#24NtI
To był grób dziecięcy. Było na nim moje nazwisko i data urodzenia, a data śmierci z tego samego dnia, tego samego roku.
Do dziś zastawiam się nad sensem tego co widziałyśmy. To małe miasteczko. Jakie jest prawdopodobieństwo, że tego samego dnia co ja urodziła się i zmarła jakaś dziewczynka, nazywająca się tak jak ja? Mam dreszcze.
Spytaj rodziców?
Moja teoria jest taka, że ich córka umarła w dniu porodu, więc adoptowali ciebie jako "zamiennik" (choć to słabe słowo). Co nie zmienia faktu, że jesteś ich dzieckiem! Najważniejsze: zapytaj ich
Doceniam nieszablonowe myślenie, ale zupełnie przypadkiem adoptowane dziecko urodziło się tego samego dnia? Dość mało prawdopodobne.
Nie musiała tego samego dnia. Przecież może być dwa czy trzy tygodnie starsza
No ale przecież jest wyraźnie napisane, że urodziły się tego samego dnia.
Dziecko które leży na cmentarzu mogło umrzeć przy porodzie, natomiast dziewczynka urodzona tego samego dnia została zostawiona w szpitalu przez rodziców.
Aby zrekompensować sobie stratę i nie narażać tego dziecka na ciężkie życie została adoptowana oraz nadano jej imię takie same jak zmarłemu dziecku.
@TrebaczKleptoman - mogło tak być, ale przeanalizujmy konkrety:
Po pierwsze: średni szpital obsługujący 100 tys. obywateli przekłada się na ~3 porody dziennie, rekordowe w tym zakresie szpitale po województwach rzadko przekraczają średnią 7-8 dziennie. Z tego ponad połowa urodzonych to chłopcy. Odsetek dzieci oddanych do adopcji nie jest też wielki.
Po drugie: strata dziecka to bardzo silny szok emocjonalny. Poszukiwanie dziecka do adopcji w tym stanie (a okazja sama raczej nie przyszła parę metrów obok, co masz udowodnione powyżej) byłoby możliwe chyba tylko w akcie desperacji, a desperatom nikt dziecka nie pozwoli oficjalnie adoptować.
Podsumowując - pieniędzy na tę teorię bym nie postawił ;).
@dexterone Ja tylko snuję domysły. Na pewno jest to bardziej prawdopodobne niż to że w małym mieście (załóżmy <15 tys) tego samego dnia urodziły się dwie dziewczynki, które zostały tak samo nazwane.
Teoretycznie też zostawione dziecko mogło się urodzić w innym szpitalu i szukali kogoś do adopcji na już, więc znaleźli się rodzice autorki. Z innej strony każdy też przeżywa śmierć dziecka w inny sposób jak chociażby przez niemożność zaakceptowania tego, że go niema
Moja mama leżała w szpitalu z jedną Panią, okazało się że będą rodzić w ten sam dzień, godzine po sobie. Kilka lat później okazało się, że dziewczynka urodzona tego dnia mieszka na tej samej ulicy co ja :) Dowiedziałam się o tym jak zaczęłyśmy się przyjaźnić i nasze mamy się spotkały. Czyli jednak cuda się zdażają ;)
TrebaczKleptoman czy to na pewno bardziej prawdopodobne? Myślę, że wprost przeciwnie.
Kiedy moja kuzynka brała ślub, kilka dni wcześniej, w tym samym kościele był ślub kobiety o takim samym imieniu i nazwisku, nawet w podobnym wieku. Do tamtej pory nawet nie wiedzieliśmy o jej istnieniu, a mieszkała w niedaleko, na innej wsi. Takie rzeczy się zdarzają.
Jeśli autorka nie nazywa się bardzo nietypowo, a nic o tym nie napisała, to ta sytuacja wcale tak mnie nie dziwi. Na jej miejscu też poczułabym się dziwnie, ale raczej nie ma sensu szukać w tym czegoś więcej niż przypadku.
A może autorka miała siostrę bliźniaczkę? Przy porodzie jedna umarła, a rodzice z jakiegoś powodu zdecydowali się nazwać je tak samo, może żeby zapomnieć o stracie albo chcieli to przed kimś ukryć.
A może jej matka urodziła bliźniaczki? Jedna zmarła właśnie przy porodzie i to jej chciano dac imię, które posiada autorka, ale może matka chciała mieć córkę o danym imieniu i drugiej siostrze też dała tak samo na imię. U mnie na cmentarzu jest grobek trzech sióstr: Teresa, Helena, Teresa. Rodziły się co 2 lata i żyły okolo roku. To tylko taka moja teoria
Może tak naprawdę to Twój grób, jesteś duchem i tylko Ci się wydaje, że żyjesz, a Twoja przyjaciółka ma grób obok? ;) A tak serio, skoro to małe miasteczko to zapytaj rodziców :)
Blizniaczka?
Bliźniaczka nie miałaby tak samo na imię.
Do aż takich wniosków bym nie dochodził, ale jak @Docha uważam, że warto zapytać rodziców. Jeśli to małe miasteczko, całkiem prawdopodobne jest, że i autorka, i zmarłe dziecko rodziły się w tym samym szpitalu. A rodzice mogą pamiętać, kogo spotkali na oddziale położniczym.
@Docha - niżej jest "dziewczynka, nazywająca się tak jak ja", a w języku polskim mamy "nazywać się - nosić dane imię, nazwisko lub nazwę, być znanym pod tym imieniem".
Poza tym myślę, że większość czytających uznała, że zbieżność tylko daty i nazwiska (bez imienia) nie byłaby wcale na tyle wyjątkowa, żeby pisać o tym wyznanie.
100-procentową pewność ma jednak tylko autorka.
Wergil może mieć rację!
Dlaczego minusujecie Doche, skoro ma rację? Autorka podała, że na nagrobku jest jej nazwisko i data urodzenia, nie napisała nic o imieniu, więc teoria z bliźniaczką wydaje mi sie najbardziej prawdopodobna.
Gdyby tam było inne imię niż imię autorki, to raczej nie pisałaby o nim "mój nagrobek", czyż nie?
Przecież wyraźnie napisała, że na nagrobku jest jej nazwisko i data urodzenia! I dlatego to dla niej dziwne, bo to małe miasteczko i taka zbieżność jest dziwna. Jezu czytajcie ze zrozumieniem...
Ale jest też napisane “mój nagrobek” czyli wydaje mi się, że imię na nim było takie, jak imię Autorki
Jeżeli masz popularne nazwisko, to może się zdarzyć. Mam znajomego którego kiedyś zatrzymała policja - imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia takie samo jak kogoś kogo szukali, w dodatku nieduża miejscowość.
Znam osoby, które mają takie samo nazwisko, imię zaczynające się na tą samą literę i urodziły się tego samego dnia w tym samym szpitalu, chociaż nie są ze sobą spokrewnione, więc też myślę, że to przypadek 😀
Przy adopcji dziecka, tworzona jest nowa metryka. Nowy dokument zawiera nowe imię i nazwisko, a także zmieniona datę urodzenia, jeżeli nie można było tego wcześniej ustalić.
Daj nam znać jak się dowiesz o co chodzi 😉
Przypadki się zdarzają. Ja przykładowo na wikipedii odnalazłem ruska (służącego w nkwd), który imię oraz drugie imię miał identyczne jak moje (po przetłumaczeniu na nasz język), a nazwisko różniło się jedną literą. Umarł on w dniu w którym ja się urodziłem, tyle, że 50 lat wcześniej.
Ja studiowałam z dziewczyna, której pierwsze i drugie imie oraz nazwisko miała takie samo jak moje, do tego oba imiona naszych ojców były takie same. Przy dziadkach pierwsze imiona były takie same, dopiero drugie sie różniły, także mozna ;)
Pierwsza bliźniaczka nazywała się jak ty, ale niestety zmarła. Ty o odziedziczyłaś jej imię.
Mogło to być zbieżność nazwisk