#EdEah
Po skończonych zajęciach podeszłam do niej, myśląc, że mogę jej zaufać. Powiedziałam o problemach z rodzicami, załamaniu po stracie przyjaciela, o samotności, jaką ostatnio odczuwam oraz nasilających się myślach samobójczych.
Stwierdziła, że pierniczę bez sensu, że wymyślam i w ogóle to mam jej dać spokój, bo ma dyżur.
Super.
Najczęściej jest tak, że jak ktoś szczerze pomaga to się tym nie chwali...
W punkt.
W takich osobach nie szuka się pomocy. Oni robią tak by podbudować własne małe ego.
Idealny przykład 80% polskich pedagogów.
Moja wychowawczyni, w 1 klasie, zauważyła, że mam problemy. Więc coś jej powiedziałam. Po tygodniu widziała dalej, to stwierdziłam, że jej zaufam. Podała mi swój numer, adres, żebym zawsze mogła się do niej zwrócić jakbym miała problemy.
Obiecywała mi, że zostanie to między nami, bo nie chciałam, żeby wyszło to dalej.
Miesiąc później wiedzieli o tym nieliczni nauczyciele, pani pedagog oraz moja matka. Z tym, że opowiadając mojej matce mówiła, jak to ja wymyślam, żeby coś ze mną zrobili, bo wygaduje nie wiadomo co. W 2 klasie było już tak źle, że dopiero groźby od (swoją drogą świetnej) pani pedagog pomogły i skończyłam u psychiatry.
Ale wiem po prostu, że nie można zaufać nauczycielom...
niestety nie każdy nauczyciel powinien wykonywać ten zawód bo wiele osób się do tego nie nadaje
Poproś rodziców o wizytę u psychologa albo sama się do niego umów.
Współczuje wam bo u mnie w szkole byli tacy nauczyciele ze zawsze z ktoryms sie dalo porozmawiac o swoim problemie :( jesli chcesz pogadac odezwij sie - gosia0118@interia.pl mam aktualnie studia i w niej element psychologii wiec moze bede w stanie Ci troszke pomoc :)
Przykro mi, ale lepiej iść od razu do psychologa, niż liczyć na szkolych pracowników.
Ile Ty dziecko masz lat? Zobaczyła że gadasz bez ładu i składu i temu tak powiedziała