#AWtgm
Uczy się z nią wszystkiego.
Zaczynając od muzyki: od jej urodzenia w domu ciągle leci albo muzyka klasyczna, rock z lat 60./70./80., szanty, klasyczny rap, pieśni wojenne, po kolei wszystko od Metalliki, Niemena, Elvisa do Słonia, Lady Pank, Bacha czy Straussa. Po prostu o ile coś nie jest disco polo lub współczesnym rapem, na pewno leci u nas na okrągło, tzn. o ile pozwala na to playlista 4400 utworów.
Czytanie dziecku? Jak najbardziej, już od pierwszych dni. Z tym że nie są to bajki dla niemowlaków, tylko tzw. porządna literatura, nawet kiedy jeszcze nie rozumiała słów, bo od 5. roku życia umie czytać sama. No więc baśnie Grimmów, Andersena, Opowieści 1001 nocy, Poe, Verne, Sienkiewicz, Stoker,Lovecraft, Dante, Biblia, Stevenson, Przygody S. Holmesa, A. Christie, Narnia, Wiedźmin, Władca pierścieni. Codziennie czytane z tatą przez równo godzinę.
Nauka przedmiotów ścisłych też musi być: podstawy biologii, historii, fizyki, geografii, archeologii i czego jeszcze dusza zapragnie. "Mamo, patrz, drzewa liście zrzucają, a w liściach jest fotosynteza, bo tam jest chlorofil, to taki barwnik, czyli kolor. I one spadają, bo drzewo jest głodne i nie może karmić liści w zimie" - powiedziała na spacerze tej jesieni.
Czasem robią wspólnie eksperymenty - wulkan z sody, sprawdzanie siły grawitacji, spalanie siarki na łyżeczce, wypalanie naczyń z gliny, wyprawy do lasu podziwiać różne gatunki zwierząt i roślin, a potem szukanie ich w atlasie, matematyka tak rok do przodu do programu szkolnego, udział w kangurach. Nauka wierszy na pamięć - "Na straganie w dzień targowy...", '' Nam strzelać nie kazano, wstąpiłem na działo... ", ''Litwo, ojczyzno moja...''.
Gra na fortepianie, wspólne pływanie (naprzód sam się musiał nauczyć), tenis, karate itp. Raz chciałam jej sprawić przyjemność i kupiłam jej lalkę Barbie, na to córa ''Matulu najdroższa (tego zwracania się do mnie ją nauczył), ja nie mam czasu na zabawę, ja się chcę uczyć, zabawa nic nie daje i stracę czas, a tata mówił, że dzisiaj zrobimy prąd z ziemniaka i popatrzymy mikroskopem na cebulę'' - i tyle z hasła daj dziecku dzieciństwo. Ona sama nie chce się bawić, woli ojca niż mnie i ja to wiem, ja jej nie nauczę nic, no może pieczenia i śpiewania w rytm lecącej cały czas muzyki. Ale poza tym woli oglądać z ojcem co piątek horrory, w pozostałe dni inne filmy i uczyć się anatomii na modelach człowieka. Taką to mam 8,5-latkę.
Przecież to jest genialne, chciałabym mieć ojca, który uczyłby mnie wszystkiego i to jeszcze w taki super sposób. Bez nakazów, tak, że sama chciałabym wybierać naukę.
Z jednej strony owszem jest super, ale z drugiej jak będzie trochę starsza (11-15), to przez pewien czas może żałować, że nie miała normalnego dzieciństwa, mogą też z tego wypływać problemy z relacją z rówieśnikami. Co prawda jeszcze później z powrotem to doceni, ale warto, żeby tata trochę pomógł młodej zwrócić uwagę też na relacje z innymi dziećmi. I piszę to wszystko jako właśnie takie dziecko.
Ja zawsze marzyłam o takich rodzicach. Żeby czymś mnie zainteresowali, gdy byłam młodsza, zapisali do szkoły muzycznej, na naukę jakiegoś tańca, nauczyli mnie czegoś. A nawet nigdy nie odrobili ze mną lekcji
@Climino
Piszesz to jako ~10 latka? (plus, minus 2 lata?)
Climino no tak, bo to, że ty czegoś później żałowałaś/łeś oznacza, że każdy będzie.
Mój brat był takim dzieckiem, tyle że ze swojego wyboru, nigdy nikt go nawet nie nakłaniał do nauki, sam się nauczył czytać w wieku 3 lat, jak miał 6 to odrabiał zadania za moich kuzynów, którzy byli wtedy w okolicach 6 klasy, interesował się fizyką, matematyką, astronomią, sam się nauczył grać na gitarze, pianinie, saksofonie, akordeonie i kilku innych instrumentach, zna cztery języki obce, dwóch też się nauczył sam, poza szkołą, a potem sam się uczył programowania i teraz, w wieku 22 lat studiuje informatykę i jednocześnie pracuje w jednej z najlepszych firm programistycznych w Polsce. Dzieciństwa praktycznie nie miał, nigdy się nie bawił z rówieśnikami, nie pamiętam żeby bawił się kiedykolwiek autami czy innymi misiami, twierdzi, że nigdy tego nie żałował. Córka autorki też niekoniecznie bedzie żałowała.
Pewnie, że coś takiego rozwija niesamowicie, osobiście w tym momencie (niecałe 17 lat) żałuję, że nie zawsze wykorzystywałam tą możliwość do końca, jednak przez całą podstawówkę miałam ogromne problemy z relacją z rówieśnikami, spora część tego została mi do dzisiaj. Nie uważam, że mąż autorki powinien przestać dbać o rozwój córki, ale że (jeśli tego wcześniej nie robił) dobrze byłoby, gdyby zwrócił jej uwagę na to, że relacje z osobami w podobnym wieku są ważne.
Lepiej po prostu pokaż dziecku równie interesujące rzeczy. Piecz z Nią i gotuj, zajmijcie się jakimś rękodziełem, to Ty Jej czasem przeczytaj jakąś książkę, czy zabierz do ciekawego miejsca. Jak będzie starsza, to pokaż tajniki makijażu czy wprowadź w sprawy damsko-męskie (nie tylko te fizyczne).
Jest cała masa rzeczy, które możesz Jej pokazać, tylko musisz chcieć. A jak nie potrafisz nic wymyślić, to poproś męża o pomoc, dołącz do ich "zabaw", albo po prostu kup jakąś książkę z eksperymentami do wykonania w domu dla dzieci.
Wystarczy ruszyć głową i cieszyć się, że masz takiego męża oraz córkę.
Co to za nowa moda pisać zaimki z dużej litery? Jeszcze drugoosobowe rozumiem, choć to nie list. Ale kim jest ta córka autorki, Bogiem?
@dwadziesciasiedem, zgadzam się, również nie rozumiem tej mody, ale nie do końca popieram to, co piszesz o liście. To nie ma znaczenia, czy się pisze papierowy list, email czy wiadomość na facebooku. Za każdym razem jest to bezpośredni zwrot do adresata, a więc wszystkie zaimki Ty, Ciebie, Wy itd. powinny być pisane wielką literą.
gwynbleidd: No dobra, masz rację. Ale i tak wygląda mi to dziwnie i jakoś wymuszenie. xD
Zauważyłam też błąd w swojej wypowiedzi: z wielkiej litery, a nie z dużej. Brawo ja xP
W internecie nie używamy form grzecznościowych Pan/Pani a także nie piszemy zaimków osobowych dużą literą. Wyjątek to oczywiście maile, bo te traktuje się jak listy.
Co do "wielkich" i "dużych" liter, sprawa jest jak najbardziej dyskusyjna i mam nadzieję, że wkrótce się zmieni ta głupia moda (za którą poszło wielu polonistów).
W tej kwestii w pełni zgadzam się z Prof. Miodkiem, który napisał (lub powiedział):
"Czy zauważyli Państwo, że w całym dzisiejszym odcinku posługiwałem się tylko wyrażeniem "duża litera"? - Będę tak robił do końca życia, bo "wielka litera", która wdarła się do słowników i podręczników szkolnych, też mnie wyjątkowo irytuje. Przecież parom przeciwieństw typu zimny - ciepły, niski - wysoki, wąski - szeroki, lekki - ciężki, pionowy - poziomy, prosty - krzywy, chudy - gruby itp. od zawsze towarzyszy przeciwstawna para mały - duży. Wielki to jest duży + nacechowanie emocjonalne (wielkie chłopisko, wielka baba, wielki gmach, wielki zwierz). Jak można określać mianem wielkiej literę?!!"
Źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/704179,jan-miodek-nonsensowne-wielkie-litery,id,t.html
gitarzystka tylko też niech nie robi tego wbrew woli swojej córki, bo ileż to już było przypadków, gdzie matka nagle ruszyła głową i stwierdziła, że chce "zarazić" córkę swoimi zainteresowaniami, ale córka miała gdzieś te wszystkie rzeczy i ostatecznie tylko się męczyła. :v
@gitarzystka Serio, według Ciebie matka nie ma do zaoferowania nic więcej niż makijaż, gotowanie i pogaduchy o związkach? Na pewno ma jakieś pasje albo swoją porcję wiedzy do przekazania, tylko widocznie ustąpiła na tym polu mężowi, dzięki czemu ma czas, żeby sama się ogarnąć i mieć chwilę spokoju
A no tak bo matka to makijażi kuchnia;/ no oczywiście. Ja się nie maluję i nie chciałabym uczyć dzecka poświęcania życia dla gotowania
Miałam taką nauczycielkę fizyki, której mąż był poważnym naukowcem. A ich dzieci (w wieku przedszkolnym) tłumaczyły innym dzieciom co to grawitacja na kupkach piasku w piaskownicy. Inne matki krzywo patrzyły, ale dzieci były szczęśliwe :).
Od razu przypomniał mi się świetny film. Ekstremalnie głośno, niesamowicie blisko. Naprawdę polecam. Tam również ojciec był tym "madrzejszym" i w ciekawy sposób rozwijał swoje dziecko. Gdy go zabrakło... no właśnie. Obejrzyj. Jeśli kiedyś zdecyduje się na dziecko, to również chce od najmłodszych lat zaczepic w nim zamiłowanie do nauki i sztuki. Dac łatwiejszy start w dorosłość.
Po polsku to chyba "Strasznie głośno..." :)
Jaki problem, jeśli małej podoba się taka ilość wiedzy, jaką dostaje? Do tego cały ten czas spędza z tatą, a to przecież wspaniałe, zwłaszcza jeśli mają dobre stosunki. Nie przejmuj się tym, tylko im towarzysz, bo dzieciak zapamięta cię jako "smutną, zrezygnowaną kobietę", a nie "mamę, która razem z tatą zawsze uczyła mnie super-ciekawych rzeczy, nawet jeśli sama nie wszystko wiedziała". Jak okaże się, że mała ma dość, będziesz musiała negocjować z mężem zwolnienie tempa, ale może nie będzie miała.
Ile ja bym dała w dzieciństwie za takiego ojca... Zabawa to nie tylko lalki i pluszaki, nauka też może być zabawą :) Robienie prądu z ziemniaka to jest między innymi zabawa. A mikroskop? Całe dzieciństwo chciałam mieć mikroskop...
Zawsze chciałam wychować swoje dziecko tak, jak Twój mąż.
Nir wiem jak inni, ale według mnie robienie prądu z ziemniaka jest fajniejsze niż lalka :D i każdy może czegoś nauczyć, gotowanie tez moze byc fascynujace
Ja jestem takim ojcem. A żona ostatnio pokazala córce szydelkowanie i już sobie mogę pogadać o kosmosie...
Za to córka uczy mnie szydelkowac.
szydełko wygrało z kosmosem? :) możecie razem wyszydełkować sobie np model kosmosu :) albo postaci z ulubionych filmów czy coś :)
A mój ojciec pisze "dużo" przez -rz ;-;
Skąd ja to znam...
Czy Twoja nazwa ma związek z pewną osóbką na Yt? Tak pytam tylko z ciekawości.
Elevena czasem oglądam ale nazwa wzięła się od "El" ze Stranger things ;)