#EX1iu
To było na biwaku. Miałam 13 lat. Razem z koleżanką postanowiłyśmy zrobić sobie w pokoju herbatę i zobaczyć na laptopie film.. (Mieszkałyśmy w domkach).
Siedzę i wybieram co mogłybyśmy obejrzeć. Marvel? Jakiś thriller? W tym czasie koleżanka szuka torebki z herbatą. Okazało się, że nie ma wody w czajniku i trzeba polecieć do studzienki po wiaderko. Jako, że wszystkie dziewczyny były po kąpieli, postanowiłam pójść. Była wtedy 23. A ja właśnie wracałam z lasu z wiadrem. (Tak wiem.. To było strasznie nieodpowiedzialne..)
Nagle zaczepił mnie facet (na oko 50 lat). Pytał się, która jest godzina. Grzecznie odpowiedziałam i chciałam już iść do przyjaciółek, ale on złapał mnie za rękę i takim obleśnym tonem zapytał się, czy mam ochotę się przejść.
Wyrwałam się z uścisku i stanowczo odmówiłam. Zaczęłam się serio bać.. Miałam zamiar rzucić to przeklęte wiadro i uciec... Ale on mi nie pozwolił. Złapał mnie, zakrył usta i ciągnął do lasu... Krzyczałam i wyrywałam się...
Aż nagle! (Bogu dziękuje!!) Z oddali zauważyłam mojego kolegę, który od dawna ćwiczył boks.. To była moja jedyna szansa. Jako nastolatka nie miałam z nim szans. Ugryzłam faceta w rękę, uderzyłam w nos tak mocno, jak tylko potrafiłam i kiedy zwolnił uścisk, zaczęłam przeraźliwie wzywać pomocy. Kolega to usłyszał... Przybiegł, powalił gościa na ziemię... Ale nie tylko on usłyszał moje wołanie. Za chwilkę przybiegł typowy dresik i przykuł faceta do ziemi. Marek (kolega) zabrał mnie do siebie do domku i całą noc, razem z innymi kumplami i moimi przyjaciółkami, próbowali odciągnąć moją uwagę od tej sytuacji...
Sprawę zgłosili. Ale facet uciekł. Dresik (którego imienia dotąd nie znam) zostawił faceta na chwilę pod okiem pewnego pana. Ten z kolei stracił go z oczu, kiedy zapalał fajkę...
Nie mam słów. Otrząsnęłam się w miarę szybko. Chodzę na kick-boxing i nigdy nie dam się dotknąć bez pozwolenia.
Takie niecodzienne zakończenie, ale ja nie mam zamiaru marnować życia na płakanie i niepotrzebny strach przed płcią przeciwną.
Miałaś wiele szczęścia, że Cię nie zgwałcił, stąd może szybciej się pozbierałaś, ale uwierz, że po gwałcie nie jest tak łatwo. Nie da się powiedzieć "szkoda życia na płakanie" i iść dalej z podniesioną wysoko głową..
To zależy od charakteru. Znam dziewczynę, która po gwałcie dała radę się pozbierać i to naprawdę szybko. A autorka dobrze (jak dla mnie) mówi. Tylko tę myśl trzeba dobrze ubrać i sprawić by inne kobiety po tak traumatycznych przejściach, również (oczywiście po odpowiednim dla nich czasie) tak pomyślały.
da się pozbierać, jeśli zamiast zamknąć się w sobie i płakać nad swoim losem, co i tak niczego nie zmieni i nie cofnie czasu, uwierzy się w siebie i swoją wartość i pójdzie się naprzód, bez oglądania się za siebie - jestem tego żywym przykładem
Ale ja nie powiedziałam, że taka osoba nigdy się z tego nie podniesie, kiedyś na pewno, potrzeba czasu.
Ja po 11 latach dopiero odżyłam na nowo, pomimo wsparcia rodziny, wizyt u specjalisty.
Nie marnujesz życia na płakanie i strach, bo nic Ci się nie stało. Gdy miałam ok 15 lat jakiś facet próbował wciągnąć mnie do samochodu. Żadna trauma mnie nie spotkała - wiem, że są na świecie podli ludzie, a złe rzeczy się zdarzają. Po prostu zrobiłam się czujna i podejrzliwa wobec obcych, uważam na siebie i bezpieczeństwo innych.
Myślę, że autorka w ten sposób wyśmiała te wszystkie "traumy" wielu dziewczyn opisujących tu jakieś niezbyt traumatyczne przeżycia, a które po tym "boją się mężczyzn", "straciły zaufanie do ludzi" itp. A przynajmniej ja to tak odebrałam.
Może i tak, chociaż wyśmiewanie cudzej traumy czymkolwiek byłaby spowodowana jest trochę okrutne. Każdy ma inną psychikę. Osobiście odebrałam końcówkę jako pokazanie swojej olbrzymiej dzielności :p Autorka miała szczęście, gdyby doszło do kolejnego takiego przypadku to nie uratuje ją ten kick-boxing ani postawa "nie dam się dotknąć". To co nas chroni to tylko i wyłącznie nasz rozsądek. A złe rzeczy zawsze mogą się stać.
Może wyśmiewanie nie jest dobre. Jednakże część z tych "traum" nie miało (wynikających z opisanych historii przynajmniej) większych podstaw do takiego przeżywania (nie twierdzę, że trzeba takie problemy bagatelizować, bo wynikają z realnego problemu - wyolbrzymiania, co jest realnym problemem). CO do tego rozsądku, uwierz mi, że nie zawsze nas obroni. Jak dla mnie ten kick-boxing (o ile znany jest przez ofiarę) i postawa "nie dam się dotknąć" dadzą nam również bardziej dużo. I są równie ważne co "zdrowy rozsądek". Bo jeżeli trafisz na wariata, to może Cię zabić w biały dzień (np. ten wariat co zamordował siekierą dziewczynkę przy księgarni). I zdrowy rozsądek też nic Ci nie da. Jeżeli twój znajomy, któremu ufasz postanowi Cię zgwałcić i przyniesie Ci sok z narkotykiem na imprezie to najprawdopodobniej weźmiesz ten sok, bo przecież mu ufasz. A on może Cię skrzywdzić. Więc zdrowy rozsądek w niczym Cię nie obroni. Wiele jest przykładów, które niestety potwierdzają to.
@ZielonyKontener nie Tobie osądzać czy dana osoba przesadza, wyolbrzymia czy za bardzo przeżywa swoje traumatyczne wydarzenia. Nigdy nie wiesz co siedzi w głowie u kogoś innego i coś co dla Ciebie będzie błahe i niezbyt warte rozpamietywania dla kogoś będzie okropnym przeżyciem, które wpłynie na psychikę. Więc nie można oceniać czy większość traum tutaj opisanych miało czy nie miało podstaw do przeżywania. To kwestia indywidualna, każdy jest inny i w różnym stopniu sobie radzi z różnymi rzeczami :)
yyy... to ilu tych facetów było w lesie, nagle przypadkiem? Kolega, dresik i jakiś pewien pan? I wszyscy stracili z oczu obleśnego 50latka?
Coś dziwne.
No i przyjaciel, który ćwiczył boks akurat tamtędy przechodził. ;)
Pewnie szedł poziomki. :D
Powiem o co chodzi z tymi ludźmi w lesie. Byłam na biwaku. Takie duże pole namiotowe.. Nikt nie śpi.. Wakacje, imprezy. Mój kumpel tak się złożyło, że przechodził do domku innego znajomego. A ten dresik ma na imię Piotr i w tej chwili jest jednym z moich najlepszych przyjaciół.. Może nie każdy zrozumiał, ale na początku powiedziałam, że to było na biwaku w lesie.. Wszędzie byli ludzie. No prawie.. Przy studni akurat nie było warty.. Szczęście w nieszczęściu moim zdaniem
Piotr bardzo nie chciał, żebym o nim pisała i kazał mi napisać, że go nie znam. Nie czepiajcie się proszę xd
Jesteś bardzo dzielna :) brawo za ostatni akapit. Dobrze, że nic Ci nie jest. :)
Ja też nie lubię się nad sobą użalać, ale czasem łatwo nie jest. Fajnie, że nic Ci się nie stało z psychiką.
jakoś wydaje mi się ,że ta opowieść jest trochę naciągana ... (?)
Po tym jak jakiś koleś rano, w drodze do szkoły, na uliczce w środku miasta zaatakował mnie od tyłu i zaczął obmacywać moje miejsca intymne postanowiłam, że zapiszę się na krav magę. Jeszcze nie spełniłam postanowienia, ale jestem na dobrej drodze. Także jestem w stanie zrozumieć twoją decyzję.
Bardziej Krav Maga jak już chcesz się bronić. Idealne dla kobiet.
Chociaż ja i tak wolał bym muay thai, dodatkowo ćwiczyć muay boran. To drugie, najbardziej zdało by się, na samoobronę.
Świetne zakończenie, może tym zdaniem dasz motywację innym dziewczynom, które przeszły to, co Ty. Trzymaj się!
Krav maga lepsza