Powinnaś to zrobić dla samej siebie. Nawet gdybyś miała nikogo nigdy nie pocałować. W imię miłości do siebie i swojego zdrowia.
upadlygzyms
A tak to się nie liczy?
Dragomir
Liczyć się liczy, zależy jak bardzo jest zmotywowana. Dla samej siebie jest najlepiej, bo wtedy wie że tego chce. A dla jakiegoś typa to jeśli im nie wyjdzie to większa szansa że będzie palić "jemu na złość".
Cystof
Liczy się ale raczej się nie uda. Nie rzuca się dla kogoś, rzuca się dla siebie. Tego kogoś może zabraknąć i co wtedy? Wracamy do palenia.
Jakkolwiek coachingowo by to nie brzmiało żeby rzucić nałóg motywacja powinna pochodzić z wewnątrz. Ja tego chcę, ja tego potrzebuję, ja to robię.
Żeby nie było mówię to jako eks-palacz. Żona latami próbowała mnie przekonać, bardzo sensownymi, logicznymi argumentami i g... to dało dopóki ja sam nie zachciałem rzucić.
Dragomir
Dobrze że nie oczadziałeś 😄😄😄
MaryL2
@cystof może zdanie i radość żony nie było dla ciebie tak ważne jak twoje własne. Znam przypadki, gdzie ktoś rzucał dla kogoś (tak konkretnie to 3: dla małej córki, żony, chłopaka) i udawało się to nawet po 20 latach palenia. Niech każdy znajdzie swoją ścieżkę :) ja też rzuciłam metodą, którą wszyscy mi odradzali (choc nie paliłam aż tak długo oczywiście)
elbatory
Mój tata rzucił w dniu, w którym dowiedział się, że moja mama jest ze mną w ciąży. Rzucił dla niej i dla mnie, nigdy do palenia nie wrócił.
Uważam, że można rzucić dla kogoś, ale wciąż to musi płynąć z twojej własnej woli, a nie z namawiania, proszenia czy grożenia.
Cystof
Ostatnie zdanie elbatory trafia w sedno.
@maryl
"może zdanie i radość żony nie było dla ciebie tak ważne jak twoje własne."
aha... Tak działają nałogi. Na w pełni racjonalnym, przemyślanym i celowym przedkładaniu własnych radości ponad cudze...
Tak było, nie zmyślam...
upadlygzyms
Z punktu widzenia organizmu problematyka jest raczej zerojedynkowa. Dym jest - niedobrze, dymu nie ma - dobrze.
Cała reszta natomiast, jest szumem informacyjnym.
Jedna z niewielu prostych rzeczy w życiu.
Cystof
Raczej nie ma dymu, ośrodek nagrody w mózgu smutny. Jest dym, ośrodek nagrody robi brrrr.
Anyway, koszmarna rzecz, choć brakuje mi papierosów, zwłaszcza społecznego aspektu palenia to nie polecam nikomu, nie warto.
upadlygzyms
No fakt. Jedynym niezadowolonym jest ta cholerna małpa siedząca na ramieniu i domagająca się cukru.
Niesamowicie żywotne i upierdliwe bydlę.
Wygrałaś w przedbiegach!
Zejdziesz się z facetem - super.
Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie - nie będziesz śmierdzieć papierosami i nie będziesz się truć. Wygrałaś!
Paliłem kilkanaście lat, do dwóch paczek dziennie. Rzucenie tego gówna to jeden z moich osobistych życiowych sukcesów.
MaryL2
O, to pytanko mam do Ciebie: jak paliłeś 2 paczki dziennie to to były te zwykłe, współczesne papierosy? Słyszałam, że kiedyś papierosy były inne i dlatego ludzie częściej palili więcej. A tak w ogóle to gratulacje, jest to sukces, który niewielkiemu naprawdę procentowi ludzi się udaje!
karolyfel
@MaryL2 Rzuciłem palenie w roku 2002. W tamtym czasie paliłem namiętnie Marlboro Menthol albo klasyczne czerwone, czasem Marlboro Light albo Rothmans. Jak udało się trafić, to Camele, ale w tamtym czasie już coraz rzadziej można było je kupić.
Trudno mi powiedzieć, czy wtedy papierosy były inne niż teraz, nie wydaje mi się, żeby to była jakaś drastyczna różnica. Teraz po prostu ludzie bardziej dbają o siebie, samo palenie stało się "niemodne", do tego nie można palić w restauracjach, piwiarniach itd. Nie tęsknię do tego :)
Każdy powód jest dobry, by rzucić ten syf. Jeśli nie z tym, to z innym facetem w końcu wyjdzie. Nawet nie wiesz ilu fajnych facetów z góry cię przekreśli, bo nie wyobrażają sobie związku/pocałunku/seksu z popielniczką.
Zrobiłem uprawnienia na wózek prawie 3 lata temu, potrzebne do pracy , z własnej kieszeni.
Dostałem ksero wszystkich możliwych pytań do nauczania. Jedna godzina nauk, jedno 1,5 godzinne spotkanie w celu omówienia pytań. Potem egzamin.
Wg mnie trzeba być idiotą albo nie chcieć zdać, by oblać ten egzamin.
Powinnaś to zrobić dla samej siebie. Nawet gdybyś miała nikogo nigdy nie pocałować. W imię miłości do siebie i swojego zdrowia.
A tak to się nie liczy?
Liczyć się liczy, zależy jak bardzo jest zmotywowana. Dla samej siebie jest najlepiej, bo wtedy wie że tego chce. A dla jakiegoś typa to jeśli im nie wyjdzie to większa szansa że będzie palić "jemu na złość".
Liczy się ale raczej się nie uda. Nie rzuca się dla kogoś, rzuca się dla siebie. Tego kogoś może zabraknąć i co wtedy? Wracamy do palenia.
Jakkolwiek coachingowo by to nie brzmiało żeby rzucić nałóg motywacja powinna pochodzić z wewnątrz. Ja tego chcę, ja tego potrzebuję, ja to robię.
Żeby nie było mówię to jako eks-palacz. Żona latami próbowała mnie przekonać, bardzo sensownymi, logicznymi argumentami i g... to dało dopóki ja sam nie zachciałem rzucić.
Dobrze że nie oczadziałeś 😄😄😄
@cystof może zdanie i radość żony nie było dla ciebie tak ważne jak twoje własne. Znam przypadki, gdzie ktoś rzucał dla kogoś (tak konkretnie to 3: dla małej córki, żony, chłopaka) i udawało się to nawet po 20 latach palenia. Niech każdy znajdzie swoją ścieżkę :) ja też rzuciłam metodą, którą wszyscy mi odradzali (choc nie paliłam aż tak długo oczywiście)
Mój tata rzucił w dniu, w którym dowiedział się, że moja mama jest ze mną w ciąży. Rzucił dla niej i dla mnie, nigdy do palenia nie wrócił.
Uważam, że można rzucić dla kogoś, ale wciąż to musi płynąć z twojej własnej woli, a nie z namawiania, proszenia czy grożenia.
Ostatnie zdanie elbatory trafia w sedno.
@maryl
"może zdanie i radość żony nie było dla ciebie tak ważne jak twoje własne."
aha... Tak działają nałogi. Na w pełni racjonalnym, przemyślanym i celowym przedkładaniu własnych radości ponad cudze...
Tak było, nie zmyślam...
Z punktu widzenia organizmu problematyka jest raczej zerojedynkowa. Dym jest - niedobrze, dymu nie ma - dobrze.
Cała reszta natomiast, jest szumem informacyjnym.
Jedna z niewielu prostych rzeczy w życiu.
Raczej nie ma dymu, ośrodek nagrody w mózgu smutny. Jest dym, ośrodek nagrody robi brrrr.
Anyway, koszmarna rzecz, choć brakuje mi papierosów, zwłaszcza społecznego aspektu palenia to nie polecam nikomu, nie warto.
No fakt. Jedynym niezadowolonym jest ta cholerna małpa siedząca na ramieniu i domagająca się cukru.
Niesamowicie żywotne i upierdliwe bydlę.
Wygrałaś w przedbiegach!
Zejdziesz się z facetem - super.
Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie - nie będziesz śmierdzieć papierosami i nie będziesz się truć. Wygrałaś!
Paliłem kilkanaście lat, do dwóch paczek dziennie. Rzucenie tego gówna to jeden z moich osobistych życiowych sukcesów.
O, to pytanko mam do Ciebie: jak paliłeś 2 paczki dziennie to to były te zwykłe, współczesne papierosy? Słyszałam, że kiedyś papierosy były inne i dlatego ludzie częściej palili więcej. A tak w ogóle to gratulacje, jest to sukces, który niewielkiemu naprawdę procentowi ludzi się udaje!
@MaryL2 Rzuciłem palenie w roku 2002. W tamtym czasie paliłem namiętnie Marlboro Menthol albo klasyczne czerwone, czasem Marlboro Light albo Rothmans. Jak udało się trafić, to Camele, ale w tamtym czasie już coraz rzadziej można było je kupić.
Trudno mi powiedzieć, czy wtedy papierosy były inne niż teraz, nie wydaje mi się, żeby to była jakaś drastyczna różnica. Teraz po prostu ludzie bardziej dbają o siebie, samo palenie stało się "niemodne", do tego nie można palić w restauracjach, piwiarniach itd. Nie tęsknię do tego :)
Każdy powód jest dobry, żeby rzucić fajki. Powodzenia ❤️
Jeżeli powód, dla którego rzuciłaś palenie jest głupi, to tak naprawdę nie jest.
Każdy powód jest dobry, by rzucić ten syf. Jeśli nie z tym, to z innym facetem w końcu wyjdzie. Nawet nie wiesz ilu fajnych facetów z góry cię przekreśli, bo nie wyobrażają sobie związku/pocałunku/seksu z popielniczką.
Samo rzucene będziewystarczająco dobre, nie potrzebujesz żadnych dodatkowych benefitów.
Zrobiłem uprawnienia na wózek prawie 3 lata temu, potrzebne do pracy , z własnej kieszeni.
Dostałem ksero wszystkich możliwych pytań do nauczania. Jedna godzina nauk, jedno 1,5 godzinne spotkanie w celu omówienia pytań. Potem egzamin.
Wg mnie trzeba być idiotą albo nie chcieć zdać, by oblać ten egzamin.