#Bymna
Pewnej soboty w jednym z klubów, w którym byłem prywatnie, zaczęła mi się przyglądać jakaś dziewczyna. Po chwili podeszła z koleżanką i powiedziała: "Dziękuję, uratowałeś mi życie".
Niby mała rzecz, a cieszy. Wieczór stał się piękniejszy. Oby więcej takich pacjentów.
I tak bez powtórki sztucznego oddychania? To nie taki fajny ten wieczór :)
Jesteście obrzydliwi.
Kiedyś miałem wypadek. Pomimo że przytomność straciłem może na chwilę, pamiętam że jacyś ludzie mnie ratowali, jeszcze przed przybyciem pogotowia, pamiętam jazdę karetką, badania, cały ten dzień, to za cholerę nie jestem w stanie sobie przypomnieć żadnej twarzy z tego dnia.
I to jest to. Słowa które mówią wszystko.
Jakieś dowody wdzięczności? Z koleżanką? Coś?