#9maeb
Ja jednak chciałem mieć królewski widelec tylko dla siebie, więc wyczekałem momentu, gdy nikt nie będzie patrzył, zabrałem widelec i schowałem między zabawki. Później usiadłem na innym miejscu, a tam ktoś zgłosił, że brakuje jednego widelca, co każdy wziął za błąd pani kucharki. Gdy już miałem jechać do domu szybkim ruchem wsunąłem widelec w spodnie, tak aby gumka od spodni go dociskała i żeby nie wypadł. Już w trakcie drogi z zerówki do samochodu babcia zauważyła, że idę jakoś skrzywiony (a to dlatego, że widelec się poluzował). Babci powiedziałem, że to dlatego, że mnie brzuch boli, i jakoś do domu dojechałem.
Później nikt nie wiedział skąd się wziął zupełnie inny widelec w domu, a ja mogłem być królem codziennie.
Czy chodziliśmy do tego samego przedszkola? Sam pamiętam jak rzucaliśmy się na sztućce, abyśmy mogli powiedzieć "Mam z koroną!"
Chyba w wielu przedszkolach tak Było, bo u mnie też, a nie jest możliwe żebyśmy chodzili do tego samego przedszkola xd
A skąd wiesz, że nie? :v
U mnie w przedszkolu też się walczyło o zostanie Królem/Królową :)
GeddyLee jesteśmy z różnych miast i jesteś ode mnie kilka lat młodszy. Nie pytaj skąd wiem. :x
@Whereru zaczynam się bać.
Czekam na rozwinięcie akcji ;D jak dużo Whereru wie o Anonimowych ;)
Może Whereru to ta osoba, która ma specjalny zeszyt, gdzie wypisuje nicki anonimowych! A później dopisuje do nich informacje na ich temat, którymi dzielą się w komentarzach. 🙃
Nie jestem ta osoba. ;)
Albo jestem tak stara, że nie pamiętam takich szczegółów...albo w moim przedszkolu nie było widelcow. Pamiętam dania jedzone łyżka i tylko takie.
JestemCzarnymKotem to były LaczkiZDupy
Haha dobre xd
U nas w przedszkolu też były "lepsze" i "gorsze" sztućce :D Najgorsze były te gładkie z kanciastymi końcówkami, a najlepsze z paskiem i zaokrąglonym końcem. To, jakie sztućce kto dostanie zależało od znajomości z aktualnymi dyżurnymi :)
Jak byłam w przedszkolu pamiętam, że też była wojna o królewskie widelce.
Dzieci przez pewien czas uwielbiały klocki typu Cliks i przychodziły specjalnie wcześnie, żeby mogły je zająć.
Jednak największe spory były o klocki wafle. Najczęściej to pewna grupa chłopców bawiła się nimi. Jeżeli ktoś chciał się nimi "pobawić" to prosił chłopców, żeby go zabudowali 😂
Zabawne wyznanie. Ciekawy pomysł na bycie królem:D
U nas to były kubki z herbatą/kompotem c: Kto zamiast cyferki miał na spodzie napis "KIG" - mógł zostać zwierzątkiem przy zabawie w dom. Było ich zazwyczaj ze dwa, czasem były trzy, czasem jeden. Dość szybko wyczailiśmy, że te kubki z napisem są dosłownie odrobinę niższe, co przy 20-paru kubkach zebranych w jednym miejscu było wyraźnie dostrzegalne, więc zawsze przy śniadaniu trzeba było wykazać się spostrzegawczością i szybkością reakcji c:
W następnym roku uznaliśmy że skoro każdy chce być pieskiem, to bawmy się w pieski. Od tej pory loteria kubków KIG straciła na znaczeniu, ale wciąż je bardziej lubiłam i wciąż je wspominam c:
PS. Już ja was znam, zboczuchy, zmartwię was - zabawa nigdy nie musnęła nawet o tematykę seksualną. Za to niektóre dziewczyny udawały samce, żeby inne dziewczyny mogły mieć "chłopaków" ;D W sumie w zabawie niczego to nie zmieniało, ale było się lepszym jak się miało parę, nie xD
U mnie była ta sama zabawa, tylko z tą różnicą ze przed posiłkiem każdy losowal widelec z takiego koszyka 😃
Fajne
U mnie w przedszkolu były widelce z zaokrąglonym końcem i takie z kanciastym. Rywalizlwano o te drugie, bo było ich mniej.
Szkoda tylko, że skutek tej rywalizacji był taki, że osoby mające "kwadraty" bawiły się tylko między sobą.
Ja kiedyś pacholęciem w podstawówce będąc znalazłem łyżkę na dworze. Była w bardzo dobrym stanie, toteż po umyciu służyła mi jako tylko moja przez wiele lat. Do dziś gdy przyjeżdżam do rodziców to jem tylko moją łyżką.