#CtqgE
Dlaczego?
Około miesiąc temu poznałam przez internet chłopaka. Złapaliśmy dobry kontakt, gadaliśmy ze sobą z ponad miesiąc. On powoli się przede mną otwierał, opowiedział mi o swoich sekretach. O tym, że jest gejem, o tym, że ma anoreksję, o tym że ma myśli samobójcze. Ja starałam się go wspierać i dać mu do zrozumienia, że świat nie jest tak okropny, za jaki on go ma. Sama ledwo w to wierzyłam.
Ale i tak to nic nie dało. W ciągu dwóch dni z rzędu, dwa razy musiałam go przekonywać, żeby się nie zabił. Za pierwszym razem panikowałam, posunęłam się do szantażu emocjonalnego, bo moja egoistyczna natura kazała mi go trzymać przy życiu. Za drugim razem z kamiennym sercem przez telefon słuchałam jego wycia przez słuchawkę. Po prostu coś we mnie poprzedniego dnia pękło i gadałam z nim jak z trupem. Terapia szokowa zadziałała jeszcze lepiej.
A teraz przechodzimy do najgorszej części. Jestem jego jedynym powodem do życia. Sam mi to powiedział. Ta odpowiedzialność mnie przytłacza, a na dodatek po tygodniu on sam zaczął mnie olewać.
Boję się, że on sobie zrobił krzywdę, ale jednocześnie czuję ulgę, bo przestałam czuć się przytłoczona. Dodatkowo przyjaciółka i jakaś mała część mnie mówią, że to był fake.
Ale to nie był fake. Słuchałam jego wycia, czytałam jego historię, to było zbyt prawdziwe.
I teraz on tam sobie gdzieś siedzi i ma poczucie winy, albo jego rodzina właśnie przeżywa szok, bo ich synek się zabił.
Moim zdaniem nie masz powodów by robić wyrzuty sobie. Nie jesteś psychologiem, tylko internetową znajomą, próbowałaś mu pomóc i już samo to, że go wysłuchałaś i spróbowałaś o niego zawalczyć jest godne podziwu, bo nie każdy na Twoim miejscu by to zrobił. A to, że czujesz się przytłoczona to jest całkowicie naturalne; nie masz obowiązku, by pilnować go na każdym kroku, a czasami nawet wsparcie to jest zbyt mało, by utrzymać przy zyciu osobę która żyć nie chce
Manipulant. Wywołuje poczucie winy, żeby coś tam sobie ugrać. Mój brat ma schizofrenię. Po wielu latach jego szantaży i latania z pętlą w ręku że niby się powiesi w końcu odpuścił. Dlaczego? Wszyscy już mieli dość tańczenia jak on im zagra i każdy po cichu uznał, że niech już się wiesza jak tak chce. Będzie spokój. No i przestał się wieszać.
I już od roku tak wisi
Nie jesteś jego terapeutą ani nawet prawdziwym znajomym. Jak Ci wył, trzeba było zgłosić policji, że znajomy z internetu grozi samobójstwem i że należy to sprawdzić. Jakby mu raz zrobili najazd na chatę, może by się ogarnął. A jeśli nie... Cóż, to nie jest Twoja rola.
Gra na uczuciach. Manipulacja.nic więcej.
Gdybyś była jedynym powodem do życia to by nie olewał Cię.
Najlepiej odpuścić taka znajomość bo będzie coraz gorzej.
Jakbym czytała swoją historię. Z tym, że ja miałam 14 lat, a koleś - niecałe 20. I też kiedy przestał się odzywać na kilka dni, poczułam ulgę, mając nadzieję, że już koniec tego cyrku. Też było mi ciężko z tym, że niemal życzyłam komuś śmierci. Ale szczerze? Szybko przeszło mi patrzenie na siebie jak na potwora. To nie moja wina, że był w takim stanie. To nie moja wina, że nic, co powiedziałam czy zrobiłam, nie mogło mu pomóc.
W końcu się nie zabił, albo przynajmniej nieskutecznie. A ja dalej uważam, że do pewnego momentu można być czyimś oparciem, ale wszystko ma swoje granice.
Przeżyłam kiedyś coś podobnego, aż pewnego dnia okazało się, ze jade na wakacje w jego rejony i chciałam się spotkać. Kontakt się NAGLE urwał ;) ludziom się serio nudzi, wiec nie wierzmy nigdy w to, co ktoś nam napisze.
Żaden człowiek nie jest powodem dla drugiego człowieka - to tylko zrzucanie odpowiedzialności za swoje czyny na kogoś innego. Mogłaś go ratować, ale jak mimo to sobie odebrał życie to nikt by go od tego nie odwiódł. Niestety.
Niestety przez jakiś czas byłam magnesem na takie osoby. I w wielu przypadkach to może być tylko manipulacja twoją osobą. Jest szansa, ze ktoś naprawdę chcę sie zabić ale ty nie jestes w żadnym stopniu za kogoś takiego odpowiedzialna. Ani też nie masz odpowiedniej wiedzy ani predyspozycji jak pomóc takiej osobie. Z moich osobistych przypadków wszystkie osoby które nie chciały juz żyć dalej żyją. Dwie zaraz po probie samobójczej dzwoniły do rodziców (typu halo mamo jestem w domu i podcięłam sobie żyły). Jedna raz mówi, że sie zabije raz że czegoś tam nie zrobi bo się boi, że umrze.
Wydaje mi się, że jak ktoś naprawdę sobie nie radzi i naprawde chce umrzeć to to zrobi, ale tak, żeby go nikt nie znalazł ani nie uratował. Takie wycie w stylu ja już nie mogę ide po sznur... no raczej mi trąci zachowaniem kiedy kobieta mówi, że jest gruba bo chce usłyszeć, że nie jest
Z nikogo nie można robić sensu życia i obarczać tej osoby swoim być lub nie być. To zbyt duży ciężar, życie każdego z nas samo w sobie jest na tyle ciężkie, że nie da się jeszcze udźwignąć za kogoś jego życia. W takich sytuacjach zawsze prędzej czy później źle to się kończy dla jednej z tych osób
Skoro Cię po tygodniu olał, to być może, przykład wampira emocjonalnego, i to takiego który jak jest dobrze, to olewa, a jak sobie nie radzi, to obarcza Cię problemami. Uważaj na siebie