#9qLoy
Ostatnio tak się złożyło, że leciałam z bratem. Bardzo mnie zdziwiło, gdy w środku lotu, wyciągnął on z plecaka kanapkę i zaczął wcinać. Zapytałam go więc, skąd ma tę kanapkę. On popatrzył na mnie jak na idiotkę i mówi, że z domu. Ja popatrzyłam na niego jak na idiotę i pytam, jakim cudem wpuścili go do samolotu. I tak patrzymy na siebie, zdezorientowani i nic nierozumiejący.
Ja przez wszystkie te lata mojego podróżowania (a jest to dobre 10 lat), myślałam, że nie wolno wnosić do samolotu żadnego własnego jedzenia. Jak miałam jakąś kanapkę, to wyrzucałam przed odprawą. Przepłacałam na lotnisku, kupując jakieś batony czy czipsy. Jak widziałam ludzi jedzących w samolocie, to byłam pewna, że po prostu kupili to już w strefie bezcłowej.
Jak do tego doszło? Nie wiem.
Trzeba było poczytać przepisy.
Nikt o radę nie pytał, zrobiło ci się lepiej po napisaniu tego?
Pewnie właśnie dlatego nie wiedziałaś o tym, bo często latasz. Ja latam rzadko i przed pierwszym lotem mi powiedzieli, że nie można picia, jedzenia, kosmetyków, leków itp, więc panikowałam czy cokolwiek co chce wziąć można i przeczytałam listę rzeczy zakazanych. Większość co mi mówili, że jest zakazane, nie było.
Też ostatnio przed ostatnim lotem się dowiedziałem, że normalnie jedzenie można wnieść w podręcznym. Latam w miarę regularnie od ponad dekady. Jakoś nigdy nie zwróciłem uwagi, że jedzenia nigdy nie było na liście rzeczy zakazanych.
Też byłam w szoku jak się o tym dowiedziałam.