#8fhmn
Przez całą edukację faszerowano nas warsztatami i pogadankami typu: "Palenie zabija", albo: "Używki są dla szpanu", "Stop narkotykom" itp. Chyba każdy wie o co chodzi. Jakby tego było mało, nasza wychowawczyni była zgryźliwą, starą panną, która ubóstwiała wszelkie regulaminy i nie pamiętam już ile razy godziny wychowawcze stawały się kolejnymi moralizatorskimi wykładami.
Aż tu nagle, pewnego dnia... dwóch kolegów X i Y przyszło do szkoły naćpanych. Maślane oczy, błędny uśmiech i już po 15 minutach byli na dywaniku u dyrekcji. Cała szkoła postawiona na nogach, rodzice wzywani, nauczyciele z długimi tyradami o tym, jacy to jesteśmy straszni i okropni... i na tym koniec. Tak, koniec. Policja nigdy się o niczym nie dowiedziała, rodzice delikwentów zlali sytuację, wychowawczyni oznajmiła, że winowajcom nie obniżą sprawowania, bo "przecież nie są tymi chamami, którzy rozwalają szkolne kible", a dyrektorka zobowiązała klasę do milczenia. I tak wszystko czysto, schludnie i ładnie zmieciono pod dywanik. Nawet sąsiedzi obu szacownych rodzin o niczym się nie dowiedzieli.
Wiecie dlaczego o tym piszę? Nie, nie po to, aby piętnować ćpających, bo mi to wisi. Napisałam o tym, aby ośmieszyć wreszcie tę hipokryzję naszego oświatowego systemu. Te miliony władowane w kampanie antynarkotykowe, koncerty profilaktyczne... Po co to komu? Za te pieniądze można było kupić godne kwiaty na pogrzeb kolegi X, który tydzień temu przedawkował.
Niestety, tak właśnie jest w małych miasteczkach. "Żeby ludzie nie gadali."
Tu nie chodzi o to żeby ludzie nie gadali, a o to żeby Boże Broń szkoła nie straciła dobrej opinii i renomy.
Dokładnie żeby ludzie nie gadali, a jak każdy z nas doskonale wie w każdej szkole dostanie się narkotyki, młodzi o tym wiedza, a nauczyciele przymykają oczy i udają, że nie widza. Niestety żyjemy w takim świecie gdzie ktos prędzej nam sprzeda działkę niż odstąpi butelkę wody mineralnej
Albo rodzice dobrze postawieni, albo szkoła nie chciała stracić renomy. Norma
Bo ważniejsza jest oświata, byleby jak najwiecej uczniów przyszło do szkoły i było najwiecej chętnych. Kto pośle własne dzieci gdzieś gdzie otwarto powiedziano o czymś takim, ale smierć ucznia chyba stała się jeszcze większa antyreklamą
U nas na wsi też wszyscy się znają, ale jak dyrekcja usłyszy o paleniu papierosów to sprawa jest od razu zgłaszana na policję, wiec nie oceniajcie od razu wszystkich szkół równo.
Wyjątek, który potwierdza regułę :)
Co tam, dodam komentarz (mimo, że wyznanie już sprzed paru tygodni), ponieważ to, jak autorka odniosła się do sytuacji trochę mnie dziwi i nie do końca rozumiem jej tok myślenia. Pisze, że "nie zależy jej na piętnowaniu ćpających", a z jej wypowiedzi wynika absolutna odwrotność.
Według mnie jest jeszcze inny możliwy (i chyba najważniejszy) powód, dla którego nikt nie wzywał policji. I jestem mocno zdziwiona widząc, że nikt o tym nie napisał. Otóż - czy Wam się wydaje, że naćpany dzieciak = niebezpieczny kryminalista?! Że policjanci nie mają do roboty nic lepszego, niż pouczanie gimnazjalistów? Bo niby w jakim celu mieli zostać wezwani? Zakładam, że "maślane oczy" i uśmiech wskazywały na spalenie marihuany, ale równie dobrze mogła to być paczka jakiegoś leku na ból czy też kaszel, albo nawet gałka muszkatołowa! Jeśli nadal uważacie, że policja ma w takiej sytuacji cokolwiek do powiedzenia, to muszę Was rozczarować.
Poza tym - mogę Wam zagwarantować, że już sama wizyta u szkolnej dyrekcji ("cała szkoła postawiona na nogach, rodzice wzywani, nauczyciele z długimi tyradami") była BARDZO stresująca i pouczająca dla tych chłopaków. Weźmy pod uwagę to, w jakim byli wtedy stanie. Jeśli komuś upalonemu jointem urządzi się wykład, postraszy wyrzuceniem ze szkoły i marną przyszłością, to prawdopodobnie wesołe uśmieszki zamienią się w przerażenie (!) wyolbrzymione dodatkowo o kilka razy, bo tak właśnie palenie działa.
Śmierć szkolnego kolegi autorki bardzo mnie smuci. Ale niestety, nie uniknąłby jej, gdyby potraktowano go w proponowany przez nią sposób. Zmienić cokolwiek mogłaby jedynie szczera chęć pomocy. Rozmowa. Pytanie o powody, dla których ćpa, o ewentualne problemy. Gdyby ktoś nastawiony przyjaźnie zaproponował mu skierowanie się na terapię, czy chociażby wizytę u szkolnego pedagoga, może nie skończyłby w ten sposób. Za to straszenie policją mogłoby najwyżej przyspieszyć cały proceder.
Pozdrawiam.
Czasami jest nawet na odwrót: tak jak w jednym wyznaniu dziewczyna się źle czuła, jednak została oskarżona o branie narkotyków i spędziła w gabinecie dyrektorki kilka godzin pod presją pytań typu "Ćpałaś? Przyznaj się".
Ale często jest też tak jak w tym wyznaniu. Można jeszcze wspomnieć o absurdach związanych ze "zdrową żywnością".
Ja to się dziwię, że nauczyciele w ogóle zareagowali. U mnie w gimnazjum nie raz ludzie przychodzili spizgani i nigdy nikt im nic nie powiedział. xD
U mnie tak samo, dosłownie potrafili siedzieć na ławce 10 metrów od głównego wejścia szkoły i palić gibony, Ci bardziej strachliwi chodzili za salę gimnastyczną. I nikt, nigdy im nic nie powiedział, jedynie jak przechodził bardziej surowy nauczyciel to kazał im to zgasić i nic więcej.
Nie da się przedawkować marihuany...
Chyba, ze kolega X bral cos twardszego.
U mnie w szkole ciągle się trąbi o przemocy. Pedagog szkolna wie, że jeden z kolegów jest wykorzystywany ośmieszany, a i tak nic z tym nie jest robione .
W sumie to oni cpali i to ich sprawa byla co robili i czemu. Wczesniej bylo wyznanie o dziewczynie ktora zostala dziwka bo byla zbyt dumna zeby poprosic rodzicow o pieniadze i pisaliscie tam ze jej cialo moze robic ze soba co chce, wiec nie piszcie tu ze to wina szkoly ze po prostu sie zacpali.
Niby racja ale gdyby wtedy zareagowali może ten X by żył...
Dobrze napisane, mocna końcówka.
Przedawkował? Marihuanę?
W moim gimnazjum przyłapali chłopaka na piciu piwa w szkole ale nic mu za to nie zrobili, bo jego matka jest lekarzem. Dyrekcja wszystko zamiotła pod dywan, tak jakby to się nigdy nie wydarzyło.