#EoCu5
Udałam się do pubu, zamówiłam pintę piwa i usiadłam w odosobnionym miejscu przy bocznej witrynie. Czytałam książkę, kiedy po kwadransie podszedł do mnie chłopak i spytał, czy może się dosiąść. Pomyślałam, czemu nie i zaczęliśmy gadać. O książkach, o filmie, o piwie itd. Po jakimś czasie chłopak zaczął mnie podrywać, chciał się umówić na randkę, ale uprzejmie odmówiłam, powiedziałam, że nie szukam nikogo (mniejsza o to, ale randkowałam wtedy z innym). Odpuścił na chwilę, a potem znowu zaczął mnie podrywać. Mówił, że mu się przyśniłam dzisiaj, że padnie jak się ze mną nie umówi i ogólnie prawił mi komplementy. Jego teksty nie wydawały mi się nieszczere, chłopak był naprawdę czarujący, przystojny i świetnie mi się z nim gadało, jakbyśmy się znali od lat, ale mimo wszystko nie chciałam się umówić.
W pewnym momencie wstał i powiedział, że ukradnie dla mnie kwiaty z pobliskiej restauracji i żebym patrzyła przez witrynę. Wyszedł z pubu, zerwał parę czerwonych kwiatów, stanął na ulicy, teatralnie ukłonił się, pomachał mi, ja mu odmachałam, wtedy z naprzeciwka wyjechało czarne sportowe auto. Wjechało prosto w niego. Chłopaka podrzuciło do góry, padł na ziemię. Kierowca zatrzymał się na chwilę i odjechał z piskiem. Ludzie wyszli z knajp na ulicę, ja też wybiegłam, chociaż byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie powiedzieć czegokolwiek. I on tam leżał, w plamie krwi, z przekręconym karkiem. Kwiaty dla mnie były rozrzucone wokół. Karetka i policja przyjechały, ale nie było kogo ratować.
Seans w kinie się skończył. Znajomi wyszli, oczywiście pytali o wypadek, co się stało, czy widziałam. Nie byłam im w stanie powiedzieć, że ja z tym chłopakiem gadałam na 3 minuty przed wypadkiem, że to mi zerwał kwiaty i że chwilę potem nie żył.
Nie była to moja wina, nie była to wina tego chłopaka, po prostu koleś w sportowym aucie jechał za szybko (jak się dowiedziałam potem z prasy, był pod wpływem).
Niby wiem, czemu to się stało, ale trochę jakby się obwiniam i jest mi żal. Chłopak był młody, mądry, czarujący, miał ledwo 23 lata, chciał zostać architektem, planował podróż do Indii. Rozmawialiśmy tylko trochę ponad godzinę, ale wydawało mi się jakbym go znała o wiele dłużej. Minęły już 3 lata od tego wydarzenia, a ja nadal czasem myślę o nim. Miał na imię Oliver.
Co za historia, trochę jak z jakiegoś kina, ale jeśli jest prawdziwa to nie dziwię się, że czujesz żal i nawet jakieś (niesłuszne) wyrzuty sumienia, choć to oczywiste, że to nie Twoja wina.
Meet Joe Black.
@Corazwiecejpustki
Na usprawiedliwienie powiem ze odpowiadalem z glownej, gdzie nie bylo widac twojego komentarza :p
@ Qehayoii: Spoko. :)
A nie bylo mu raczej Joe?
Nie umówiłaś się z nim no i padł. Los bywa przewrotny i nigdy nie wiesz które słowa wypowie się w złej godzinie.
Zabiłaś go.
Wacuś, zesrałeś się. Ogarniaj majty i do szkoły, zdalne się skończyły.