#befZK
Jednym z moich uczniów jest, powiedzmy, Kamil. Chłopak niezwykle utalentowany matematycznie, wygrywający wiele konkursów. W domu i w szkole mimo to ma bardzo ciężko. Powodem tego jest jego orientacja seksualna. Dużo razy z nim rozmawiałem i próbowałem mu jakoś pomóc. Zostało to dość dziwnie odebrane przez otoczenie. Otóż wymyślili sobie, że jestem pedofilem. Dlaczego? Przytuliłem go.
Może i jestem dziwny, ale nigdy nie miałem problemów w kontaktach z młodzieżą i to dla mnie było normalne zachowanie. Rozumiem, gdyby to było oskarżenie od jakiegoś rodzica, a nie od dyrektorki. Odbyłem z nią poważną rozmowę i okazało się, że była po prostu zazdrosna. Zakochała się we mnie i nie pozwoli, żeby jakiś gówniarz mnie od niej oddalił. Kobieta gotowa zniszczyć mi karierę przez swoje wymysły.
Nie wiem co robić. Nie odejdę z tej szkoły, bo za bardzo kocham moją pracę. Nie mogę zostawić tu tych dzieciaków samych.
Daj dowody miłości dyrektorce kiedykolwiek, gdziekolwiek i jakkolwiek chce. To powinno pomóc. Chyba że tak szkaradna, że się nie przełamiesz, wtedy ratuj dzieciaki w innej szkole.
Niezłe, niezłe, ale na przyszłość pamiętaj, że miałbyś większe branie, gdybyś na przykład napisał, że dzięki temu chłopakowi odkryłeś swoją orientację i teraz jesteście razem. Albo że dyrektorka chciała cię wykorzystać. Miałbyś zdecydowanie więcej plusów.
W czasach kiedy przytulenie dziecka potrzebującego pomocy jest pedofilią, a spojrzenie na kobietę molestowaniem bardzo trudno wyraża się emocje.
Jesteś jedynym nauczycielem w tej szkole?
Do minusujących. Pytam, bo autor nie chce zostawić dzieci SAMYCH.
Za dużo Stowarzyszenia Młodych, Gniewnych, Umarłych Poetów. Tam nauczyciel-bohater trwa niezłomnie na posterunku, walcząc z betonowym, bezdusznym systemem, czy jakoś tak.
Po tym, jak ta historyjka została napisana, zupełnie nie wierzę w to, iż pisał ją nauczyciel. A już na pewno nie taki, który pracuje w "gimnazjum". Po co ten cudzysłów?
Bo gimby już nie istnieją są tylko podstawówki z oddziałami gimnazjalnym.