#DTMy7
Tak więc żyłem sobie rok w domu. Tak jest, miałem kasę na jedzenie, na mieszkanie, na internet i tak właśnie moje życie wyglądało. Często budziłem się koło 15, zasypiałem o 6-7 i praktycznie 90% czasu spędzałem w grach i internecie. Na szczęście w pewnym momencie z pomocą kilku osób udało mi się wyjść z tego bagna (choć nie jestem pewien czy to dobre słowo, ale o tym w ostatnim akapicie).
Teraz robię karierę w dużej kancelarii, awansowałem o kilka szczebli w ekspresowym tempie. Ogarniam to co robię, ogarniam swoje życie prywatne, ale coraz częściej w mojej głowie pojawia się przemiła wizja zamknięcia się na miesiąc w domu z laptopem i konsolą stronami z zakupami i jedzeniem na dowóz.
Jeśli nie masz dzieci to jaki jest problem zrobić coś takiego w czasie urlopu? Może nie miesiąc ale tydzień powinno się udać
To może być dla niego problem bardziej natury psychicznej. Rozumiem o czym autor mówi bo sama tak robiłam przez ponad rok. Z takiego nierobstwa bardzo ciężko wyjść. Mi się czasami wydaje że nadal z tego wychodzę ,a minęły już 2 lata..takie "wolne" dni są dla mnie niebezpieczne bo w mig wchodzę w ten stary tryb, siedzenia po nocach na necie, spania w dzień, kiepskiego jedzenia,gapienia się w sufit.
Ja to bym chciała chociaż 24 godziny tak przeżyć.
Mój chłopak co roku bierze sobie tydzień urlopu razem ze swoim kolegą i grają przez ten cały czas: z małymi przerwami na spanie, siku i jedzenie. Oczywiście każdy siedzi w swoim domu :)
Chyba potrzebny jest mu czasem taki reset, więc nie mam z tym problemu. Rozważ to u siebie :)
Calkowicie normalne. Pociesze Cie, mam dobra odpowiedzialna prace, rodzine, dom, psa - a jednak czasami zamawiam dla zony wyjazd do spa na weekend, dzieci wysylam na wycieczke (lubia lazic po gorach i spac w namoicie, takze to nietrudne do ogarniecia) i zostaje sam z psem w domu. od piatku do niedzieli - pizza, gra komputerowa (mam taka jedna co gram juz od wielu lat), ewentualnie 1h na spacer z psiakiem codziennie. Spie po 5 godzin a reszta do komputera. zona wie i akceptuje, dzieciaki sie troche smieja ale w sumie zadowolone bo same wybieraja wycieczki (mamy taki uklad, ze na kazda taka wycieczke musza zapracowac, nie tylko nauka. Ostatnio syn mial zdobyc bialy pas w karate a cora nie opuscic ani jednego treningu tanca przez 3 miesiace - i to ona miala pilnowac). a ja mam swoj "mlodzienczy weekend" po ktorym przychodze do pracy usmiechniety od ucha do ucha i - jak to mowia pracownicy - nawet znosny do zycia (nauczyli sie skubani i jak tylko mnie widza takiego to od razu leca po urlopy i podwyzki).
mam nadzieje, ze dostaja te podwyzki i urlopy 😉
no temu sie nauczyli bo na ogol dostaja ;)
Też bym tak chciała. Lezalabym w lozku i oglądała seriale, zajadając się przy tym chipsami i pizzą, pląc fajki i mając wszystko gdzieś. Niestety, przy dzieciach nie da rady. Reczy, które kiedyś były w normie, teraz są poza zasięgiem...
A samo wyznanie z chwili dla ciebie.
Chyba nie pracujesz 24h/dobrę? Po pracy można przecież pograć sobie z godzinkę, albo i dwie, i zamówić sobie pizzę np. raz na tydzień. To chyba nic złego?