#Chmcm
Był okres, kiedy bardzo dużo osób kupowało i nosiło z dumą glany. Wiązane na różne sposoby, czasem z kolorowymi sznurówkami, a im bardziej zniszczone - tym właściciel był "lepszy" w oczach innych. Mi na tyle takie buty się podobały, tak samo jak ostry japoński rock, że zafundowałam sobie takie buciory za odłożone pieniądze z urodzin, świąt itp. Pamiętam, że miałam pusty portfel przez najbliższych parę miesięcy i omijało mnie kupowanie słodyczy czy ubrań (rodzice niechętnie płacili za moje zachcianki) - ale za to miałam ten nabytek, który potrafiłam przytulać i czyścić godzinami. Rodzice od samego początku za tymi butami nie byli, tak samo jak za "metalowym stylem", ale stwierdzili iż zaakceptują to wszystko, jak m.in. buty, będą zawsze wypastowane, świecące i zadbane.
Do rzeczy. Jedna z koleżanek chciała mi te buty "ochrzcić", miały wtedy drugi dzień. Miało to być zwykłe nadepnięcie, pobrudzenie, zdeptanie mnie bez niszczenia. Ale koleżanka ta z niewinnym uśmiechem obróciła mi się na pięcie (będąc w swoich glanach) - stojąc na prawym bucie. Chyba myślała, że nic takiego się nie stanie, albo nie zdawała sobie sprawy z tego, co narobiła. Nie pamiętam u niej jakiegoś aktu zazdrości albo cokolwiek podłego. Ale tak, wyrwała mi kawałek skóry z czubka, zostawiając nieładnie wyglądające dziursko. Była zdziwiona, potem uznała, że to nic takiego. Próbowałam to zakryć markerem i lakierem do paznokci jeszcze w szkole, jednak było to widać pomimo to.
Rodzice zauważyli od razu i zdenerwowali się na mnie tak, że kazali mi to wytłumaczyć. Pełna stresu nagadałam, że koleżanka specjalnie mi to zrobiła, bo była zazdrosna o moje buty. Mama kazała mi zaprowadzić ją do mieszkania tej koleżanki. Poszłam, na nogach mając glany jako dowód w sprawie. Otworzyła nam mama koleżanki i zaczęła dosłownie wydzierać się na moją mamę, że to ja jestem sobie winna; że tego nie widać; że jestem nienormalna; a jej córa to w życiu by tego nie zrobiła specjalnie. Zamknęła nam drzwi przed nosem tak, że prawie obie oberwałyśmy. Moja mama tak się wtedy zagotowała, że napluła im na drzwi, zostawiając rozpryskaną ślinę - szarpnęła mnie za rękę, bo chciałam to wytrzeć, i wyszliśmy.
Od tego momentu koleżanka ta była moim wrogiem ze wzajemnością. Przez co posypały się też moje przyjaźnie, które łączyły się z tą koleżanką. Zamiast to wyjaśnić, ja ciągnęłam wersję o zazdrości, ona obrażała gdzie się dało moją mamę i opowiadała, jaką "patologię" mam w domu.
Choć minęło już ponad pięć lat, i nadal czasem się widujemy, wciąż mijamy się z nietęgą, bojową miną.
PS. Nadal nosiłam glany, przed każdą zimną lub ciepłą porą, dbając o nie jeszcze mocniej, by tamta dziura się nie powiększała - a sam but, by więcej się nie zniszczył.
Ona zniszczyła. Czy to było specjalnie czy nie to nie istotne. Powinna wziąć odpowiedzialność za to co zrobiła, przynajmniej przeprosić a nie udawać, że nic się nie stało. Jej mama też powinna uczyć córkę brać odpowiedzialność za swoje czyny a nie jak chamsko wymigać się.
tylko jak autorka wspomniala- zniszczone glany byly cool
za moich czasow rowniez, czasem specjalnie szlo sie na koncert zeby ludzie troche podeptali glany, bo takei swiecace sie jak psu jajca byly passe
@bazienka
Rodzice jej kazali dbać o nie, miały być zadbane i świecące się.
nadal uwazam, ze nieswiecace sie buty, w szczegolnosci glany, nie sa zniszczone
co do dziurki to zalezy gdzie byla- na blasze czy na wylot przez buta, bo jesli tylko do blachy doszla, to glany spelniaja swoja funkcje
a to, e rodzice nie czaja idei glanow jest innym problemem
poza tym auorka za SWOJE WLASNE zaoszczedzone czy tma podarowane pieniadze kupila sobie buty i tak szczerze to nic rodzicom do tego, to nie byl akis nie wiem wyzywajacy element stroju, przedmiot niebezpieczny czy cokolwiek takiego- ot zwykle buty, tylkoz tych ciezszych i byly wlasnoscia autorki i jej sprawa, jak o nie dba- czy jej starcza na 2 miesiace czy an 5 lat
no tak, jasne, powinna wziac odpowiedzialnosc za to, co zrobila nawet jesli bylo rpzypadkowe oczywiscie
ja sie odnosze tylko do kwestii "rodzice kazali" ( podczas gdy nie wylozyli na to zlotowki) oraz ich nadgorliwosci ;)
Zniszczone specjalnie czy przez przypadek - koleżanka powinna Ci to wynagrodzić.
W sumie to powinny ci te buty odkupić
W klimatach metalowo-punkowych siedziałam głęboko. Chyba nawet dalej siedzę. I może jestem dziwna, ale dla mnie glany przede wszystkim miały funkcje praktyczne. Tak na zasadzie ochrony stopu w chociażby pogo. Nie miały być piękne - miały być przede wszystkim wytrzymałe, a "im bardziej zepsute tym lepsze" jest sporym uproszeniem. Tutaj chodziło raczej o "doświadczenie" w koncertowaniu. Takie o, blizny wojenne butów do zadań specjalnych. :)
W jakiś sposób rozumiem zdziwienie koleżanki na taką reakcję. Zakładam, że zostałaś potraktowana jak "swoja". Co, oczywiście, nie zmienia faktu, że powinna zapytać cię o zgodę.
Według mnie, jeśli taką zgodę dałaś - wina leży po prostu po obu stronach i powinnaś się po prostu przyznać. Jeśli jej nie udzieliłaś - wina tylko i wyłącznie po stronie koleżanki i powinna zwrócić pieniądze, lub odkupić buty. Najtańsze kosztują około 200zł, dla gimnazjalistki może być to duży wydatek, ale też nie poza zasięgiem.
Odpuszczę sobie komentowanie o nagabywaniu mamę na koleżankę, że to niby z zazdrości, bo tutaj potrzebna by już była druga strona konfliktu.
popatrz a ja zostalam zjechana za podobny komentarz
taka tam, hipokryzje
swoej glaby kupilam za uciulane 220 zl i bylam z nich niezmiernie dumna, ale konserwowalam tylko by starczyly na dluzej ( np. zgiecia), nie pastowalam, by swiecily sie jak psu jajca, mialam okres, ze 2 lata chodzilam tylko w glanach, dbalam o ne, ale "blizny" pokoncertowe przydawaly butom szyku ;p
Też uważam, że widoczne zniszczenia dodają glanom uroku, ale też trzeba uszanować to, że autorka najwidoczniej chciała (musiała?) posiadać świecjące się jak wiadomo co. :D
Tylko do autorki mam trochę mieszane uczucia. Niby zniszczone mienie, niby w sumie strata i ubolewanie, ale z drugiej strony nakłamała (nie bójmy się tego słowa) matce o rzekomej zazdrości koleżanki. Dlatego też podeszłam na zasadzie "jeśli-jeśli", bo nie wiadomo, czy i nam tutaj w wyznaniu czegoś istotnego nie pomija. ;D
Swoją parę glanów mam już jakieś 6-7 lat na oko, co prawda teraz nie służą już do niczego innego niż do oglądania ich wystających blach i nieco stopionych podeszw. Niosą dużo wspomnień. ;)
Myślałam, że okaże się że były tylko brudne i jest ci wstyd ale niestety nie. Pamiętam jak sama zbierałam na moje pierwsze glany i z jaką dumą w nich chodziłam. Na szczęście nie miałam takich głupich koleżanek i uważam że ona powinna ponieść za to konsekwencje, ale ludzie tacy są wola się nie przyznać i obrócić wszystko przeciwko tobie...
Te glany to chyba jej sens życia
Może ten komentarz pod oesie na duchu. Będąc w podstawówce zaprzyjaźniłam się z jedną dziewczyną. Przyjaźniliśmy się cały czas. W liceum poznałam chłopach a, zaczęliśmy "chodzić ze sobą". Brakowało mi czasu na przyjaciółkę, a po kilku miesiącach, kiedy miałam dla niej już więcej czasu ona pokazywała, że jednak do życia mnie nie potrzebuje. Każda z nas wyznawała zasadę "nie, to nie", potem na studiach pojawiały się próby "wrócenia do siebie", ale żal pozostał. Dopiero przed trzydziestką szczerze porozmawiałyśmy, bez żalów i oskarżeń. I przyjaźń trwa do dzisiaj. Prawdziwych przyjaciół się nie traci,wszczęta rozmowa, bez robienia wyrzutów działa ;)
Z perspektywy tej dziewczyny wygląda, jakbyś poskarżyła się mamie.
Wyznanie aż świeci od tego kontrastu: buntowniczy, metalowy styl i glany VS "mama kazała mi się zaprowadzić".
Trochę mi się kojarzy z popularniejszym swego czasu memem: "JP, ale tylko na 50%, bo się trochę boję".
Mama koleżanki zachowała się beznadziejnie. Powinna wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko i dogadać się z Twoją mamą. Nie ma znaczenia, czy koleżanka zrobiła to przypadkiem czy celowo, zniszczyła komuś buty i należało je odkupić.
Kto w gimnazjum nie zgrywał odważniejszego, groźniejszego niż jest, niech pierwszy rzuci kamieniem. To jest etap szukania stylu, a przy tym trzeba słuchać rodziców.
@Wtorek09
Metalowy styl wcale nie idzie z buntem. Sama wiele lat byłam takim "typowym metalem" (a raczej kindermetalem), ale nigdy buntu względem rodziców nie było. No ale cóż, spoko rodzice to i brak powodów do buntowania się.
Ja kiedyś ubierałam się na emo, podobał mi się ten styl i muzyka, ale nie robiłam z siebie pseudodepresyjnej emo nastolatki, której najlepszą przyjaciółką jest żyletka, nie umieszczałam też cytatów o śmierci na nk. Tak że styl i muzyka nie zawsze idą w parze z buntem lub innymi stereotypowymi zachowaniami.
Pięć lat temu? Pięć lat temu, to ja skończyłam liceum i nikt oprócz mnie glanów nie nosił, tylko jakieś Vansy na kiju. Co to było za gimnazjum?!
5 lat temu młodzież stylizowała się na hipsterów, więc glany były wtedy w modzie. Oczywiście do niemetalowego stroju.
Ja nie rozumiem od poczatku tego wyznania przyznam szczerze. przeciez glany sie skopywalo tak samo jak ramoneska sie jezdzilo po asfalcie. Zreszta jak wspomniala Solpadeina to sa praktyczne buty ochronne przed pogo.
Może na tyle szalona nie byłam, żeby tyrać ramoneskę, ale kostka latała po korytarzach, az miło. :D
Cała sytuacja - pewnie się myle, ale tak tylko mi to przez myśl przebiegło - wynikła z niezrozumienia różnic pomiędzy słuchaniem danego typu muzyki, a subkulturą. Tutaj - poprzez ubranie, już była jakaś próba wejścia w subkulturę. A to już (stety, czy niestety) rządzi się swoimi prawami. Tak samo jak biznesman, czy prawnik krzywo by się patrzył, gdyby okazało się przy nim kulturę bardzo niskich lotów, tak samo w subkulturze "brudasów" ludzie będą w szoku, że w ogóle można przejmować się jakąś tam dziurą w bucie. :D
Czy się lubi, czy nie, to już kwestia indywidualna. Subkultur jest dużo, istnieć sobie będą i jedna jednostka nie zmieni ogółu przyjętych zachowań w całej grupie. I też trochę nie ma co ich obwiniać, że się zraziła. Autoka spróbowała, przekonała się, że jej nie pasuje i tyle. To ani nie cyrograf, ani nic też takiego strasznego, żeby pięć lat o tym rozpamiętywać.