#DAmE9
W wieku 10 lat poznałam swojego najlepszego przyjaciela. Dokładnie to znalazłam go pod drzewkiem, gdzie był skazany na pewną śmierć... Nie będę go nazywać zwierzęciem, ponieważ dla mnie był kimś więcej...
A moim kompanem okazała się wiewiórka, a dokładniej wiewiór.
W momencie znalezienia miał jeszcze zamknięte oczka oraz był mniejszy od dłoni 10-latki... Wszyscy mówili, że jego szanse na przeżycie są nikłe, bo jak to ma się wychować bez matki? (Jakby ktoś nie wiedział, to wiewiórki karmi się kaszką dla niemowląt)
Jego pyszczek był tak mały, że musieliśmy karmić go strzykawkami...
Jednak po kilku dniach otworzył swoje małe, piękne, czarne oczęta. Wtedy też zaczął chętniej chodzić, a najszybciej człapał do mnie :)
Po pewnym czasie zaczął wychodzić na dwór (mieszkamy przy lesie), ale zawsze pod moim czujnym okiem. Wchodziłam z nim na drzewa, odganiałam od niego ptaki (które wyjątkowo często przy nas latały), chciałam robić wszystko, co zrobiłaby dla niego mama...
Nasz wiewiór niezwykle szybko się u nas zadomowił, później wychodził już sam na dwór, ale zawsze wracał na jedzenie i spanie. Nasz dom był jego domem i on dobrze o tym wiedział.
Żeby udowodnić jak mądrą był istotą, opiszę jak jadł, gdy był starszy...
Zawsze miał dwie miseczki (takie na jajka), w jednej znajdowała się kaszka, w drugiej woda, a obok wszystkiego leżała chusteczka. Ponieważ zawsze gdy jadł musiał się wytrzeć :')
Dzień jego śmierci pamiętam bardzo dokładnie, nie było mnie wtedy w domu... A mój tata nie praktykował tego, że na noc trzeba go wołać... Tej nocy budziłam się kilka razy, ponieważ cały czas śniły mi się koszmary...
A rano tata zadzwonił, że znalazł go pod drzewem...
Tak straciłam najlepszego przyjaciela.
Kogoś, kto nigdy mnie nie osądzał, tylko kochał ponad wszystko.
Dziękuję, że Pani się nim zaopiekowała. Na pewno był przy Pani szczęśliwy. Być może kiedyś uratuje Pani jeszcze wiele takich małych żyć. Dziękuję, że Pani żyje.
A co niby mu się stało?
To tylko zwierzę.
Czasem jest się emocjonalnie bardziej związanym ze zwierzęciem, niż z własną matką.