#AuFKR
Chyba każdy zna etapy huśtawki nastrojów podczas przedłużającego się bezrobocia - dość powiedzieć, że mimo mojego wsparcia, w pewnym momencie facet się poddał i stopniowo zaczął coraz częściej sięgać po alkohol. Nie pomagały miłość, troska i dopingowanie. Wolał użalać się nad sobą i oddalać się od nas. Pewnego wiosennego wieczoru wypił tyle, że pierwszy raz podniósł na mnie rękę, kiedy w ramionach trzymałam naszą córkę. Był to pierwszy i ostatni raz.
Kochałam go bardzo mocno, w dodatku był ojcem mojego dziecka, ale w tamtym momencie liczyło się tylko to, że mnie uderzył. Od kiedy pamiętam rodzice uczyli mnie szacunku do samej siebie i ostrzegali przed takim scenariuszem. Beznamiętnie spakowałam się i wyszłam z domu. Nigdy więcej tam nie wróciłam, mimo jego błagań i obietnic zmiany. Wiedziałam, że po kilkumiesięcznym odwyku przestał pić i znalazł pracę. Córkę kocha teraz ponad życie i za to jestem mu wdzięczna.
Jednakże od niektórych nadal słyszę, że jest to niepojęte, jak śmiałam go zostawić, kiedy on mnie potrzebował. Bo przecież on "tylko" mnie uderzył i to było "tylko raz". Ja widzę to jednak inaczej - nie mogłabym być z kimś, kto mnie wyzywa, a co dopiero mnie bije. Skąd miałam mieć pewność, że nigdy więcej tego nie zrobi? Nie żałuję mojej decyzji ani tego, że moja córka ma rozwiedzionych rodziców. Cieszę się, że były partner zrozumiał swoją winę i wyszedł z tego bagna. Jestem również zadowolona z takiego życia, jakie mam teraz - z nowym mężczyzną, który mam nadzieję nigdy nie popełni błędu swojego poprzednika, który mimo wszystko zawsze będzie miał miejsce w moim sercu.
Piszę to dlatego, żeby pokazać, że ofiara nie może być bierna. Każdy człowiek zasługuje na szacunek, a jeśli osoba, z którą planujecie wspólne życie, wam go odbiera, to nie jest was godna.
Mam nadzieję, że osoby tkwiące w toksycznych relacjach znajdą w sobie siłę, żeby się z nich wydostać. Ja miałam to szczęście, że od dziecka wtaczano mi powyższe życiowe prawdy, ale wiem, że nie każdy myśli tak jak ja. Dlatego mimo iż nie rozumiem kobiet dających przyzwolenie na to, by parter je bił, to i tak życzę im powodzenia w wydostaniu się z takich związków.
Jak widac odchodzac bardziej mu pomoglas niz jakbys zostala. Dzieki temu wzial sie za siebie.
naprawdę dopingująca historia ! oby takich było tutaj więcej :)
ps. Duży szacunek dla Ciebie, że potrafiła się z tego wydostać
I że chciała, to jest też wielkie
Dziękuję ;) miło widzieć tyle wsparcia i zrozumienia dla mojej sytuacji, szczególnie że większość znajomych się ode mnie odwróciła... poza rodziną- ona stała za mną murem.
Czyli co? Jak ojciec pod wplywem alkoholu mnie bije i wykańcza psychicznie (mam 20 lat) to mam się spakować i iść pod most? Po drugie to boje się wchodzić w jakiś związek z powodu tego, iż mogę agresję odziedziczyć po ojcu...
No to teraz ja Ci napisze pewna opowieść z zycia mego:chodziłem do szkoły zawodowej bylem juz na ostatnim roku ona na pierwszym....poznaliśmy sie dużo czasu spędzaliśmy razem cos zaiskrzyło...byliśmy razem...ale służba nie dròżba do wojska trzeba bylo iść..powiedziała ze czekać będzie...i czekala wyszedłem z wojska i po dwóch latach przeprowadziła sie do mnie...pewne go dnia powiedziała ze tak bardzo mnie kocha ze chce mi dzieci urodzić i niech to będzie owoc naszej miłości...i urodziny sie bliźnięta...lata mijały,minęło 10 a my świata po za sobą nie widzieliśmy...az pewnego dnia dostała telefon ze ma pilnie do pracy przyjechać...pojechała,pech byl taki ze ja dostałem również pilne wezwanie..gdy przejeżdżałem przez park...szczeka mi opadła...jak ja facet od tylu posuwał w najlepsze...gdy wróciłem do domu...zastałem tylko kartke z napisem przepraszam.....Minęło lat 4od jej odejścia..Dzwon policja i pyta czy znam.........Ja na to ze tak to mam przyjechać do szpitala.Zajeżdżam a ona w stanie śpiączki...z pobicia przez tego co ja tak ładnie posuwał i do niego sie wyprowadziła...Po dwóch miesiącach męki zmarła......Dzis bliźnięta maja 15 lat i niechcą o matce nawet słów słyszeć za to co zrobiła....
załamałbym się chyba psychicznie na Twoim miejscu...
podszedłeś wtedy.. ? zareagowałeś ? jak ta sytuacja wyglądała..? w biały dzień w parku się ten tego..?
W takich sytuacjach trzeba być silnym dla swoich dzieci, żeby dać im wsparcie. Mysle, ze dla nich była to zdecydowanie gorsza sytuacja, w końcu chodziło o ich matkę
Ciężko się czyta przez Twój sposób pisania.
Bardzo, bardzo Ci współczuję... Tego właśnie się bałam, że pewnego dnia i ja mogłabym tak skończyć. Ledwo znosiłam rzucane we mnie pijańskie k***y itp, a uderzenie przelało czarę goryczy.
Życzę wszystkiego dobrego dla Ciebie i dla Twoich dzieci.
/autorka
Ostatnio na religii ksiądz powiedział, że nieważne co zrobi Ci mąż masz przy nim być, nie zważając czy to zdrada czy przemoc domowa... Łatwo jest mówić księdzu, który nie ma żony ani dzieci. Ciekawsze jest to, że na następnej religii katechetka powiedziała, że jakby ją mąż uderzył albo zdradził to by go nawet nie dotknęła.
Ja bardzo lubię jak ktoś, kto nie ma i nie powinien mieć dzieci i żony próbuje tłumaczyć, jak ma związek wyglądać.
Wydaje mi się że wiele kobiet po prostu boi sie że jak zostaną same nie dają sobie rady. Poprzez znęcanie się psychiczne jak i też fizyczne czują się nikim dlatego też tkwią w takich związkach z nadzieja ze cos sie zmieni. Zwlaszcza ze nie ma sie wsparcia od najblizszej rodziny. I uwazam ze slusznie postapilas.Zapewnilas spokoj sobie i swojemu dziecku. A tak niewiadomo jak by sie wszystko potoczylo
To nie zawsze tak jest.
Pamiętaj, że maltretowanie [zwłaszcza psychiczne] nie zaczyna się nagle. To bardzo często trwa stopniowo, a ofiara powoli jest przekonywana [uczona], że jest zerem i nie załuguje na nic lepszego.
Po takim wieloletnim praniu mózgu często człowiek nie odchodzi, bo... przecież to normalne - jestem zerem, więc każdy będzie mnie tak traktować. No i co mnie -zero - czeka jak odejdę? Mieszkanie pod mostem czy na ulicy, bo jako zero przecież sobie nie poradzę!
Tacy ludzie bardzo często odchodzą dopiero jak nagle dociera do nich, że... nie są zerami! Jest to trudniejsze niż większość ludzi sądzi.
Może i masz rację cane. Ją nie przezylam czegoś jak ty o czym wspomnialas w poprzednich komentarzach czyli o znęcaniu się przez rodzicow. Ale tez dalas rade.Wierzę że to jest bardzo trudne. Po prostu myślę że kobiety czują strach przed samotnością i przed tym "co ludzie powiedzą". Boją się i wstydza tego.
Szkoda, że moja mama tak nie postąpiła i męczyła się z ojcem aż 36 lat dopóki jej nie wykończył.
Cieszę się, że znalazłaś w sobie dość siły i jestem z ciebie naprawdę dumna [mimo, że się nie znamy].
Żałuję tylko, że sama w sobie podobnej siły szukałam zbyt wiele lat - byłam fajnym obiektem do znęcania się psychicznego dla moich rodziców. Nie mam z nimi kontaktu od 2 lat i wreszcie ŻYJĘ! Z zaniedbanej, znerwicowanej szarej myszki wyszła [moim skromnym zdaniem] całkiem niezła kobieta!
Ludzie, pamiętajcie... Nikt i nigdy nie ma prawa znęcać się nad wami w żaden sposób. Pozwalając na to krzywdzicie nie tylko siebie, ale i swoich bliskich. Żadne dziecko nie chce patrzeć jak matka obrywa... Albo [jak u mnie] wymiotuje ze strach, bo dziadek przyjechał.
Nie kobieta, dziewuszka... Wybacz musialem (to tak apropo twojego starego komentarza) :D
Przez to zapomnialem napisac co mialem... Dobrze ze sie z tego wyrwalas, niestety duzo osob nie posiada tej sily co mnie smuci. Powodzenia tam :)
PanX w moim wieku to ja bardzo chciałabym być dziewuszką ;). Niestety, mało dziewuszek ma już świadomość, że ich wiek da się wyrażać W WIEKACH [np. słowami "ćwierćwiecze już dawno za mną"] :P.
Ale mów mi tak jeszcze, przynajmniej się młodo poczuję!
Swoją drogą w wyrwaniu się bardzo pomógł mi mój mąż, chociaż o mało tego rozstaniem nie przepłaciliśmy - osoba tak wykończona psychicznie jak ja wówczas wyczynia przedziwne rzeczy, wyżywa się na swoim otoczeniu [oczywiście jak "terrorysta" jest daleko]. W sumie najbardziej dumna jestem z siebie z tego, że właśnie to udało mi się opanować - teraz jak coś mi się nie uda to pies [najbardziej wyczulony z całej rodziny] nie zmyka chyłkiem z pokoju [a cała rodzinka za nim]. Wcześniej jeśli coś mi nie wyszło to momentalnie wybuchałam, nawet przy drobiazgach, obrywało się stojącej najbliżej osobie [czyli zazwyczaj mężowi]. Coś na zasadzie "Zbiłam szklankę, więc zrobię awanturę, że masz na włosach moją gumkę [taaa... mąż ma długie włosy i wiecznie mi gumki podbiera]".
Charakter furiatki mi pozostanie, bo taka się urodziłam... Ale teraz np. z furią siadam do maszyny do szycia ;).
To dobrze ze sie ulozylo :)
To ja jestem dumna z Ciebie! Wiem, jak trudne to musiało być dla Ciebie... mam nadzieję, że już zawsze będziesz tak odważną i wspaniałą Kobietą.
Niestety, najbliżsi często ranią najbardziej... podziwam Cię, że znalazłaś w sobie wolę do zmiany, bo Twoja droga musiała być trudniejsza od mojej (ja jednak, jak napisałam, od początku byłam wychowywana na dosyć pewną siebie, konkretną kobietę :) ).
Pozdrawiam! /autorka
Musisz być naprawdę silną kobietą. Nic tylko brać przykład z Ciebie!
anonimowyczlowiekk czyli lepiej żeby dać zrobić z siebie worek treningowy ?i żeby dziecko na to patrzyło ?
Anonimowyczlowiek dzięki temu, że odeszła wyszedł z nałogu.
I alkoholem nigdy nie można tłumaczyć agresywności. tak samo głupie tłumaczenie jak zdrada po alkoholu. Bo wypilem/am za dużo i że straciłam kontrolę.
Poza tym wyraźnie autorka napisała iż jak zauważyła że mąż ma wyraźnie problem z alkoholem to próbowała. Więc nie zarzucaj jej że nie próbowała mu pomóc wcześniej. On po prostu ta pomoc odtrącił.
idąc tym tropem jak alkoholik wsiada po pijaku do auta i spowoduje wypadek to co winny jest on i jego głupota czy "alkoholizm"?
Przemocy nie można tłumaczyć niczym, takie jest moje zdanie.
Widzisz między Twoim przypadkiem a przypadkiem autorki jest taka różnica że Twój ojciec nie uderzył matki. To czy by ją drugi raz uderzył nie jest pewne, ale duże prawdopodobieństwo istniało. Za dużo w swoim otoczeniu historii słyszałam gdzie facet zarzekał się że już więcej nie uderzę. Kobieta wtedy wybaczyraz, potem drugi i często nie umie potem wyjść z tego związku.
A dzieciństwa Ci szczerze współczuję, mój tata nie był uzależniony aje zdarzyło mchu się czasem wypić. Widoku ojca leżącego pijanego nie zapomnę nigdy, choć w takim stanie widziałam go na szczęście tylko raz. I na szczęście w moim domu nigdy Nie było awantur, tzn rodzice się kłóci aje bez krzyków i wyzwisk, dlatego nie wyobrażam sobie by mój mąż mógł mnie obrazić, wzywać a co dopiero uderzyć.
Anonimowyczlowiekk - wierz mi, że cieszę się, że moja córka wychowywana jest przez szczęśliwą i uśmiechniętą mamę oraz przez tatę który chyba zrozumiał swoje błędy. Że nie widzi ojca zalanego w trupa, przeklinającego jak rasowy pijak. Z mojego punktu widzienia zapewniłam jej dobre dzieciństwo moim odejściem od męża. I zawsze będę jej powtarzać, że żaden mężczyzna nie ma prawa jej wyzywać ani podnieść na nią ręki. Ja i tak wyzwiska znosiłam za długo, bo myślałam jeszcze że moja miłość coś da. Ale eks obudził się dopiero wtedy, gdy wszystko stracił. Jednak nie mogłam do niego wrócić i ryzykować że scenariusz się powtórzy lub, co gorsza, kiedyś zachowa się podobnie wobec naszego dziecka. Szkoda, że nie potrafisz zrozumieć mojego punktu widziedzenia.
Wreszcie mądra kobieta, tak trzymać!
Brawo ! Gratuluję odwagi i stanowczości ! Masz rację, każdy człowiek zasługuje na szacunek. Nie chcę tego mówić jakoś specjalnie, ale alkoholikiem się jest całe życie. Gdybyś do niego wróciła, on obiecywałby, że jest inny to i tak nie miałabyś gwarancji, że znów nie sięgnie po alkohol i nie uderzy cię znowu. Naprawdę, szacunek !
September głupoty gadasz... Twoja matka jest alkoholikiem i nim zawsze będzie. Z nałogu się nie wychodzi, jedynie można zdawać sobie z niego sprawę i trzymać go pod kontrolą [co z powodzeniem udaje się twojej mamie - GRATULUJĘ!]. Problem w tym, że jeśli "były nałogowiec" przestanie trzymać samego siebie w ryzach i unikać nałogu to szybciuteńko wpada w jego sidła na nowo. Trwa to o wiele szybciej niż pierwsze wpadnięcie w naług, np. u alkoholika czasami wystarczy jedno piwo, żeby rozpił się na nowo.
Takich jak twoja mama nazywa się "trzeźwymi alkoholikami".
Ale mnie coś strzela jak ktoś pisze, że "alkoholikiem jest się w wyboru". Człowieku, idź do psychologa i dowiedz się więcej na ten temat, bo to właśnie Ty nie wiesz nic na temat alkoholizmu. To jest choroba, a nie żaden wybór, szkoda, że są ludzie, którzy tego nie rozumieją.
Zgadzam się z cane znajomy moich rodziców jest właśnie trzeźwym alkoholikiem i sam oo sobie tak mówi. Wie, że wystarczy odrobina alkoholu i wróci do nałogu.
September - a Ty coś wiesz? To się dzieje stopniowo, aż w końcu nie da się tego zatrzymać. Bardzo ciężko jest się z tego wyplątać, bo wcześniej trzeba przyznać się przed samym sobą, że ma się problem, a niestety nieliczni i niechętnie to robią. Dopiero wtedy istnieje jakakolwiek realna szansa na bycie trzeźwym alkoholikiem. Oczywiście wsparcie jest ważne, ale w wielu przypadkach jest tak, że żeby wyjść z alkoholizmu to trzeba znaleźć się na dnie. Dopiero wtedy można się z niego odbić.