#Ci7j9

Pracuję na pasażu naprzeciwko kas pewnego marketu. Przez 8 godzin (a czasami 12) słucham wycia. Tak, wycia, bo płaczem tego nazwać nie można. Dzieci poniewierają się po podłodze, szantażując rodziców o kinder jajko. Pisk, z którego można wydobyć „Mamo, kuuuuuuuuuuuuuup!” jest nie do zniesienia. To nie są pojedyncze sytuacje. To codzienne i nagminne.

Najlepsze jest to, jak taki mały dzieciak wpadnie do mnie do saloniku. Relatywnie blisko drzwi (przy witrynie) mam telewizor na stojaku. Raz upomniałam dziecko, które zaczęło kopać stojak. Dostałam opierdziel stulecia, bo przecież jak mogłam Brajankowi nie pozwolić dotknąć i przewrócić telewizora. Dzieci wpadają, łapią za przedmioty, które sprzedaję (tanie nie są), po czym jak odbieram je dziecku, to dostaję ochrzan, że dziecko chciało tylko zobaczyć, a ja jestem taka wredna… Ciekawe, czy zapłaciliby, gdyby coś się zepsuło?!

A klienci z dziećmi? Piekło. Pracuję tu kilka miesięcy, a zdarzyło mi się dopiero 3-4 dzieciaków, które zachowywały się normalnie. Oferujemy dla nich kolorowanki, kredki, baloniki... To nic nie daje. Po wizycie pary z dzieckiem mam do mycia podłogę, która jest w słodkich napojach, ubrudzoną ekspozycję, grubą warstwą czekolady i powyrywane kartki z gazet…

Mam 22 lata. Pamiętam doskonale swoje dzieciństwo. Pamiętam kilka klapsów od mamy, jak zaczęłam świrować w miejscu publicznym. Pamiętam stanowczy wzrok taty, który nie chciał kupić kolejnej czekoladki, bo jedna miała mi wystarczyć.

Dziękuję, kochani rodzice, że wychowaliście mnie na człowieka szanującego innych ludzi, który umie cieszyć się z małych rzeczy.

PS Nie mam urazu po kilku wychowawczych klapsach.
Torototo Odpowiedz

Zgadzam się, też nie mam urazu i nie widzę nic złego w małym klapsie.

Jednak, żeby nie wyjść na osobę z klapkami na oczach, płaskoziemca, ignoranta.. ;) chętnie posłucham przeciwnika klapsów (doświadczonych, przynajmniej dwójka- trójka ułożonych dzieci,), jakie metody wychowawcze zastosowali, żeby dzieci darzyły szacunkiem rodziców i otoczenie.

NieChceLoginu

Otóż, szanowny panie, rozmowa, tłumaczenie świata, czytanie książek, uczenie wrażliwości przez np. nie oglądanie youtuberów w wieku 5 lat. Na stanie 7 i 10. Totalnie odstające od społeczeństwa, bo nie rozwrzeszczane, nie klnące, nie bijące się dzieci kochające czytać i spędzać ze sobą czas. A te bite spod bloku, to najwyżej strach w sobie mają (choć też nie wiele) i zero szacunku do czegokolwiek.

Duszka1

@NieChceLoginu, autentycznie szacunek.
Niestety spotkanie takich rodziców powoli staje się równie prawdopodobne co spotkanie jednorożca. Może kilka takich przypadków rzuciło mi się w oczy w ciągu kilku lat... w tym jeden pamiętam szczególnie jakby to był jakiś fantastyczny obraz - jedziemy sobie z lubym pociągiem, dłuższa trasa, a naprzeciwko siedzi ojciec z chłopaczkiem (kilkulatek). Na kolanach rozłożona duża, kolorowa książka opisująca jak działa pociąg. Ojciec, zakładam, że miał większą wiedzę, bo dodatkowo tłumaczył, opowiadał, a to wszystko spokojnym, ciepłym głosem. Dzieciak co chwilę zadawał jakieś pytania - a dlaczego tak, a skąd taki dźwięk, a co się stanie...
Aż trudno uwierzyć, że takie widoki dzisiaj są totalną magią. Większość rodziców niestety albo wgapionych w telefony albo "nie wiem", "daj mi spokój", "weź włącz sobie grę" itd.

Frog

Tak jak pisze @NieChceLoginu:
"rozmowa, tłumaczenie świata"

Bez końca, bez przerwy, nie ma, że boli gęba czy głowa. Nie ma "na skróty".

Raz, słownie raz, zdenerwowana głupim oporem nastoletniej córki, szarpnęłam ją z całej siły za ramię krzycząc "Opamiętaj się!!"

Przegadałyśmy (i przepłakałyśmy) wtedy pół nocy, po czym każda z nas obiecała drugiej, że nigdy więcej 🙂

Słowa dotrzymałyśmy.
Nadal gadamy (po trójkącie / pięciokącie, z córkami i ich partnerami), codziennie.
Czasem kilka słów, czasem zdjęcie, nikt nikogo do niczego nie zmusza, słowa płyną z potrzeby serca i z wzajemnego zrozumienia.

Ile pracy włożyłam, aby tak było, wiem tylko ja (dosłownie - cóż, tak wyszło), ale wiem też, że było warto.

Teraz wzajemnie dajemy sobie wsparcie, szacunek, dzielimy się problemami - i memami.
Jest dobrze 😁

ArabellaStrange Odpowiedz

Słodycze przy kasach są wyłożone SPECJALNIE po to, żeby mamić dzieci. Dzieci z kolei, z racji niedojrzałego mózgu, nie zawsze potrafią zwalczyć pokusę. I owszem, dzieci wrzeszczą. Nawet dobrze wychowywane dzieci dobrych rodziców. A potem z tego wyrastają i zaczynają rozumieć „nie”. Ale to nie jest ich wina. Ani rodziców. Jeśli już kogoś winić, to zarząd sklepu za celowe wywoływanie takich sytuacji, w których połowa rodziców obawiając się presji społecznej faktycznie kupi dziecku niezdrowego batonika, żeby tylko nie krzyknęło.

Po wizycie każdej pary z dzieckiem masz do mycia podłogę, sprzątanie czekolady i wyrwanych kartek z gazet? Owszem, są dzieci, którymi rodzice się nie przejmują i zapewne o takie właśnie dzieci Ci chodzi (płomienna obrona „Brajanka” nie oznacza bynajmniej, że rodzicom chce się go wychowywać). Ale albo masz naprawdę wyjątkowego pecha trafiać na same takie przypadki, albo trafiłaś tylko parę razy i generalizujesz dla podkręcenia efektu.

Aha, i naprawdę nie sądzę, żebyś tak dobrze pamiętała swoje dzieciństwo, żebyś miała prawo na tej podstawie oceniać metody wychowawcze wszystkich spotkanych rodziców. Jeśli nie jesteś jakimś specjalnym przypadkiem, to większość codziennych wspomnień się zatarła. Zostały tylko te najsilniejsze, mocno nacechowane emocjonalnie, tak jak np. właśnie bicie (bo klapsy to jest bicie).

daddysgirl Odpowiedz

zapraszam do dyskusji. każdy kto twierdzi ze bezstresowe wychowanie ma sens z dzieciakami do czynienia nie mial xdd. po pierwsze, dzieci są różne i jeden może w ogole nie powodować kłopotów, mieć spokojne usposobienie itd. drugi może być złem wcielonym bo taki ma pp charakter. nie rozumiem robienia z dzieci bezmyślnych osób. ja byłam osobiście wychowana w lekkim strachu ale respekt i dyscyplina była a pamietam ze dostałam może 5 razy za naprawdę mocne przewinienia. z kolei moje rodzeństwo jest wychowane (3 małych dzieci wiek 5-6) bezstresowo, zero darcia, zero lania, milutko, stała opieka psychologiczna poradnie WSZYSTKO. i wiecie jaki jest tego efekt? gwno dosłownie tyle, dzieciaki BEZ NAJMNIEJSZEJ dyscypliny, zero strachu, wyzywają rodziców, włażą im na głowę, robią co chcą, nie słuchają się poleceń no nic jeśli chodzi o te kwestie dobrego zachowania. Tak to są normalne dzieciaki, rysowanki, lego itd mowie o tej kwestii co się dzieje kiedy cos pójdzie nie po ich myśli. Nie jest mi żal tez moich rodziców którzy bezradnie patrzą jak dzieciaki robią co chcą bo ofc rozmowy NIC nie dadzą i oskarżają mnie o swoje niepowodzenia życiowe, pare razy interweniowałam jak np dzieciak wyzywał mi matkę od gl00pich kr00w to jeszcze ja na tym oberwałam ze jak ja SMIEM krzyknąć na dzieco xdd także od tego czasu umywam ręce w tym domu wariatów, dzieci lubie ale po części się mnie "boja" jak to uslyszalam (czytaj nie daje im robić co chcą i wiedza ze ze mną te ich żarciki nie przejdą) i przez to jak mam ich pilnować to nagle wszystko spoko, zero głupich pomysłów, zero bijatyki itd. Uważam ze problemem jest uczenie bez żadnych kar bo potem właśnie wyłażą takie rozpieszczone dzieci myślące ze wszystko im można i w szoku jak cos złego im się stanie, a świat przecież nie jest kolorowy. NIE MOWIE za wszystkie dzieci, tak jak wspomniałam niektóre mogą być łagodne ale to rzadkość. dziecko to dziecko, przyniesie jakieś gl9pie zachowanie z przedszkola i juz masz problem w domu.

wyzwolonaa Odpowiedz

Tak, mnie też wkurzają te kaszojady

Dodaj anonimowe wyznanie