#DDOKc
Będąc już mocno podpitym przyturlałem się do jakiejś dziewczyny, którą to wyjątkowo intensywnie usiłowałem zbajerować. Nie wiem co mi wtedy do łba strzeliło, ale zacząłem się przechwalać, że potrafię na własnej głowie, bez mrugnięcia okiem, rozbić pustą butelkę po piwie. Jako że dziewczę nie wydawało się specjalnie wzruszone moim śmiałym wyzwaniem, chwyciłem za pierwszą butelkę, która wpadła mi w dłoń, zamachnąłem się i trzasnąłem nią sobie w czerep tak mocno, że straciłem przytomność.
Ocknąłem się po kilku minutach. Dziewczyny już nie było. Był za to wielki guz na mojej czaszce oraz dorodny k#tas, którego ktoś namalował mi niezmywalnym flamastrem na czole.
Kurła, ależ ja byłem wtedy głupi...
Nie aż tak głupi jak ludzie, którzy zamiast dzwonić po karetkę zaczęli po tobie rysować
Przynajmniej jesteś tego świadom.
Ciekawe jak to wyznanie będzie wyglądało ze strony dziewczyny z flamastrem.
To nie ona. To jakiś koleś, typowo męska zabawa.
Albo Jigglypuff.
Super, że tylko guz a nie porozcinany czerep
9-letni parówiak mnie rozbawił xD
A ten siusiak na czole to był farbą do tatuażu i dlatego nawet na lekcjach siedzisz w czapce z daszkiem?
A co z butelką? Udało Ci się?
Nie sądzę, wynik tego starcia to raczej butelka: 1, autor: 0.
Hahahahaha :)
Dobrze, że skończyło się w taki sposób, a nie wyrokiem za zgwałcenie.