło samo "zwiedzać" sklep. W pewnym momencie rozległ się wrzask. Kiedy podeszłam do dziecka ukrytego za regałem z butami okazało się, że dziewczynka przewróciła się na szpilkach (nic jej się nie stało). Dziecko założyło na nogi (w swoich butach) damskie, wysokie botki. Buty był całe połamane, łącznie z obcasem.
Kiedy poinformowałam matkę, że za zniszczone buty będzie musiała zapłacić, zrobiła ogromną aferę, że nie zapłaci za coś zniszczonego, a w ogóle to wina personelu, że nie zajął się dzieckiem w czasie kiedy klientka robiła zakupy.
Oczywiście do całej sprawy wezwana została kierowniczka, klientka darła się jak oszalała, bo ona nie zapłaci i już. W końcu, kiedy pogrożono jej policją, łaskawie zapłaciła za buty i oburzona wyszła ze sklepu.

Drodzy rodzice: pracownicy sklepów, restauracji i innych miejsc publicznych to nie wasi służący i niańki dla dzieci. Nikt z nas nie ma obowiązku zabawiać WASZYCH dzieci, kiedy wy jesteście na zakupach.
Jeżeli zabieracie gdzieś, gdziekolwiek, swoje dzieci, to ich pilnujcie, po to żeby nic im się nie stało i nie denerwowały wszystkich dookoła.
Wasza pociecha to wasz obowiązek i odpowiedzialność. Jeżeli nie umiecie zająć się waszym dzieckiem, to zostawiajcie je z kimś innym i nie ciągajcie ich np. po sklepach.
Wyjdzie to na dobre wam, dzieciom, personelowi i innym klientom.

A dzieci należy nauczyć szacunku dla cudzej i publicznej własności oraz innych osób.

Mam szczerą nadzieję, że chociaż jeden rodzic po przeczytaniu tego co napisałam, zastanowi się nad swoim podejściem do własnego dziecka.
cmsjvpx Odpowiedz

Ja w ogóle odnoszę wrażenie, że to jakieś wychowanie naszych rodziców czy dziadków w krzywym zwierciadle. Może ci ludzie uważają, że skoro dzieci kiedyś biegały bez telefonów etc. przez cały dzień po dworze, to jak zastosują podobne metody to te dzieci wyrosną na porządnych ludzi? Tylko przenoszą to w realia sklepów itd.? Serio, nie jestem w stanie zrozumieć takiego podejścia. Sama w swoim otoczeniu mam osobę, która jest typową beneficjentką 500+ i dzieciakom tak naprawdę chyba ani razu nie przeczytała książki, wieczne zwracanie się do nich typu „przynieś, zrób, uspokój się, oddaj siostrze bo jest młodsza”. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek usiadła z dzieckiem i przeczytała mu książkę, bo lepiej odpalić TV i niech oglądają. Zależnie od humoru też raz im zabrania, by za chwilę przyzwolić na to samo, czego zabroniła. A potem tylko narzeka że ma ich dość, że są nieznośni i jej nie słuchają.

nata

Nie za bardzo widzę powiązanie historii twojej znajomej z dawnym wychowaniem.

izka8520

@nata dawniej dzieci biegały bez opieki i miały zająć się sobą, a dzisiaj zamiast po podwórku biegają po sklepie (tyle, że madka ma pretensje, że musi zapłacić za zniszczenia)

MatkaprzezT Odpowiedz

Aż mnie korci żeby takie dziecko zabrać na zaplecze, niech rysuje czy coś, a matka niech potem szuka swego dziecka!
Jestem matką i pilnuje dziecka jak oka w głowie, nie wyobrażam sobie go gdzieś puścić samopas w sklepie, gdzie każdy może wejść, odurzyc dzieciaka i z nim wyjść...

HubaBubba Odpowiedz

Też pracuję w sklepie, takim bardziej eleganckim z ubraniami dla kobiet. Nie zliczę ile papierków po żelkach, chipsach i czekoladach znalazłam między regałami po wizytach pań z rozerzeszczanymi dziećmi. Ostatnim hitem był rozwydrzony bachor, inaczej nie da się go nazwać, pani madka zamknęła się w przymierzalni z kupą ubrań, pomiot został na sali, każda z nas zajęła się pracą, nagle krzyk. Okazało się, że bachor chciał użyć steamera, który stał za kasą, gorąca para oparzyła mu dłoń. Pani madka zjechała nas od góry do dołu, postraszyła policją i prokuratorem, a na koniec rzuciła, że jesteśmy od pilnowania dzieci "jak dupa od srania", kiedy klientki przymierzają ubrania.

MarMarSze

Nie wiem jak na takie zachowanie każe wam reagować kierownik/właściciel, ale chyba bym powiedziała tej babie żeby się nie martwiła bo policja już jedzie bo złożono zawiadomienie o zaniedbanie.

HubaBubba

Właśnie to pani madka usłyszała od prowadzącej zmianę, puściła wiązankę, że zna odpowiednich ludzi i my za to odpowiemy, ale poszła sobie, a my od dwóch tygodni czekamy na tę policję i prokuratora :D

Yuka Odpowiedz

Parę tygodni wcześniej była sytuacja ze dziecko mi wchodziło za lade i pchalo stolik z klipsami. Upomnialam raz dziecko, potem matkę. Nie dotarło do żadnego, że nie można. Więc tylko patrzyłam i czekałam, aż pojemnik z klipsami spadnie. I spadło na dziecko plus szpilki lekko pokóły dziecko. Ta zaczęła się rozczulać, że jezu takie rzeczy w miejscu, w którym są dzieci, że skandal. Ja jej tylko grzecznie wytłumaczyłam, że 1. dziecko jest jej, nie sklepu; 2. Jak bym chciała pilnować dzieci zostałabym niańką; 3. Oboje byli upominani, że nie wolno; 4. Kasa jest moim miejscem pracy i klienci nie mają prawa wstępu; 5. Dziecko będzie miało nauczkę. Zagotowała się, stwierdziła że więcej tu nie przyjdzie i poszła.

bazienka Odpowiedz

mocno szanuje za pociagniecie do odpowiedzialnosci finansowej

Jawiem1210 Odpowiedz

Mi kiedyś rodzic zostawił niemowlaka w wózku tuż przy wejściu do sklepu (Żabka) wrzasnął, że mam zerknąć na wózek, a tymczasem on czmychnął do sklepu obok.

PiraniaxD

Lol, gdyby coś takiego mnie spotkało to bym kazała zabrać bombelka ze sobą Albo policję wezwała..

Jawiem1210

No mi nawet nie przyszło do głowy, żeby policję wzywać. Po prostu się gówniakiem zajęłam, pobujałam i tyle. Rodzic wrócił dosłownie po kilku minutach. Swojego dziecka bym w zyciu tak nie zostawiła byle komu i kompletnie nie rozumiem tamtego zachowania.

MarMarSze

Ja bym chyba dziecko schowała i oddała po chwili uświadomienia rodzica, że to on a nie ja będzie miał problemy bo ja się na żadną opiekę nie zgadzałam.

egzemita Odpowiedz

Bo to nie były dzieci tylko pięćset plusy. Doswiadczony sprzedawca od razu zauważy różnicę i wie że powinien mieć oczy dookoła głowy.

SzeptOdbytu

Przynajmniej zgarniają 500+. Przy tobie starzy się całkiem wyfrajerzyli.

Nareszciespelniona

SzeptOdbytu Czyżby typowy beneficjent? :D
egzemita, zgadzam się w zupełności.. sama jestem w ciazy i raz - nie popieram rozdawnictwa pieniędzy, jestem przeciwna programowi 500+ i szczerze wole sama zarobić niż się sprzedac za 500 zł miesięcznie.. a dwa - ludziom się za przeproszeniem w dupach poprzewracało.. robią dzieci, nie wychowują ich, ale wymagają uwagi dla tych dzieci od innych zupełnie obcych osób.. dokąd zmierzasz Polsko.. przez takich typowych sebkow i karyny wstyd mi za to ze jestem Polka

MarMarSze

Dla patologii powinny być jakieś bony imienne jednak niektórym rodzicom naprawdę się przydają te pieniądze, a że i tak oddają w podatkach (w sumie my wszyscy) to czemu mają nie korzystać.

MarMarSze

Niekoniecznie. Jeżeli dba się o rzeczy to młodsze rodzeństwo może nosić ubrania po starszym to samo podręczniki czy jakieś ćwiczenia.

MarMarSze

Moim zdaniem jak ktoś chce dużą rodzinę i choć jeden z rodziców pracuje to niech sobie mają tyle dzieci ile są w stanie w domu pomieścić tak długo jak są chciane i o nie dbają. Niestety znam przypadek akurat w mojej rodzinie co się 4 dzieci zrobiło (i nie wiadomo czy to koniec) i niby planowane, a zadbać o nie nie potrafią. Najstarsza (19l) musi wiecznie jak jest w domu zajmować się młodszym. Jak od czasu do czasu pójdzie na imprezę i wróci nad ranem to nie daj Boże żeby się położyła, a muszę zaznaczyć że matka nie pracuje, a nawet nie potrafiła przypilnować żeby jej drugie dziecko zdało z PIERWSZEJ do drugiej podstawówki...

Keyle Odpowiedz

Już były tu takie historie, masę razy

arbuzek Odpowiedz

Ludzie prędzej upilnują swojego psa niż dziecko...

ogienek Odpowiedz

"Jeżeli nie umiecie zająć się waszym dzieckiem, to zostawiajcie je z kimś innym i nie ciągajcie ich np. po sklepach."
A ja to zdanie bym dokończył inaczej: "... to trzeba było nie "robić" dziecka".

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie