#BlnHe
Będąc w liceum pracowałem już na pół etatu i dorzucałem się rodzicom do rachunków (sam zaproponowałem, oni się zgodzili). Poszedłem na studia i zacząłem się utrzymywać już w całości samodzielnie, a moje poczucie wyższości nad kolegami, których utrzymywali rodzice, urosło do takich rozmiarów, że potrafiłem w twarz nazwać ich "pijawkami". Któregoś miesiąca dopadło mnie zapalenie miazgi zęba. Nie miałem odłożonej wystarczającej ilości pieniędzy (studia nie pozwalały mi na pracę na cały etat), mogłem wybrać: lekarstwa albo jedzenie do końca miesiąca, i wtedy po raz pierwszy się złamałem i zadzwoniłem do domu z prośbą o pożyczkę, płacząc z bólu i obiecując, że oddam zaraz po wypłacie. Rodzice się nie zgodzili. Powiedzieli, że jestem dorosły i powinienem lepiej gospodarować pieniędzmi. Kupiłem leki, resztę miesiąca przeżyłem dzięki dobroci moich współlokatorów, którzy karmili mnie widząc, że nie mam absolutnie nic do jedzenia. Wtedy zaczęła kiełkować we mnie myśl, że to nie jest do końca w porządku, ale nadal wmawiałem sobie, że nie mam prawa rozporządzać pieniędzmi rodziców. Ale przełom przyszedł później.
Miałem wtedy narzeczoną, tak się wydarzyło, że zdiagnozowano u niej nowotwór. W Polsce jedyną możliwością leczenia było m.in. usunięcie całkowicie macicy, a chcieliśmy bardzo mieć dzieci. Za granicą znaleźliśmy klinikę, która podjęła się innej metody leczenia, ale to kosztowało. Założyliśmy zbiórkę i przekonałem narzeczoną, żebyśmy pojechali do moich rodziców prosić o pomoc. Byłem przekonany, że tym razem pomogą, w końcu chodziło tu o zdrowie i życie mojej marzeczonej. Jak możecie się domyślić, odmówili. "Nie będziemy marnować funduszy na wasze zachcianki". Wtedy coś we mnie pękło. Wstałem i wyszedłem, od tamtego czasu nie utrzymuję z nimi kontaktu. Sam nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji, bo z jednej strony mam do nich straszny żal, że mi nie pomogli, gdy mogli, a z drugiej nadal tkwi we mnie przekonanie, że nie mam prawa dostać od nich nawet złotówki.
Bardzo słusznie w Tobie pękło. Postawa Twoich rodziców jest chora.
Masz prawo prosić rodziców o pomoc, a oni powinni Ci pomóc, jeśli są w stanie.
Popatrz na historię z zębem - nie prosiłeś ich o dotację, a o pożyczkę. Odmówili, choć nic by to ich nie kosztowało. Koniec końców pomogli Ci obcy ludzie (współlokatorzy) dla których pewnie było to też niejakim wyrzeczeniem (też są studentami).
Zdrową ludzką cechą jest chęć niesienia pomocy innym ludziom (a co najmniej bliskim: rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom).
Twoim rodzicom tego brakuje.
Ty się nie daj.
Powodzenia!
A nie możesz pozwać ich o alimenty? Nie za bardzo się na tym znam, ale możesz wywalczyć całkiem sporą sumę. Gdzie była reszta rodziny?
Nie wiemy, ile ma lat. Alimenty przysługują do 26 roku życia
Anda coż za głupstwo alimenty można dostawać nawet do śmierci jeżeli dana osoba nie jest w stanie się utrzymać
No tak, ale tu raczej nie mamy do czynienia z taką sytuacją, a przynajmniej nic na to nie wskazuje
alimenty przysluguja dopoki sie uczysz, ewentualnie mozna sie starac o uegulowanie do 2 lat wstecz jesli udowodnisz, z eich brak wprawil cie w zla sytuacje materialna
Tak. Dopóki się uczysz, ale (zazwyczaj) nie dłużej niż do 26 roku życia.
Jak czytam takie wypociny jak Andy to się we mnie gotuje. Skąd żeś wytrzasnęła te 26 lat? Z jakiego przepisu, czy orzeczenia? Idiotyzm. Nie ma takie przepisu, ani nie ma takiej reguły. Alimenty należą się do czasu, kiedy osoba nie jest w stanie sama się utrzymać. Oczywiście bierze się pod uwagę etap życiowy, podejmowane decyzje i ogólną sytuację. Żadne idiotyczne 26 lat, czy koniec studiów, czy koniec nauki.
Znikąd ich nie "wytrzasnęłam". Faktycznie, wiek do którego przysługują alimenty nie jest uregulowany prawnie. Jednakże, istnieje orzeczenie sądu najwyższego, którym sądy posługują się posiłkowo. Dlatego realnie, w orzecznictwie orzeka się alimenty do 26 roku życia. Oczywiście, w wyjątkowych przypadkach istnieją wyjątki od tej reguły, ale z wyznania nie wynika, by tu taki wyjątkowy przypadek nastąpił. Warto też zaznaczyć, że nawet jeśli dziecko się uczy, ale osiąga wystarczające dochody, by utrzymać się na dobrym poziomie, to nie przysługują mu alimenty.
No to proszę o sygnatury tych podobno istniejących wyroków, bo nie znasz się, a głupoty gadasz.
WhiteBaran00 Według prawa wiek dziecka, jeśli chodzi o wypłacanie przez rodziców alimentów nie jest usankcjonowany. Tak naprawdę rodzice mogą płacić na dziecko alimenty choćby i do śmierci, z tym że dziecko musi udowodnić, że nie jest w stanie się samo utrzymać i/lub kontynuuje naukę. Do tego rodzice mogą pozwolić sobie na płacenie takiej sumy alimentów, która nie powoduje u nich uszczerbku na ich finansach. Każda sprawa jest inna, więc trudno cokolwiek orzekać, szczególnie na anonimowych. Anda podaje 26 rok życia, bo przeważnie alimenty płacone są właśnie do tego roku (większość ludzi wtedy kończy studia,a jeśli nie to mają pracę i są w stanie się samodzielnie utrzymać).
PS Nie musisz być chamem, żeby wyjaśnić tą kwestię, da się to zrobić z klasą (której tobie ewidentnie brakuje).
To straszne, ze wychowali Cię w takim poczuciu, że musisz sam na siebie zarobić nawet nie będąc pełnoletni! Rodzice mają OBOWIĄZEK utrzymywać dziecko tak długo, jak nie jest ono w stanie utrzymać sie samo, czyli nawet dłużej niż gdy ma 26 lat- jak to już ktoś wspomniał. Rodzice powołują dziecko na świat i są za nie odpowiedzialni. Dzuecko nie prosi się na ten świat. Bardzo współczuję Ci takich rodziców, którzy tak naprawdę znęcali się nad Tobą.
Zgadzam się, ale poprawię szczegół:
Nie tak długo jak "nie jest w stanie utrzymać się samo", bo dziecko może być w stanie już dość wcześnie, ale tak długo, jak brak konieczności utrzymywania się samemu, jest inwestycją w przyszły zawód, czyli pozwala na naukę.
Mają pieniądze, a nie ma z nich żadnego pożytku dla syna czy przyszłej synowej. Bez sensu, zabiorą je ze sobą do grobu?
Też nie rozumiem podejścia rodziców autora, ale pieniądze można zarabiać z myślą o sobie, a nie o dzieciach i wnukach. A z tym grobem to już wybieganie w, być może, daleką przyszłość. Przecież równie dobrze mogą być w wieku 50+
Pierdzielną sobie mauzoleum. Albo od razu piramidę.
To teraz już wiesz, czemu są bogaci
obrzydliwi rodzice
Rodzice? Raczej potwory bez serca. Dobrze, że się od nich odciąłeś.
Twoje "przekonanie, że nie masz prawa dostać od nich nawet złotówki" jest absolutnie błędne. Rodzice decydując się na dziecko muszą zdawać sobie sprawę z faktu, że od teraz czeka ich wiele lat poświęconych na wychowywanie go i dbanie o nie, także finansowo. Ale nie trzeba być wcale bogatym, żeby być dobrym rodzicem. Wystarczy mieć prawidłowo ustalone priorytety - czyli wiedzieć, że np. zakup jakiejś zachcianki dla własnej przyjemności bezwzględnie musi poczekać, jeśli dziecko zachoruje, albo pilnie potrzebuje pieniędzy na jakikolwiek ważny cel.
To co praktykowali Twoi rodzice mogłoby być całkiem niegłupie, o ile miałoby wyraźne granice i celem byłoby tylko nauczenie Cię samodzielności. Ale skoro oni widząc jak stajesz się samodzielny odebrali Ci już całkowicie podstawowe, niezbędne artykuły takie jak ubrania czy kosmetyki (zamiast Cię pochwalić i właśnie nagrodzić!), to świadczy o tym, że to wcale nie było ich celem. Byli po prostu chorobliwie skąpi, aż do momentu niezgodności z prawem. Zdecydowanie powinieneś powalczyć o alimenty, choćby po to, żeby utrudnić im trochę zbyt wygodne życie i dać szansę na zrozumienie, że postępowali tragicznie wręcz źle.
Fajnie, że chcieli nauczyć cię samodzielności. Jednak ich podejście było zdecydowanie zbyt fanatyczne. No i fakt, że w tak ważnych kwestiach nie można na nich liczyć... nie wiem jak można przekładać pieniądze nad dobro rodziny.
Skąpstwo level hard. Muszą Cię z jakichś przyczyn nie cierpieć autorze. Dobrze, że się odizolowałeś. Normalni rodzice by tak nie postąpili, gdyby chodziło o zdrowie ich dziecka.