W podstawówce miałam naprawdę świetnego księdza. Wiecie, takiego z poczuciem humoru, z którym zawsze można się pośmiać, dogadać. W piątej klasie postanowił zrobić nam sprawdzian w mikołajki. Nie podobało nam się to, jednak nic nie mogliśmy zdziałać – nasze prośby o przesunięcie terminu nie skutkowały. Co więc zrobiliśmy? Zgodnie z radą wychowawczyni: jeden z nas przyniósł do szkoły ogromny kamień (wielkości mniej więcej bochenka chleba). Doczepiliśmy do niego karteczkę z napisem „Taaaaaki kamień spadłby nam z serca, gdyby nie było dzisiaj sprawdzianu” i niepostrzeżenie położyliśmy na biurku księdza, gdy wpuszczał nas do klasy. Jego reakcja? Zaśmiał się, zamyślił na chwilę i zapytał, którzy z nas uczyli się wczoraj i czują się naprawdę dobrze przygotowani. Mówił, że wszystkie takie osoby przepyta w ramach sprawdzianu, ale jest haczyk – albo umiemy wszystko i dostajemy szóstkę, albo nie wiemy chociaż jednej rzeczy i dostajemy jedynkę. Dał nam chwilę do namysłu, po czym wszystkich „przygotowanych” poprosił na środek. Wyszłam ja i kilku moich kolegów.
Co zrobił ksiądz? Powiedział, że nam wierzy, i wstawił szóstki bez zadania nawet jednego pytania. Reszta klasy musiała oczywiście napisać normalny sprawdzian kilka dni później.
Pozdrawiam księdza Adama! ;)
Dodaj anonimowe wyznanie
A jak się to ma do zasad oceniania w szkole? Z perspektywy dziecka to jest zabawna historia. Tylko z punktu widzenia nauczania i przestrzegania przepisów (w tym praw ucznia) dramat.
O ile pamiętam religia nie wliczała się nigdy do średniej ocen. Więc przesunięcie lub nie przesunięcie sprawdzianu to sprawa czwartorzędna w nawale nauki.
U mnie te paręnaście lat temu się wliczała zarówno w podstawówce, gimnazjum i liceum
U mnie Tez sie wliczala.