#CDLoB
Po kolei. Boże Narodzenie 2010 roku. Naradzam się z przyjaciółką, co robimy z sylwestrem, bo stało się tak, że każdy z paczki znajomych się wykruszył i finalnie zostałyśmy same i bez planów. Pojawiła się propozycja wyjścia do klubu, żeby sylwestra nie spędzać same we dwie przed TV. Wytypowałyśmy popularny w mieście klub, bilety kupione no i zobaczymy, co się będzie działo. Nie byłam jakoś bardzo pozytywnie czy negatywnie nastawiona do tego pomysłu. Po prostu nie spodziewałam się wiele po sylwestrze w tanecznym klubie - ot takie po prostu dicho.
Życie jednak lubi zaskakiwać. W pewnym momencie po północy przyjaciółkę do tańca zaprosił jakiś chłopak. No to poszła, upewniwszy się, że nie mam nic przeciwko. Już miałam iść sobie usiąść i obserwować (nie chciałam tam stać jak piąte koło u wozu, ale oka z przyjaciółki też spuszczać nie zamierzałam - bezpieczeństwo przede wszystkim) aż nagle wpadłam na - jak się potem okazało - kolegę tego chłopaka. Również poprosił mnie do tańca.
Zaiskrzyło. Bardzo. Przetańczyliśmy pół nocy, pocałowaliśmy się raz, drugi, trzeci. Takie miałam motyle, że nie obchodziło mnie, że ledwo znamy swoje imiona i numery telefonów - całowałam w sumie obcego chłopaka ;) Potem pożegnanie i już o 7 rano sms od niego - fajnie było, już tęsknię.
Potem długie rozmowy na gg, gdzie ja zaznaczyłam, żeby nie myślał, że na każdej imprezie obcałowuje kogoś obcego ;) Dowiedziałam się, że o tym czy pojedzie na tą imprezę zadecydował 31 grudnia po południu. Potem kolejne spotkania, przytulanie. Po dwóch tygodniach postanowiliśmy, że chcemy, żeby coś nam z tego wyszło i od tej pory już prawie 5 lat jesteśmy razem. Za moment razem zamieszkamy, planujemy wspólną całą przyszłość, nawet niedawno hipotetyczne imiona dla dzieci się pojawiły :D
Pomyśleć, że gdyby znajomi się nie wykruszyli albo przyjaciółka zaproponowałaby inny klub lub on nie zdecydował się w ostatniej chwili na sylwestra tam - nigdy byśmy się chyba nie spotkali.
Więc dziewczyny, chłopaki - poznanie kogoś w klubie nie warunkuje, że jest to ktoś opisany w pierwszym akapicie, tak jak poznanie kogoś w kawiarni nie znaczy, że to ktoś poważny i sensowny. Z każdego ogółu są wyjątki.
A ja to skomentuje w ten sposób, jeśli ma się trochę szczęścia w życiu to drugą połówkę można spotkać wszędzie i choć z początku nie myślałeś/aś, że spotkasz w taki sposób swojego przyszłego męża/żonę, to jednak można zostać mile zaskoczonym. Wiele osób też sądzi, że związek z kimś poznanym przez internet nie ma przyszłości, może w większości przypadków i owszem, ale Ja miałem to szczęście, że właśnie przez facebooka poznałem najcudowniejszą dziewczynę w moim życiu i o tyle o ile z początku nie planowałem z nią żadnego związku czy coś, to ostatecznie po paru miesiącach zacząłem nieustannie zabiegać o jej względu, nie patrząc na to czy ma chłopaka czy nie. Koniec końców jesteśmy już razem prawie pół roku i jest to najlepsze pół roku w moim życiu, więc bądźcie pozytywnie nastawieni do nowo poznanych ludzi, nieważne w jaki sposób się poznaliście ^^
Ja chlopaka na fotce poznalam...i jestesmy razem 5 lat, dobrze nam sie uklada i planujemy wspolna przyszlosc, takze i na necie mozna poznac swoja milosc :)
Z czystego przypadku założyłam badoo i tam poznałam swojego chłopaka. Jesteśmy razem 5 lat a od półtora roku mieszkamy razem. Wiec jak najbardziej można. Tylko ciągle słucham dlaczego kliknęłam "może" :D
Lata temu znajomy założył małe radio internetowe [niestety, już nie istniejące]. Jeden z prowadzących miał niezwykły głos - głos, w którym naprawdę można się zakochać... A że uparta bywam to do owego prowadzącego obecnie "mężu" mówię ;).
Ps. Niestety - na żywo ma gorszy głos :(.
Moi bracia, sztuk dwa, swoje żony w necie poznali ;)
Śmieszne jest tylko to, że jeden ze swoją kobietą wstydzą się tego tak, że az wymyślili 'oficjalną' wersję ;)
True! Osoby poznane przez neta sa zwykle szczere i sie mniej wstydzą. W prawdziwym zyciu moxna krecic i oszukiwać.
I tak, ja mojego poznalam przez neta i nikt nie umie pojąć ze jestem go tak bardzo pewna.
I ja potwierdzam, co prawda przez Internet nie znalazłam chłopaka , ale najlepszego przyjaciela. I to zupełnie przypadkiem, ponieważ połączyło nas pewne forum internetowe, nie żaden portal randkowy. W razie ewentualnych myśli (typu: "tia, przyjaciel, pewnie któreś ma ochotę na coś więcej") powiem: a i owszem, dogadujemy się tak, że w pewnym momencie przeszło nam przez myśl, żeby spróbować życia we dwoje. Jednak realizm zwyciężył z romantyzmem: zbyt duża odległość, zobowiązania przywiązujące nas do obecnego miejsca zamieszkania i mimo wszystko, zbyt dobre dogadywanie się, bez iskierki "tego czegoś".
Przez całą tę historię utwierdziłam się jedynie w przekonaniu, że nie ważne gdzie: w kawiarni, pubie, bibliotece, na drodze, chodniku, czy w Internecie - wszędzie są i idioci, i normalni ludzie :D
Ja pierwsza zagadałam do mojego chłopaka na facebooku. Jesteśmy razem już prawie 4 lata :)
Ahh, czyli pozostaje miec nadzieje.
ja swojego byłego poznałam na przystanku autobusowym, a składało się na to tyle zbiegów okoliczności, że to że się poznaliśmy, mogło być prawie niemożliwe
Super historia! Szczęścia w Miłości
Kocham czytać takie historie! Życzę szczęścia ❤ :)
Ja mojego chłopaka mimo, ze znałam w sumie od zawsze to spotykamy się od jednej imprezy. ;) i też jesteśmy do dziś.
Ja też swojego chłopaka poznałam w klubie. Przyjaciółka umówiła się z dawno niewidzianym kolegą na imprezę, on zabrał znajomych, w tym swojego brata, a ona na siłę wyciągnęła mnie, mimo protestów. Teraz jestem z bratem tego kolegi już 3 lata, podobno jak mnie zobaczył odrazu wiedział, że chce ze mną być:)
Przeznaczenie zrobiło swoje ? duuuuzo szczęścia i miłości dla was ?
Los wspaniale was połączył :D
Bo mówiąc o "dziewczynach/chłopakach z klubu" ludzie mają na myśli osoby, które w taki sposób regularnie spędzają swój wolny czas, a nie wszystkie osoby znajdujące się w takim przybytku. :P
Ach ja swoją miłość też znalazłam w Sylwestra na domówce u koleżanki!
Ja swojego męża poznałam przez Internet ?a na pierwszym spotkaniu powiedział mi że zostanę jego żona. Skąd wiedział ?
Kurde tez ostatnio usłyszałam takie coś od nowopoznanego chłopaka (w klubie), ale z niego chyba żaden prorok :) trochę popisalismy i jakoś umarło śmiercią naturalną :)
Jesteśawsome niektórzy mówią tak do każdej nowo poznanej kobiety, w nadzieji, że jakaś naiwna się zgodzi...
Ale mistrzem był mój znajomy, który zawsze przedstawiał mnie jako swoją 4 żonę... Był starym kawalerem...