#AzMCn
Jestem nauczycielem. Sama wybrałam ten piękny zawód; uwielbiam swoją pracę i dzieciaki, ale jest parę rzeczy, które uważam za bardzo krzywdzące. Obecnie panuje nagonka na nauczycieli; wielu wydaje się, że nasza praca polega tylko na prowadzeniu lekcji. Otóż nie - piszemy całe tony dokumentów, przygotowujemy pomoce, zajęcia, organizujemy spotkania, rady i wiele innych, zawód nauczyciela to nie tylko zajęcia szkolne, ale mnóstwo rzeczy które robimy przed i po.
W Internecie krąży taki obrazek: nauczyciel mówi do ucznia 'powiem twojej mamie jak się zachowujesz', na co uczeń odpowiada 'moja mama nie skarży się Pani że nie radzi sobie w swojej pracy'. Szlag mnie trafia, gdy widzę komentarze do niego. Drodzy, nauczyciele mają uczyć, rodzice wychowywać. Szkoła ma wspierać w tym procesie, a nie wyręczać. Obowiązkiem nauczyciela jest powiadomić rodzica o zachowaniu jego dziecka. Bo później, gdy coś się wydarzy taka mądra madka mówi "Przecież Pani nic nie mówiła".
A ci sami rodzice podrzucają dzieci ma cały dzień na świetlicę szkolną, by pozbyć się ich z domu. Nie mówię tu o rodzicach, którzy pracują od rana do wieczora, a o takich, którzy robią to dla wygody.
Ostatnio naszej polonistki często nie było, zastępstw brak, a że jesteśmy w klasie maturalnej to się wkurzyliśmy i poszliśmy poprosić dyrekcję o zastępstwo, żeby nie być ciągle do tyłu z materiałem. Dyrka leniwie znalazła jedną wolną polonistkę, więc zadowoleni przychodzimy następnego dnia na lekcję. Za to nauczycielka nie była ani trochę zadowolona. Zaczęła na nas krzyczeć, że ona już miała swoje własne plany, bo zawsze chodzi o tej godzinie biegać, że "grunt się wam zaczął pod nogami sypać, więc musicie mieszać w życiu innym??", że jesteśmy gówniarzami i egoistami, że to nie jej wina, że nie nadążamy z materiałem (jakby to była nasza wina xd) i zamiast prowadzić lekcję robiła nam wyrzuty. Nauczyciel z powołania może i by miał pokrzyżowane własne plany, ale by chociaż docenił, że klasa stara się nie mieć zaległości... szkoda, że takich prawdziwych nauczycieli jak Ty autorko jest coraz mniej.
Też mnie szlag trafia, kiedy słucham tych oskarżeń. Wiadomo, są nauczyciele z powołania i z hm, wygody, różni ludzie trafiają do tego zawodu, tak samo, jak do każdego innego. Ale nauczyciele są tak źle traktowani przez uczniów i ich rodziców, że nóż się w kieszeni otwiera. Często to oni zamykają sobie drogę do dalszej edukacji, obrażają się na cały świat, a później wychodzi, że "poziom edukacji jest żenująco niski". Jaaasne. Po prostu przeszkadza się nauczycielom w wykonywaniu ich pracy, podważa kompetencje albo nadinterpretuje ich pracę... I voila.
@Nichtine dzieje się tak dlatego że dawniej bezczelnego gówniaża można było wyrzucić z lekcji albo wysłać do dyrektora lub pedagoga - dziś dzięki ustaw (wymyonym chyba przez chore maDki nauczyciel nie może nawet posłać kogoś do pedagoga chyba że odprowadzi go osobiście bo za zostawienie ''dziecka'' samego można stracić pracę nie mówiąc już o tym że nawet dyrektor nic nie może bo jeśli dziecko jest z jego rejonu to on ma obowiązek trzymać je w swojej szkole - więc mamusie myślą że im bachorom wszystko wolno albo co gorsza totalnie je ignorują
XcsUH
A mnie szlag trafia za to jak slysze duzo czesc nauczycieli. Zarowno do gimnazjum jak I do liceum chodzilam do jednych z najlepszych szkol w wojewodztwie. I co dostalam? Trzech dobrych nauczycieli. Reszta z usmiechem zapraszala nas na korepetycje. Kurcze nie wiem czyjak wymagam az tak duzo, ale jednak wlasnie jak Pani stwierdzila: nauczyciele sa od nauczania, to czemu ani ja ani znajomi rowniez z dobrych szkol, nie zostalismy przygotowani do egzaminow, tylko wszystkiego uczylismy sie samido badz na korepetycjach. Dopiero na studiach poznalam asystentow I wykladowcow z pasja. Dla zadnego z nich nie jest to jednak glowne zrodlo dochodu, a pasja.
To samo, jestem uczniem 4kl technikum i na wszystkich nauczycieli co mnie uczą tylko 2 jest normalnych, wymagających co prowadzą normalnie lekcje, reszta ma wylane, nie wspomnę już o przedmiotach zawodowych gdzie siedzimy cały dzień "robiąc testy" gdy nauczyciel pije kawke w gabinecie albo ogląda rzeczy na aliexpress ;) nauczyciela z matematyki zmieniliśmy w 1 klasie bo poziom jego wiedzy był niższy niż nasz..
Też byłam w jednych z najlepszych szkół. W gimnazjum miałam fantastyczną kadrę-kazdy jeden nauczyciel chciał uczyć i wymagał. I nie znam ucznia, który wyszedłby stamtąd niezadowolony, bo dużo wymagali, każdy wychodził zadowolony bo wiedza zostala dobrze przekazana (nawet ci oporni na zbyt dużo nauki, czyli np. ja wtedy ;)). Natomiast liceum miałam ch*jowe - też może dwójka pedagogów miała coś do powiedzenia. I miestety, tak jak przynajmniej sama obserwuję to zainteresowanie przedmiotem w większej mierze zależy jednak od nauczyciela. Oczywiscie można trafić na różne dzieciaki, ale większość można zainteresować. Mówię to też jako osoba, która również zajmuje się obecnie nauczaniem (chociaż nie jest to moje główne zajęcie) i nie mam problemu z uczniami mimo że są z różnych środowisk. Z madkami czasem mam za to ;) ale dzieciaki są jeszcze tak elastyczne charakterowo, że można z nich dużo dobrego wyciągnąć :) no i bez prsesady, że zbieranie materiałów i robienie zebrań i rad to jakiś wielki wysiłek. Zbieranie materiałów jest poniekąd frajdą bo samemu systematyzuje się wiedzę, a zebrania to zawsze czas na kontakt i poznawanie ludzi. I nauczanie to zdecydowanie nie moja pasja (i kiedy już mi na to życie pozwoli to z tego zrezygnuję), ale czuję się odpowiedzialna za swoich uczniów i ich kształtowanie i staram się dla nich, i wiem że mnie bardzo lubią bo zawsze niecierpliwie czekają na lekcje :) i to jest w sumie największa nagroda za to że czasem muszę zmusić się do wykrzesania z siebie energii
Bardzo szanuję pracę nauczycieli. Jednak mam kontakt z jedną nauczycielką (a konkretnie matką mojego faceta), która czasami zachowuje się tak, jakby zapierdalała w kopalni. Ja rozumiem, że uczniowie są różni, trafiają się debile nieszanujący ich pracy, ale ile można jeczęć, że jest się padniętym na pysk po 2 godzinach pracy. Kończy zajęcia o 10:30, a do 20 płacze, że tak jej ciężko. I jeszcze narzeka, że tona sprawdzianów do sprawdzenia. Sory, ale za to jej płacą. Ja zapierdalam nieraz 12 h dziennie, cały czas za kierownicą, mam 70 podwładnych, za których ponoszę odpowiedzialność, ale po całym dniu pracy nie płaczę jaka to jestem zmęczona i pokrzywdzona przez los, bo za to mi płacą.
Racja
Przykro mi to mówić, ale z czegoś te wszystkie memy musiały się wziąć. Nauczyciel tak jak powiedziałaś ma nauczać, ale prawda jest taka że większość z nich jedyne co robi to "otwórzcie książkę na stronie X, przeczytajcie i zróbcie sobie z tego notatkę. Za tydzień będzie z tego kartkówka". Każdy mówi, że praca nauczyciela jest taka niewdzięczna, że trudna, a tak naprawdę to większość z nich idzie po najmniejszej linii oporu. Trudno jest teraz znaleść nauczyciela z powołania, który się przygotuje do lekcji, zaciekawi tematem i co najważniejsze pomoże jeśli uczeń czegoś nie rozumie. Oczywiście są pojedyńcze jednostki, które naprawdę chcą nauczać, ale cała reszta tworzy właśnie taką opinię wszystkim nauczycielom.
No jasne. Nauczyciele to lenie, policjanci bezmyślni brutale, księża gwałcą ministrantów, lekarze liczą jedynie na łapówki, modelki to prostytutki. Jak ja nie cierpię takiego stereotypowego podejścia, to masakra. Owszem, w KAŻDYM zawodzie trafia się czarna owca, ale uznawanie jej przewinień, za cechę chrakterystyczną niemalże całej grupy zawodowej?
ToTylkoJa90 komentarze o tym, że "w mojej szkole było może dwóch nauczycieli, którzy naprawdę nauczali" chyba o czymś świadczą. U mnie zresztą było to samo. W podstawówce i gimnazjum było jeszcze ok, ale liceum... niby trzecia najlepsza szkoła w mieście, a oprócz polonistyki i anglisty (którym jestem wdzięczna do dziś za przekazanie wiedzy) uczyły nas same kołki, które myślały, że jak nam wydukają coś z książki, to nas oświecą. O przygotowanie do matury z matmy musieliśmy się zatroszczyć sami, bo nasza matematyczka (i wychowawczyni zarazem) była ofiarą losu, która nie potrafiła zapanować nad klasą i nie potrafiła przekazać żadnej sensownej wiedzy. Cisnęliśmy z babki, że dyplom znalazła pod choinką. Z resztą nauczycieli było podobnie. Przykre, ale prawdziwe.
A ja uważam, że taka jest mentalność budżetówki. Po 89 roku strajkują wciąż ci sami. A ja was zaskoczę - nikt w Polsce nie ma pensji zachodnich. I błędnym jest stwierdzenie, że się należy, bo jest się lekarzem, nauczycielem czy górnikiem. W przypadku lekarza i górnika jest ważniejsze doświadczenie i za tym powinny iść pieniądze, natomiast w pracy nauczyciela liczy się przede wszystkim efektywność. Medal ma dwie strony, ale kompletnie nie rozumiem, jak nauczyciel, którego średnia z wystawiania ocen wynosi 2.0 nie jest zwalniany. Przecież jego zadaniem jest nauczyć, a on nauczyć nie umie. W każdej klasie jest 3/4 debili? Co jest wart chirurg, który partaczy 3/4 zabiegów?
jako dziecko nauczycielki i wspaniałego wychowawcy - nie zgodzę się. Właśnie na tym polega dramat współczesnej szkoły - nie wychowujecie tylko przeprowadzacie lekcje przedmiotu. A młodzież niestety potrzebuje wychowania nie tylko w domu. Tym się różnili dawni nauczyciele - znali sytuacje domowe swoich uczniów, wspierali w problemach, pomagali przebrnąć przez trudności. Dzisiaj umiecie tylko dzwonić do domu i oczekiwać, że rodzic rozwiąże za was problem, bo nie umiecie stać się autorytetem ani niczym więcej niż klepaczem przedmiotu, mniej lub bardziej udolnym
Przez całą moją edukację spotkałam dokładnie 5 dobrych nauczycieli. Chodziłam do najlepszego w powiecie LO, gimnazjum też miało OK poziom. To chyba o czymś świadczy. Nauczyciele w większości to osoby, które zamykają biurko i mają gdzieś uczniów i ich potrzeby.
Luzuj majty to tylko obrazek z internetu. A komentarze? Ludzie mają swoje zdanie i raczej go nie zmienisz wylewajac żale na anonimowych
A może chodzi o jakiekolwiek uświadomienie?
Ja się pod tym rękami i nogami podpisuję Autorko! Moja Mama też pracuje w świetlicy i wiem jaki ma nawał pracy. Ktoś by pomyślał, że praca kończy się w szkole, przychodzi do domu i odpoczywa, fajnie by było..tylko to ja widzę jak codziennie siedzi nad stertą papierów, tych elektronicznych także, jak prawie codziennie musi być w pracy od 6:30 do 16:30. Jak przychodzi zmęczona tak, że nie jest nic w stanie zrobić. Ale jedna "madka" z drugą muszą zostawić jeszcze dziecko na pół godziny bo tak się ślicznie bawi/ bądź samo dziecko nie chce jeszcze iść. Ciężko zrozumieć rodzicom że świetlica to nie bawialnia dla dziecka. To część publicznej Placówki Oświatowej i tak powinna być rozumiana - z poszanowaniem Nauczycieli tam pracujących.