#jtoDf
Przez lata z trudem wiązaliśmy koniec z końcem, mimo że pracowali oboje. Ojciec na budowie po 10 godzin, zarabiając 100 zł dniówki i matka w cukierni, zarabiając 7 złotych za godzinę oraz chodząc do tej pracy co dwa dni.
Myślałam, że tak musi być. Że to nie ich wina, że tak słabo zarabiają, dopóki sama nie poszłam do pracy. Dopóki samodzielnie, nie będąc pełnoletnią, nie zaczęłam wyciągać w swojej pracy 120 zł dniówki za 7 godzin.
Teraz nie mogę patrzeć na nich normalnie, bo czuję, że oni nawet nie próbowali tego zmienić. Było im wygodnie. To, że czasem jedliśmy w czwórkę to samo przez tydzień, to tylko drobna niedogodność i mają prawo narzekać, jak im źle. Jaki ten kraj niesprawiedliwy, oni tacy biedni, harują i tego nie widać. Czasem mam ochotę im wykrzyknąć prosto w twarz, że sami się na to godzą i sami są sobie winni tej sytuacji, że mam do nich żal, bo nie potrafią być dorośli.
Moja mama ma 50 lat i duże doświadczenie w handlu, niestety niedawno zamknęto sklep, w którym pracowała ostatnie 20 lat. Bezskutecznie próbuje coś znaleźć, złożyła CV już w każde możliwe miejsce, zarówno u nas we wsi, jak i w sąsiednich miejscowościach i większych miastach.
No i tam, gdzie płacą dobrze, szukają młodych ludzi, a tam gdzie przyjmują takich w jej wieku, proponują marne grosze, więc albo się na to zgodzi, albo nie będzie miała żadnej pracy.
Mama nic innego nie potrafi, zarówno wykształcenie ma handlowe, jak i całe życie przepracowane w tym zawodzie. To nie zawsze musi być niezaradność życiowa, szczególnie, duży wpływ ma wiek, miejsce zamieszkania, czy zwykły pech.
Skoro ma tak duże doświadczenie i do tego wykształcenie to czemu nie spróbuję otworzyć swojego biznesu? 50 lat to wcale nie tak dużo by już nie dać rady zacząć od nowa
Głównym problem jest miejsce zamieszkania, dziura zabita dechami, gdzie każdy nowy biznes plajtuje po miesiącu.
Na przykład w najbliższym większym mieście są 4 duże galerie handlowe i w każdej jednej działa może po 4-6 sklepów, reszta stoi pusta od lat, bo jak tylko ktoś tam coś otworzy, to za chwilę zamyka, bo jest zero ruchu i nie da się nic zarobić. Jest u nas kilka większych marek, typu h&m, zara, czy croop i wszyscy zakupy robią tam, więc mama nie ma szans się przebić na rynku. No a w tych sklepach wprost jej powiedzieli, że szukają młodych osób do pracy.
Nie zgodzę się. Jak jest się dobrym to biznes zawsze się będzie kręcił. Dla przykładu znam jedno stoisko! (nawet nie sklep bo to po prostu mały kawałek powierzchni) który od lat działa, ma coś czego nie a się dostać inaczej niż online a jednak ubrania lepiej zmierzyć. Przyjeżdżają ludzie nawet z za granicy (Polacy) w tym ja, i robią zakupy na pół roku. Takie slabe sieciowki nie są konkurencja akurat
Xanx a ja znam dwie budki z mięsem, które sprzedawały dokładnie to samo po tych samych cenach i stały tuż obok siebie i jedna zbankrutowała a druga ma się dobrze. Czasem to wynik zwykłego ślepego szczęścia/pecha i samonakręcającej się spirali sukcesów/porażek (sama chodziłam do tej budki która nie splajtowała bo widziałam że inni tam chodzą więc pewnie mają dobre mięso)
@aceofspades większe miasto i w galerii tylko 6 sklepów?
Dokładnie tak, byłam w rodzinnym domu miesiąc temu i poszłam na zakupy, w trzypoziomowej galerii naliczyłam dokładnie 6 otwartych sklepów i to jedynie znanych marek.
Jakiś rok temu otwarto w mieście nową galerię i teraz połowa sklepów jest już zamknięta.
Miasto ma około 120 tys mieszkańców, ale funkcjonuje tam też wielki bazar, który jest samym sercem handlu, dlatego inne sklepu po prostu upadają. Nie możesz się z tym nie zgodzić xanx, bo znam swoje miasto i zaręczam, że jest dokładnie tak jak mówię.
Na bazarze natomiast płacą marne grosze, moja mama sobie tam teraz czasem dorabia, to dostaje 50-70 dniówki, w zależności od stoiska.
Ja nie twierdzę że to nie prawda ale skoro wspominałaś o bazarze to przecież można otworzyć tam swoje stoisko? Nie trzeba pracować u kogoś. Można poszukać w pobliżu miasta, jest wiele możliwości.
Na bazarze też nie otworzy swojego stoiska z bardzo prostego powodu - nie ma tam ani jednego wolnego miejsca. No i w coś takiego trzeba też zainwestować, moja mama natomiast nie ma na to kasy. Kolejna rzecz, że o ile mama jest świetna jako sprzedawca, tak już wszystkie pozostałe sprawy, związane z własnym biznesem, jak choćby menadżerstwo, płacenie podatków, kompletowanie towaru - tego by nie ogarnęła. Po prostu uwierz mi, że jeśli mówię, że moja mama nie byłaby w stanie otworzyć i utrzymać własnego biznesu, to tak właśnie jest. Nie wszyscy są rekinami biznesu.
Co do szukania w pobliżu miasta - mama szukała już wszędzie w promieniu, w którym mogłaby dojeżdżać komunikacją miejską (nie ma prawa jazdy, na dodatek mama nie mieszka w samym mieście, tylko w pobliskiej wsi, z której połączenia są bardzo kiepskie). I kiedy mówię wszędzie, to mam na myśli DOSŁOWNIE wszędzie. Nie ma tu wiele możliwości. Pochodzę z jednego z województw z najwyższym bezrobociem. Tu naprawdę nic nie ma.
Skoro tak jest to czemu się nie przeprowadzi?
Bo mój tata ma na miejscu dobrą pracę (od 30 lat), w której obecnie jest kierownikiem i dobrze zarabia. Mama chciała nawet przyjechać do mnie i sobie dorobić (mieszkam za granicą), ale są z tatą na tyle blisko, że nie wytrzymali rozłąki dłuższej niż 2 tygodnie.
Tata pracę swoją lubi, ale nie dostanie nigdzie indziej takiego samego stanowiska, bo nie ma żadnego wykształcenia, jest po zawodówce, a do obecnego stanowiska piął się bardzo długo, ciężką pracą.
Jeśli chodzi o to, dlaczego mama szuka pracy, skoro tata zarabia dobrze, to odpowiedź jest taka, że owszem, teraz zarabia dobrze, ale przez wiele lat ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, mieli też kilka wypadków w życiu (np. kosztowna choroba mojego brata w czasach, w których nie było zbiórek i ciężko było uzyskać jakąkolwiek pomoc, operacja taty i okres, w którym nie pracował, więc nie zarabiał), przez co narobili sobie wielkich długów i obecnie większa część zarobionych przez tatę pieniędzy idzie na spłatę tych długów. Dotychczas żyli tak, że z ich obu wypłat starczało na spłatę rat, wynajem mieszkania, opłaty i wyżywienie, i wychodzili dokładnie na zero, ale gdy już np. przyszła zima i trzeba było kupić węgiel na opał, to brali kolejną pożyczkę, bo nie mieli na to kasy. Ostatnia zima była bardzo długa i jeszcze w kwietniu dokupywali węgiel, więc teraz znowu mają problemy finansowe.
Ja staram im się pomagać, wysyłam pieniądze co miesiąc, ale też nie sram kasą na tyle, by zapłacić za wszystko i pomóc im wyjść na czysto. Bo gdyby tak się stało i nie mieliby żadnych długów, to z samej wypłaty taty mogliby sobie spokojnie żyć na dobrym poziomie. Niestety życie nie jest takie łatwe jak w Twoich komentarzach.
Jesteś pewna, że ta różnica w "umiejętności" znalezienia pracy nie wynika np z różnicy w waszym wieku? Teraz rynek prac dorywczych dla osób niepełnoletnich jest o wiele atrakcyjniejszy niż rynek prac stałych dla osób starszych...
Jak ktoś pol życia zmarnował, zamiast się rozwijać to owszem. Ale jak chociażby znasz 3 języki to i mając 60 lat dostaniesz dobra prace bez problemu. To jak żyjesz wraca prędzej czy później
Xanx no nie do końca. Np jeśli całe życie rozwijałeś się w kiedyś kwitnącej branży która teraz odchodzi do lamusa albo twój zawód wymaga młodego wieku, albo jak wypadniesz z obiegu to trudno wrócić (niektórzy nauczyciele mają ten problem)...
Powiem tak do wszystkich dzieciaków którzy dzisiaj myślą że pozjadały rozumy. 20-30 lat temu wszystko wyglądało inaczej. Xanx piszesz o 3 językach i 60 latach. Osoba która ma dzisiaj 60 lat to ta która konczyla szkole podstawową w 1973 roku. Czy Wy w ogóle macie pojęcie jak ciężko w tamtym czasie było mieć w ogóle możliwość poznania 3 języków? Jak ciężko było poznać język inny niż rosyjski? Wtedy nie było internetu, nie było YouTube, nie było szkoły językowej na każdym rogu, nie było kursów online ani wymian studenckich ani work and travel. Wtedy nawet kiełbasy i papieru toaletowego w sklepach nie było. Tych którzy w ogóle mieli możliwość poznać 3 języki obce to byś mógł policzyć bez kalkulatora. Dzisiaj w dobie gdy każdy Ci cisnie do głowy pierdy o tym, że sky's the limit, możesz być kim chcesz czy inne motywujące wyrzygi domoroslych coachów, bardzo łatwo pieprznąć głupotę o marnowaniu pół życia i braku rozwoju.
@feniks. Myslisz że da się nauczyć języka w szkole? Jeśli tak to nie wiesz o czym mówisz a jeśli nie to Twoj argument nie ma sensu. Od 2000r do dzisiaj było ponad 18 lat. Dostęp do internetu itd był. Osoba która teraz na 60 miała wtedy 42 lata. Czy uważasz że w 18 lat 40 letnia osoba nie jest w stanie nauczyć się 2 języków?, nowego zawodu, nabyć nowych umiejętności? Były inne czasy fakt ale później czasy się zmieniły i trzeba było korzystać a nie trwać w stagnacji. Nie usprawiedliwiaj wszystkiego brakiem internetu bo uczyć się można w każdym wieku.
Xanx myślę, że inaczej spojrzysz jak będziesz miał 42 lata. Uczyć się można w każdym wieku. Przypomnij to sobie jak będziesz już seniorem a dzieciak Ci powie "no ale czego nie rozumiesz? O Jezu przecież to jest proste. Wchodzisz w hologram i możesz rozmawiać z ciotka na Marsie" bullshit. Wraz z wiekiem zdolność uczenia się powoli zanika. To jest fakt i nie ma co dyskutować.
Ja nie usprawiedliwiam wszystkiego brakiem internetu i nie wiem w jaki sposób tylko to wyczytałeś bo pisałem znacznie więcej. Tak, myślę że da się nauczyć języka w szkole. Przykro mi, że Ty się nie nauczyłeś. A szkoda bo podobno w każdym wieku można się wszystkiego nauczyć.
Żyjesz młody przyjacielu w czasach i w realiach, które obiektywnie można nazwać dobrobytem. To w nich spędzasz swoją młodość. Masz szeroki dostęp do form edukacji, jesteś w wieku w którym jesteś w stanie się szybko uczyć, jeszcze jesteś elastyczny, mile widziany na rynku pracy więc możesz się czuć Panem życia i dalej chłonąć myśli coacha Majka. Przykre jest jednak to, że nie kumasz jednego czynnika. Co z tego, że 45 latek nauczy się teraz np programować skoro na rynku pracy będą go zjadać osoby w wieku 26 lat które już mają doświadczenie? Osobom starszym jest się ciężko przebranżowić. To jest znowu fakt. Łatwo jest krytykować 42 latka, że ch**a umie przesrał swój rozwój gdy się zapomni o tym, że ten 42 latek przykładowo zapieprzał ostatnie 22 lata w takiej pracy jakiej mógł się złapać po to bys Ty jako jego dziecko miał możliwość rozwoju taką na jaką on sobie nie mógł pozwolić. Fajnie, że dzięki temu możesz sobie dzisiaj siedzieć ze smartfonikiem w ręku i klepnac "ale Ci starzy głupi. W ogóle nie wiedzą co to rozwój". Po prostu oni byli na innym poziomie piramidy potrzeb.
Moi rodzice też cienko zarabiali, ale na lepszą pracę nie było perspektyw. Inaczej gdy mieszkasz w dużym mieście, inaczej gdy na zadupiu.
Mogli przecież mieszkać na zadupiu, a pracować w mieście
7 zł za godzinę, to poniżej minimalnej krajowej.
Jeszcze parę lat temu ludzie godzili się na takie ch..e warunki zatrudnienia, bo trzeba coś jeść i lepiej mieć byle jaką pracę niż żadną. Teraz sytuacja na rynku pracy jest inna, każdy kto chce pracować znajdzie sobie pracę, a jak się dobrze poszuka to nawet bardzo dobrą pracę za niezłą kasę.
Nie rozumiem ludzi, którzy zwłaszcza przy obecnej sytuacji na rynku pracy, godzą się na takie warunki, narzekają na swoją pracę, niskie zarobki, szefostwo, kolegów/koleżanki z pracy itd. i nie robią nic by to zmienić. Teraz gdy jest koniunktura i w wielu firmach brakuje rąk do pracy. Wiem że ludzie wybierają stabilizację, że boją się nowego, ale bez przesady. Czasem trzeba coś zmienić w swoim życiu, zrobić krok w tył, by iść naprzód, a nie dreptać w tym samym miejscu przez całe życie.
Rozumiem Cię. Mój ojciec, emeryt pracował jako cieć. Całkiem niedawno. Wychodził z domu o 13, wracał następnego dnia koło 7 rano. Za cała zmianę dostawał 80 zł... wychodzi mniej niż 5 zł na godzinę. Oczywiście na czarno. Ojciec mieszka w miejscu gdzie o prace dla takich jak on bardzo łatwo. Teściu załatwił sobie robotę jako parkingowy za 21 zł na rękę. Ojciec tez mógł. Ale on wolał z siebie robić ofiarę i żalić się innym jak to ciężko pracuje za tak małe pieniądze. Frajer.
Nie powinien mieć potrzeby dorabiania wcale. Nie rozumiem dlaczego godził się na takie warunki i jeszcze opowiadał, że tak mało zarabia niemal z dumą. Masz rację, dopóki będą ludzie tacy jak mój ojciec, pracodawcy nie będą szanować pracowników. Ale on jest człowiekiem pokroju „ im bardziej cierpię tym bardziej honorowy jestem”. Gowno prawda. Pamiętam jak w mojej pierwszej pracy w zawodzie po studiach dostałam wypłatę 1300 zł. Reakcja ojca: To masz dość. Wystarczy ci. A sam wynajem pokoju kosztował mnie wtedy prawie 800 zł... nie rozumiał, ze nie chce biedować i moje szukanie innej, lepiej płatnej pracy w zawodzie nazywał pazerstwem i chciwością. Nie rozumiał, ze kiedyś chciałabym mieć własne mieszkanie, ale żeby je kupić na kredyt muszę mieć wkład własny, który właśnie z wypłaty muszę oszczędzić. Za 1300 zł nie da się zdrowo jeść, a co dopiero oszczędzać... nie rozumiał, bo on dostał mieszkanie z pracy, 40 lat temu i tak sobie w nim mieszkał. Ja w pracy nawet długopisu nie dostałam, nie te czasy.
W tym wszystkim on był najbadziej pazerny bo emerytury dostawał prawie 3 razy tyle co ja wypłaty i jeszcze dorabiał robiąc z siebie ofiarę.
Bardzo się cieszę, że sobie radzisz. Pomyśl czasami, ile wyrzeczeń musieli podjąć Twoi rodzice, żeby Was wychować. I jeśli myślisz, że tak łatwo zmienić pracę to muszę Cię lekko rozczarować: ja, 40 lat, informatyk, angielski, duże miasto - 1,5 roku szukania i NIC!!!
To sie wez i zarabiaj nawet milion. Nie kazdy tak umie. Tak samo jak nie kazdy moze przebiec maraton.
Moi to samo. Od początku pracują w jednym miejscu i nawet jak były duże problemy z wypłatą (tj.przez 3 miesiące) nic nie dostawali to i tak nie zmienili.
Rozwydrzona gowniara, która nie docenia rodziców?
Roszczeniowa gówniara