#C4SR8

Byłam dziwnym dzieckiem. Pomimo że towarzyskim, w miarę rozgarniętym i z normalnego domu, to jednak pół-dzikim samotnikiem. Wychowałam się w malutkiej wiosce na południu Polski. Za domami naszych i sąsiadów był stary sad, a w nim resztki zabudowań przodków moich sąsiadów. Jako mały Włóczykij, uwielbiałam zwiedzać okoliczne paryje, wądoły i uroczyska - oczywiście samotnie. Zbierałam przy tym różne kwiaty i zioła - niektóre znałam i wiedziałam, że działają leczniczo (babcia i mama przyrządzały wiele ziołowych specyfików), natomiast te, których nazwy i zastosowania były mi obce - obdarzałam wdzięczną nazwa i wymyślałam dobroczynne działanie.

Któregoś letniego dnia, wracając z okolicznych ugorów, przechodziłam przez wspomniany sad. Uchylone do polowy drzwi przygarbionego budynku wyglądały nad wyraz kusząco. Pomyślałam, że z pewnością wewnątrz będzie przyjemny chłód, i pomimo że od mojego domu dzieliło mnie zaledwie kilka minut drogi, zajrzałam do środka.
Tak jak ostatnio, kiedy tam byłam, w głównej izbie leżały poskładane belki i deski ze starego chlewiku. Na ich wierzchu dostojnie siedział wpatrując się we mnie - wilk.

Do dziś, pomimo, że minęło ponad 20 lat, pamiętam to elektryzujące uczucie: z jednej strony strach, a z drugiej fascynacja i pewność, że drapieżnik nie zrobi mi krzywdy. Patrzył na mnie spokojnie, a jęzor zwisał mu z otwartego pyska. Był zdecydowanie większy niż lisy, które widywało się u nas często. Nie był to żaden z okolicznych psów, które - jako etatowa powsinoga - znałam w promieniu kilku kilometrów.

Powoli się wycofałam i oglądając za siebie, nieco oszołomiona udałam się do domu. Nikomu nic nie powiedziałam. Uważnie słuchałam lokalnych doniesień, oczekując czegoś o pojawieniu się wilka w okolicy, ale nic takiego nie nastąpiło. Wiedziałam, że nikt by mi nie uwierzył, a tylko bardziej by mi dogryzano - już wcześnie zdarzało się, że nazywano mnie małą, nawiedzoną wiedźmą, która szuka nie wiadomo czego po lasach i starych, wojennych cmentarzach. Jako wiejskie dziecko nie bałam się nigdy zwierząt, ani hodowlanych, ani dzikich. Będąc parolatką, zabierałam z pastwiska sąsiada kobyłę, coby jeździć na oklep po okolicznych polach. Na widok zaskrońca - łapałam go poniżej głowy i wyrzucałam jak najdalej od kurzych gniazd. Znosiłam na podwórko potrącone jeże, sarny i ptaki, które powypadały z gniazd. Podglądałam rysie i bobry. Bardzo szczęśliwe i piękne miałam dzieciństwo!

Dorosłam. Wykształciłam się, skończyłam studia, mieszkałam w mieście, z którego uciekłam. Do dziś jestem włóczykijem, jeżdżę po świecie, wydeptuję nowe ścieżki, poznaję egzotyczne rośliny i zwierzęta. Znikam na cale tygodnie w górach lub lasach z namiotem lub tarpem. Tam czuję się spokojniej i bezpieczniej niż wśród ludzi...

Podczas ostatniej wizyty w rodzinnym domu, tato opowiadał historię mojego pradziadka - który wybudował dom dla żony i dzieci, ale sam znikał do lasu na długie tygodnie. Podobno przyjaźnił się z niedźwiedziem...
doznudzenia Odpowiedz

Czyzby Bieszczady? Tam mozna i wilka i niedzwiedzia spotkac, z reguly nie sa agresywne.

NiebieskaSzafa

Niedawno było doniesienie o tym, że w Bieszczadach niedźwiedź zagryzł człowieka, faktycznie nie są agresywne te zwierzęta xD

Crezzy

Raczej nie. Mieszkam w Bieszczadach i tutaj nie ma sadów

Shippuje

Beskidy też pasują do wyznania

Wut

Mieszkam niedaleko Śnieżki i u nas też można zobaczyć wilki. A powojenne cmentarze, sady i opuszczone domy itp. też pasują (nawet swastyki można tu zobaczyć).

mordimer0madderdin

Pochodzę z Bieszczad i mieliśmy sady, przecież nawet Sanok jest już zaliczany do terenu Bieszczad.

malinowalejdi

Ja też obstawiam Beskidy. Sama stąd pochodzę i jakoś ten opis mi pasuje. Pełno tu u nas sadów, starych, opustoszałych zabudowań, cmentarzy. A i wilk się znajdzie, choć niedźwiedzia nie ma. No i te paryje, u nas tak się mówi. A Bieszczady to bardziej od wschodu są czy nie?

Wrzosowisko Odpowiedz

Ja kiedyś spotkałam rodzine łosi w lesie, to było najbardziej majestatyczne spotkanie w moim życiu. Przez to ze byłam wtedy na koniu nie bały się, a wręcz były bardzo zainteresowane tym spotkaniem. Kiedyś tez goniły mnie dziki, ale miałam przewagę mój rumak był szybszy 😂

HenrykGarncarz

Ja na konnych przejażdżkach regularnie spotykam jelenie/kuny/dziki. Bardzo przyjemne spotkania. Chociaż ja na szczęście nie musiałam uciekać ;)

AkariStyle Odpowiedz

Ale masz za******e życie! Też tak chcę!

SorryEverAfter Odpowiedz

Wreszcie wyznanie kogoś, kto jest szczęśliwy i spełniony. To zasługuje na wyróżnienie, bo nieczęsto się takie zdarzają.

Wrzosowisko Odpowiedz

Jakbyś miała kiedyś ochotę powłóczyć się w towarzystwie to daj znać
Ps. Jestem dziewczyna

Sobicja

Też się zgłaszam na towarzyszkę wędrówek.

JoffreyKingforever

To ja też

mrsmalfoy

Mnie też możecie zabrać ze sobą!

Lewkonja

Anonimowa wyprawa do lasu?

Wrzosowisko

To kto kiedy ma urlop ?

ItsNotLikeILikeYou Odpowiedz

Zero negatywnych komentarzy... Czyżby magia świąt?

PannaM Odpowiedz

Dzia sa swieta a to qyznanie jest takie piekne i magiczne ze czuje jakbym dostala jeszcze jeden prezent :)

Nightcrawler13 Odpowiedz

Przez to wyznanie wzbudzias we mnie ta chęć aby wreszcie zrobić to o czym od dawna marzę, chęć aby stąd odejść, chce wedrowac znow po Bieszczadach lub wyjechać na mazury...

Papaja00

... i żeby rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Ookami Odpowiedz

To wyznanie w kilku aspektach skojarzyło mi się z Naru z Barakamonu

CCW Odpowiedz

Może jesteś reinkarnacją dziadka, a może ten wilk nią był??

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie