#BHYCd
Jak w każdej szkole, tak i w mojej były osoby popularne i te zwyczajne. Ja zawsze należałam do tej drugiej grupy. Zakompleksiona, często wyśmiewana. Na całym etapie mojej edukacji miałam "przyjaciółki", które zawsze w pewnym momencie zwracały się przeciwko mnie. Zawsze czułam, że tam nie pasuję, że nie będę tam mieszkać. Jakby ktoś mnie wstawił z innej bajki.
Wyjechałam do dużego miasta.
Na początku byłam strasznie zagubiona, pracowałam za grosze i przez to nie byłam w stanie studiować ukochanego kierunku. Przez kilka lat pracowałam bardzo ciężko, ale niestety związki, które miałam ciągnęły mnie tylko na dno... Przez moje kompleksy przyciągałam facetów bez perspektyw i planów na przyszłość. Nie byłam w stanie pogodzić pracy i szkoły. Od chłopaka słyszałam, że po co mi szkoła, rodzina zwątpiła, że kiedyś skończę studia (choć nigdy mi w tym nie pomogli). Była tylko jedna osoba, która mocno we mnie wierzyła i budowała we mnie poczucie wartości. Moja siostra.
W pewnym momencie udało mi się wrócić. Było dużo kombinacji i wyrzeczeń. Po pół roku TRACH. Pracę, którą jakoś udawało mi się pogodzić ze studiami musiałam rzucić, bo była rodzinnym interesem mojego ówczesnego chłopaka, z którym się rozstałam. Znowu szukanie pracy i walka o przetrwanie... Już prawie zwątpiłam. Myślałam, że jedne na co mnie stać to praca w sklepie. Siostra jednak mocno mnie wspierała, że jest inaczej.
Znalazłam dobrą pracę, jestem na ostatnim roku studiów. Właśnie piszę pracę magisterską. Może i moi rówieśnicy skończyli szkołę już dawno i mają rodziny, ale ja mam satysfakcję, że dałam radę!
A co do związków... Jak w końcu zaczęłam wierzyć w siebie, w to, że coś znaczę, poznałam fantastycznego faceta, który jestem teraz moim narzeczonym. Bardzo mnie zmienił. Na lepsze. Teraz w oczach ludzi jestem atrakcyjną, przebojową kobietą. Ale mało kto zna moją przeszłość...
Po co to piszę?
Widzę tu dużo osób zrezygnowanych, z depresją. Pamiętajcie, że zawsze jest jakieś wyjście. Wiele razy byłam w sytuacji "bez wyjścia", ale dałam radę. Nie miałam co jeść, zapożyczałam się, chodziłam w ciuchach, które dały mi siostry, nie wiedziałam co to zjeść w knajpie albo kupić sobie porządne buty. Do dziś mój narzeczony musi ze mną walczyć, żebym wydała na coś więcej niż 100 zł. A za każdym razem, jak sobie na to pozwolę, cieszę się, bo przełamuję siebie. Co prawda kupowania w lumpeksach ze mnie nie wyplenił, ale sam stwierdził, że fajne rzeczy tam potrafię znaleźć :)
Pamiętajcie, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Czasem musimy znaleźć taką osobę, co pokaże nam te drzwi i je przytrzyma.
Kolejny apel o treści "Patrzcie ludzie z depresją! Miałam tak ciężko a się udało więc nie bądźcie już smutni". Co za ignorantka...
No nie wiem. Z jednej strony rzeczywiście słabo czepiać się depresji, która po prostu jest chorobą ale jednak to wyznanie jest jakoś tak autentycznie pozytywne.
Ja tu raczej widzę "Hej! teraz jest źle, ale nie zabijaj sie bo moze zaraz uda ci się znaleźć spoko pracę i skończyć studia/spełnić marzenia! Może i później, ale jaka satysfakcja :) "
No I dzięki takiemu myśleniu moje stany depresyjne pogorszyły się do stopnia, w którym nie byłam w stanie wyjść z łóżka na dłużej niż kilka minut. Bo zarobiłam te pieniądze, znalazłam tę miłość i świetną pracę, a nadal nie znalazłam szczęścia. Z każdym sukcesem, który nie pomagał, myśli samobójcze stawały się coraz głośniejsze. Ludzie z depresją powinni się leczyć, a bliscy, jeśli chcą pomóc, to powinni okazać zrozumienie i wsparcie.
Mam koleżankę, która często mówi "nie chce mi się wyjść, nie chce mi się umyć i ubrac, mam depresję". Z drugiej strony narzeka, że nic ciekawego się nie dzieje, nigdzie nie była i nic nie zrobiła. A wszystko przez brak faceta. Wydaje mi się, że najważniejsze to polubić siebie, czuć się na tyle dobrze sam ze sobą, by nie być zależnym od czyjejś obecności.
Jednak co ja tam wiem, w przeciwieństwie do niej, nie jestem wykształcona w kierunku, by komuś doradzać w kwestiach zdrowotnych.
Depresja to choroba. Wyznanie jest bardzo pozytywne, ale jego autorka nie wie, że depresja to nie jest przejściowy smutek, tylko choroba.
po co takie głupoty piszesz ?
Kochana, bardzo miło, że chcesz dać ludziom motywację i pozytywnego kopniaka do działania. Ale niestety ludziom z depresją to nie pomoże, chorobę trzeba leczyć.
ale do leczenia farmakologicznego trzeba miec motywacje- by do tego psychiatry pojsc
Zaskoczę cię. Ja miałam depresje i nerwice mimo, że miałam dużo kasy, rodzine, która się troszczyła, chłopaka, znajomych, studia itd. Depresja nie zawsze wynika z warunków życia. Ja musiałam się tłumaczyć takim ludziom jak ty, że nie chciałam się zabić przez problemy z chłopakiem :) Bo nie byli w stanie tego ogarnąć.
Oh kochana, świetnie sobie poradziłaś trzeba przyznać :). Jakbym czytała o sobie, ale w trochę innym wydaniu, bo należałam do zamożnej rodziny, która odcięła mnie od swojego bogatego życia, więc w domu byłam tylko cieniem. Też sama musiałam sobie załatwiać kasę na życie.. Studiowałam bardzo ciężkie studia, nie mogłam sobie znaleźć przez to pracy, ale pomógł mi mój brat i mój ówczesny mąż (wiem, że to czytasz). Gdyby nie on, nigdy nie znalazłabym się w tym miejscu, w którym jestem teraz...
@Mmpp00 czyli na anonimowych 🤭
Fakt, trzeba przyznać, że masz rację 😄
Bardzo dobrze, że wyszłaś na prostą. Może innych to zmotywuje.
Nie rozumiem niby bieda w domu, niby nędza a 8 dzieci zrobione. Wytłumaczy mi ktoś ten fenomen? Ciekawostka- samice kotów, ilość urodzonych kociąt zależy od tego w jakich warunkach żyje. To nie jest zależne od samic kotów jednak zwierzęta nie mają rozumu a ludzie tak. Działa on u ludzi podobnie jak wcześniej wspomniany mechanizm u zwierząt- jest bieda nie rozmnażam się. A i PS autorko depresja to choroba, nie można jej uleczyć gadką "nie poddawaj się, będzie dobrze". Dobranoc.
Fajnie mieć taką siostrę :)
Nie zarabiam kokosów, przeciętnie, ale ubieram się głównie w lumpeksach bo szkoda mi kasy na np bluzkę z torebki foliowej za 89zl z metką Zary, kiedy taką samą mogę kupić za 5zł.
Ty lepiej byś pisała tą magisterkę a nie wyznania
Wiesz co, z jednej strony tepretycznie zawsze znajdzie sie jakies wyjscie z kazdej sytuacji. Szczerze Ci gratuluje, pomimo tego co przeszlas i bez tzw. dobrego startu wyszlas na prosta. Ale prosze, nie porownuj osob z depresja, ktora jest choroba psychiczna do swojego ciezkiego zycia i sukcesu. To nie jest to samo. Praca nad wyjsciem z depresji jest czesto ciezsza niz to sie moze wydawac. Pomimo pozytywnego wydzwieku wyznania, ta koncowka jest zbedna i lekko odrzuca.
teoretycznie*