#9nIfZ
Sytuacja miała miejsce w tramwaju, a właściwie już na pierwszym przystanku. Zaczepił mnie mężczyzna podchodzący pod 40., gość ewidentnie z rejonu Indii czy Pakistanu. Polskiego nie znał, angielski lepiej.
Prosił, żeby przetłumaczyć mu jakiś dokument z fotografii z telefonu, więc grzecznie powiedziałam co i jak - chodziło o jakąś datę dostarczenia dokumentów.
Przyjechał mój transport, więc biorę torbę i plecak, mówię goodbye, ale nie. Okazuje się, że jedziemy razem. Oczywiście siedząc koło siebie. 14 przystanków. Yeey.
Zostaliśmy znajomymi na Fb, opowiedział mi całą historię swojego życia, a jakże - okazał się mikrobiologiem, który współpracuje z armią USA! Po prostu niesamowite.
No nic. Tłok w tramwaju, a my oczywiście szprechamy po angielsku, wszystkie babcie i inne osobistości tramwajowe gały na nas.
W końcu mój przystanek. Próbuję się jakoś grzecznie wyrwać, wysiadam - NIE.
Wysiada ze mną.
Żegnamy się rzewnie, gość zaprasza mnie na jedzenie czy coś tam.
Odmawiam i tłumaczę, że jadę do domu, na pożegnanie zostaję przytulona, po czym gość W KOŃCU sobie idzie.
A ja wkładam rękę do kieszeni - a tam nie ma ani słuchawek, ani telefonu. Zaglądam do torby - nie ma telefonu. Szybka dedukcja - gość zapierniczył mi telefon!
Wołam do niego (akurat przechodził przez pasy), żeby zaczekał. Obejrzał się i poszedł dalej.
Nigdy nie zapomnę tego uczucia w nogach. Biegłam za nim jak Usain Bolt.
Dopadłam go prawie płacząc, żeby mi oddał telefon. Obmacałam go całego, lud się patrzy, ja zapłakana, a telefonu nie ma...
Ściągnęłam plecak. Otwieram... Telefon był w plecaku. Do tej pory nie mogę sobie przypomnieć, kiedy go tam wrzuciłam.
Takiego wstydu to się w życiu nie najadłam.
Gość na szczęście nie zrobił mi awantury, poszedł dalej. Ja natomiast do dziś czuję na sobie wzrok wszystkich ludzi, którzy to widzieli.
Gdyby jakiś obcy gość zaczął mnie zagadywać w komunikacji miejskiej przez dłuższy czas, a potem nie znalazłabym swoich rzeczy, to pomyślałabym tak samo. Nieważne jakiej byłby narodowości, jakiej rasy, w jakim języku by mówił.
Nie lubię natarczywości. Ja bym za 4 przystanki wysiadła
i co, okazal sie tym mikrobiologiem? nadal masz go w znajomych?
jak zwykle brak najwazniejszej informacji
Wątpię, że był mikrobiologiem pracujacym dla armi. Ładny haczyk na podryw.
szprechałaś po... angielsku? xD
Pewnie żony szukał :D
Po pierwsze to typ Ci wcisnął kit z tą mikrobiologią... Oni tak mają, a już na pewno to nie wojskowa mikrobiologia, bo widzisz to jest praca tajna...gdyż dotyczy badań nad bronią bakteriologiczną i nowymi chorobami/ epidemiami itp., co oficjalnie jest zakazane. I jankesi nie wzieliby do tego kodoś kto nie jest z ich kraju, bo to sprawy najwyższej tajności.
O rany, jak oni mnie denerwują. Właśnie ta ich bezpośredniość, nachalność, brak takich obyczajowych hamulców. No i ten ich indo-angielski, masakra...
Inna mentalność. My ich może denerwujemy za nasze ponuractwo.
BlueBlood jakie ponuractwo? To się cywilizacja nazywa. Poza tym to nie my ładujemy im się do kraju, tylko on przyjechał do nas i albo się dostosowuje do konwenansów albo won. Ja nie znoszę takiej hamskiej bezpośredniości.
Nie ma czegoś takiego jak "indo-angielski", jest "hinglish", czyli "hindi"+"angielski". Nie ma czegoś jak język "indyjski" - każdy stan ma swój język i dość często Hindus z Kaszmiru nie dogada się z tym z Tamilnadu, czy Kerali.
@DarkPsychopathII, taaa... Cywilizacja. Odburknięcie komuś na "Dzień dobry" oraz łażenie skrzywionym ze wzrokiem "zabić". Cywilizacja - cywilizacją, ale uśmiech i serdeczność byłoby wskazane. O ile lepiej by się podróżowało.
Ja się kilka razy nie mogłam doprosić, aby mi udzielono pomocy, każdy mnie mijał i traktował jak trędowatą, a zwyczajnie się dusiłam i nie byłam w stanie sobie poradzić, a ludzie patrzyli na mnie w taki sposób, jakby sugerowali, żebym skończyła ze sobą i skoczyła z mostu.
Ja b tak biegła za każdym kolorem skóry, to nie ma znaczenia, gość się przyczepia, opowiada historie w które trudno uwierzyć i obsciskuje na koniec, a Ty nie możesz znaleźć telefonu, też bym uznała że złodziej
Będąc w takiej sytuacji nie zwracałbym uwagi na rasę, a bardziej na jego zachowanie. Nawet jakby był Polakiem to i tak czułbym się niezręcznie.