#C7WtN
Co w tym anonimowego? Wewnętrznie czuję, że robię to po to, żeby samemu poczuć się dobrze. Jak spotykam osobę, która potrzebuje wsparcia, to poświęcam się jej w pełni, staram się naprawdę zrozumieć problem i pocieszyć jak umiem, szukać artykułów i publikacji, które mogą takiej osobie pomóc, organizować zbiórki, być dla niej w dzień i w nocy, jak tego potrzebuje... A jednocześnie czuję do siebie obrzydzenie, bo wiem, że część mnie robi to tylko po to, żeby poczuć, że jestem „dobrym człowiekiem”.
Chciałbym być klasycznym altruistą i boli mnie fakt, że pomagam głównie sobie.
Ten świat potrzebuje więcej ludzi z takim problemem :)
Nie ma czegoś takiego jak całkowita bezinteresowność. Zawsze mamy jakiś interes w pomaganiu innym, choćby to, żeby poczuć się ok.
I to jest w porządku.
Zgadza się
Ważne że w ogóle pomagasz. Z czasem wejdzie ci to tak w krew że już nie będziesz potrzebował udowadnia sobie, że jesteś dobrym człowiekiem bo będziesz poprostu robił to już automatycznie. Bardzo mało osób jest dobra z gruntu, jednia muszą na to pracować latami innym przychodzi lekko. Tak jak powiedziałam ważne, że pomagasz
Pobudki nie są ważne dopóki ich efekty są pozytywne
Ważne jest to, iż pomagasz. Dopóki nie pchasz się na siłę na szkło i nie robisz tego głównie pod publiczkę, jak większość celebrytów, których w tej sytuacji spotkałem, jest ok. Tak naprawdę to osobie potrzebującej pomocy generalnie Twoje pobudki są obojętne. Liczy się to, iż ktoś pomaga i pozwala przetrwać. Reakcje są, z resztą, też różne. Część ludzi jest onieśmielona, część płacze ze wzruszenia, część..jest roszczeniowymi dupkami i gdyby nie to, że naprawdę tej pomocy potrzebują, to miałoby się ochotę kopnąć ich w dupę.
Rada z doświadczenia. Dbaj też o siebie. Łatwo się poświęcić i... przepalić. Stykanie się z ogromem ludzkich tragedii potrafi bardzo przytłoczyć. Warto mieć wentyl bezpieczeństwa...
Nawet, jeśli celebryci pomagają na pokaz, to mam to gdzieś. Bo pomagają i to bardzo.
@Umbriel dokładnie, jeśli autor nie robi tego pod publikę, żeby ludzie myśleli jaki on szlachetny, tylko sam przed sobą chce być dobrym człowiekiem i to go cieszy, to jak dla mnie wpisuje się to w ideę bezinteresowności. Trochę pokory się przydaje, nie ma co się puszyć jak paw, że się pomogło, ale bez popadania w drugą skrajność, że nie można sobie przybić wewnętrznej piątki ;)
Oglądaj, to mamy zdecydowanie inne doświadczenia z pomagającymi celebrytami.. bo ja widziałem głównie ludzi, którzy mają radośnie wywalone na jakąkolwiek pomoc, przyłażą tylko po to, by zrobić "story na insta",dezorganizują pracę, a proszeni o jakąkolwiek prawdziwą pomoc nagle gdzieś się straszliwe śpieszą. Do tej pory mam facepalm, jak sobie przypomnę "słynną intagramerkę", której kazałem nakarmić głodne, uchodźcze dziecko, z którym robiła sobie "selfiaczki." "ALEJAKTO?! Przecież to dziecko jest brudne..." Jeśli ktoś zamierza "pomagać " w taki sposób, to serdecznie zapraszam. Wypierdalać.
@ohlala - autokorekta
@Umbriel
Może źle się też wyraziłam, bo pisząc "na pokaz" mam na myśli, że nie angażują się w pomaganie z wewnętrznej potrzeby, a właśnie po to, aby coś zyskać. I cały czas mówię o prawdziwej pomocy, a nie o udawaniu (swoją drogą znam "zwykłych" ludzi, którzy udają, że pomagają, żeby inni ich chwalili, ale to musi być jakieś zaburzenie...). Wiadomo, że Lewandowski czy Rozenek zyskują wizerunkowo na pomocy, ale dopóki ktoś potrzebujący otrzymuje niezbędną pomoc, to spoko. Jakby mi celebryta opłacił leczenie, to nawet bym sobie z nim jebnęła sesyjkę w gazecie, jakby chciał ;)
Ja tez pomagam trochę egoistycznie. Moje motto - pomaganie za ruchanie. Żadna nie odmówiła jakem żyw.
A ja pomagam tylko wtedy, gdy ktoś zgodzi się pozwolić mi wylizać moją loszke po cuckoldzie z nim.
Trzeba być naprawdę wyjątkowo zjebanym, by wszędzie wtykać swoją obsesję.
Heh... Aż mi się przypomniał odcinek Przyjaciół jak Joey uświadomił Phoebie, że każdy dobry gest jest trochę samolubny i coś z niego mamy.
Nic w tym złego. Myślę, że wiele osób właśnie takie ma podejście do pomagania innym. Liczy się fakt, że pomagasz a nie to, z jakiego powodu to robisz.
To nie ma żadnego znaczenia, nie masz powodów do obrzydzenia. Podejrzewam, że większość pomagających ma kilka motywacji, a nie tylko chęć pomocy.
Gdybym potrzebowała pomocy i ktoś by mi jej udzielił, to miałabym w nosie, czy zrobił to tylko dla mnie, czy miał w tym jakiś osobisty biznes. A jeżeli dwie osoby poczują się dzięki temu lepiej, to super.
Ale co złego jest w tym, że robisz by poczuć się dobrze? Nie każdy musi być czystym altruistą.
Ale w ten sposób pomagasz i sobie, i komuś. Tylko i wyłącznie komuś? To wróży wypalenie. Tylko sobie? Trochę narcyzowate. A tak wszyscy coś dobrego z tego mają. Lepsze to niż być nieczułą kukłą i nie pomagać, bo niech se sami radzą.