#AB6EV
Od początku. Mój tata zawsze miał wysoki poziom cholesterolu. Starał się o siebie dbać, jednak jego złe nawyki często brały górę. Długie lata palił papierosy i często lubił wypić drinka. Do tego dochodziło tłuste jedzenie. Często miewał bóle żołądka, ale zawsze jakoś "samo przechodziło". Aż do pewnej grudniowej nocy.
Mój tata leżał wtedy w swoim łóżku i dosłownie zwijał się z bólu, trzymając się za brzuch. Tak poważnie nigdy nie było. Mama zabrała go do szpitala około 6 rano. Okazało się, że jest to ciężka choroba, której objawy już miewał - bóle żołądka. Ale niestety nigdy nie traktował ich poważnie. Tak się potoczyło, że wkrótce trafił na OIOM w szpitalu w innym mieście. Walczył miesiąc. Równy. Raz było trochę lepiej, a raz bardzo źle. Nie muszę chyba mówić, jak przeżywałam to razem z mamą i bratem.
Pod koniec walki, gdy tata już nie był przytomny, siedzieliśmy przy nim i rozmawialiśmy. Po kolei. Mama mówiła mu, że jeśli nie ma już siły walczyć, to ona mu wybaczy, że odejdzie. Że najważniejsze, żeby się nie męczył. Ja nie odzywałam się nic. Za to mój brat był oburzony, że mama tak mówi. "Jak to, nie możemy mu pozwoli odejść tak po prostu." Tego dnia wieczorem podczas modlitwy również powiedziałam tacie podobnie jak mama.
Na drugi dzień o 18 miała odbyć się kolejna msza święta o zdrowie dla taty, którą zamówił mój brat. W ostatnim momencie jednak, a w zasadzie już podczas trwania mszy, mój brat zadzwonił, by zmienić intencję na... prośbę o ulgę w cierpieniu.
Parę chwil po zmianie intencji mszy mój tata umarł.
Najwyraźniej chciał mieć pewność, że wszyscy pozwalamy mu odejść.
Zawsze boję się, że będę musiała w przyszłości, tak jak autorka, podjąć taką trudną decyzję...
Ja taką podjęłam...😩
Ja tez sie boje... Szczególnie, ze mężczyzna z ktorym chce spedzic reszte zycia wybral sobie jeden z niebezpieczniejszych zawodow... Czeka mnie zycie w strachu, ze kiedys usłyszę, ze juz go nie ma i zostanę ze wszystkim sama... Bez niego... A z tym sobie nie poradze...
Ja podjęłam, okropna sprawa...
To jest właśnie straszne. Ta niemoc, ta bezsilność. Uczucie, że jedyne co możemy zrobić to pozwolić zgodzić się na odejście ukochanej osoby.
Osoby, które przeżyły taką sytuację są naprawdę silne.
Ja też podjęłam.. Podczas każdej wieczornej modlitwy w moje urodziny zawsze prosiłam, aby moja mama wyzdrowiała, tym razem poprosiłam, żeby już nie cierpiała, ponieważ była w stanie krytycznym . 30 minut później dostaliśmy telefon ze szpitala, że mama zmarła.. Tak odeszła w moje 16 urodziny.
Przepraszam ze się podpinam, ale może więcej osob zobaczy. O jakiej chorobie jest wyznanie? To dla mnie bardzo ważne!
Bez sensu. Po co się martwić na zapas, jak można żyć chwilą i skupiać się na tym co piekne?
Kilka dni temu zmarła moja babcia. Nie jestem zbyt wierząca ale analizując jej historię też odnoszę wrażenie że czekała, aż wszyscy się z tym pogodzą. Ale może po prostu tak sobie to tłumaczymy, żeby było nam lżej pogodzić się ze stratą.
moja babcia podobnie, 2 lata temu. gdy dowiedziała się że ma raka, poddała się zupełnie, coraz bardziej chudła, wyglądała jak trup. umarła dopiero kilka godzin po tym, jak podczas którychś odwiedzin po prostu zaczęłam płakać, tak jakby to już się stało
Jest coś w tym. Moja babcia leżała na OIOM . Cała rodzina przy łóżku, tylko ja nie mogłam się przemóc. W końcu nadszedł ten dzień i pojechałam do niej. Ścisnęłam ją za rękę i nagle zauważyłam jakby próbowała uśmiechnąć się do mnie. Za chwile był koniec.
Co z tymi, którzy umierają z dnia na dzień? Nie zdążą się pożegnać? Dla ich rodzin to niespodziewany cios. Także bliscy odchodzą nie tylko za naszą "zgoda", niestety
@MaryJ
U mnie w rodzinie też ktoś zmarł z dnia na dzień. Był młody, całe życie przed nim. Nie zdążyłam się pożegnać, ale choć jestem ateistką, wierzę, że teraz jest mu lepiej. Pocieszam się myślą, że lepsza nagła śmierć, niż długie cierpienie.
To prawda, lepsza nagła śmierć od cierpienia, jednak najgorsze jest to, że nadchodzi niespodziewanie, jednego dnia się z kimś poklocisz o bzdetę, a następnego dnia tej osoby nie ma. Po prostu nie ma i już więcej się nie zobaczycie, nie zdazyliscie się nawet pogodzić, co dopiero pożegnać. Strasznie mnie to przeraża.
Podziwiam za decyzje. :)
Choć to bardzo ciężkie czasami trzeba pozwolić bliskiej osobie odejść. Nie możemy być egoistami...
Siły dla Ciebie, autorko, w tych ciężkich chwilach. Twój tata już nie cierpi i zawsze będzie w Twoim sercu.
Kolejne wyznanie, które sprawia, że coraz bardziej tęsknię za rodziną...
Bardzo dojrzała postawa:)
Moja mama trafila na OIOM w stanie spiaczki, zemdlala w domu. Na drugi dzien okazalo sie ze ma sepse, ze tylko jej serce bije a reszta organow jest podtrzymywana sztucznie bo juz nie dzialaly. Po trzech dniach umarla.
Macie szczesie ze mieliscie chociaz ten miesiac zeby sie pozegnac, bo my nawet nie moglismy z nia wczesniej porozmawiac. Po prostu odeszla, na nikogo nie czekala, jej siostra spoznila sie o 30 minut zeby przyjechac ja zobaczyc. (mieszkala w innym panstwie)
My mieliśmy podobnie.Mojego tatę rano zaczęła głowa boleć.Nagle dostał drgawek.Pogotowie szybko przyjechało.No to my za karetką i jedziemy do szpitala.Parę godzin czekaliśmy na jakiekolwiek wieści o tacie.wtedy przyszedł ordynator i powiedział żeby pożegnać się z tatą bo nie ma żadnych szans na przeżycie bo tętniaki które pękły zalały mózg.Zadzwoniłam do najstarszego brata żeby jak najszybciej wracał z wakacji bo trzeba z tatą się pożegnać.I wiecie co?Gdy tylko mój brat wyszedł z sali na monitorze,jak w filmach,pojawiła się ostatnia prosta.To była masakra.Ale to nie koniec.Poprosiłam ordynatora aby mój tata został dawcą organów.I tak mój tata uratował cztery osoby.I ja też zostałam dawcą.
Mogę wiedzieć co to za choroba i czy jest uleczalna? To dla mnie bardzo ważne!
jakbym sie dowiedzial ze rodzina chce zorganizowac msze za mnie to bym sie zajebal
Faktycznie, świetny powód żeby się zajebac...