#9h7X0

Jakiś czas temu zamieszkaliśmy na piętrze w domu wielorodzinnym - 4 rodziny na jedną klatkę, wysoki parter i jedno piętro. Nasz balkon i balkon sąsiadów dzieli +/- półtora metra, przez które przebiega szeroka rynna.

Któregoś dnia córka (8 lat) woła: mama, mama, kitku na balkonie!
Patrzę, rzeczywiście, w miejscu na donicę wyleguje się a'la chleb, biało-rudy kot. Córka ma lekką odmianę autyzmu, problemy z nawiązywaniem kontaktów, ale z naszym kocim gościem złapała niesamowitą więź. Gość również ją polubił, przychodził codziennie, siadali oboje w progu drzwi balkonowych, kotek mruczał, a córka cichutko, pod nosem, nawijała jak nigdy wcześniej do swojego kumpla.

Kotka okazała się własnością sąsiadów. Nie wiedzieli, że kot przełazi do nas po rynnie i od razu zapytali, czy nam to nie przeszkadza. Córka z Gruszką zaprzyjaźniona od dawna, więc mówię że nie, kotek jest mile widziany, niech się czuje na naszym balkonie jak u siebie. Z czasem nasza przyjaźń na tyle urosła, że gdy sąsiedzi wyjeżdżali, opiekowaliśmy się Gruszką, a gdy było trzeba - oni naszą córką.

Któregoś dnia córka przybiega w spazmach - poszła na balkon, czekając na wizytę Gruszki, ale kotki nie ma, mimo idealnego nasłonecznienia. Wyjrzała za murek sprawdzić, czy drzwi na balkon sąsiadów otwarte... a tam bezwładna kotka nabita na pal. Dosłownie. Sąsiedzi byli w pracy. Mąż mało nóg nie połamał, ale wyszedł po tej rynnie i ściągnął go w nadziei, że da się uratować. Niestety Gruszka skonała w ramionach córki.

Winowajczynią okazała się starsza pani z piętra niżej. Zaczaiła się pod aluminiową rynną i nabiła kota na "dzidę" z bambusowej ogrodowej tyczki, bo, uwaga:
- Kocica podła robi hałas!!!
- Gzi się po rynnie!!!
- To drażni jej pieska!!! (pies głuchawy, ślepawy i drze paszczę przez ok. 75% doby tak na zapas)
- To  ją drażni!!!
- Szczyl z downem skowyczy z tym kocurem cały dzień!!!
- Tylko sataniści lubią koty!!!
- Mamy stąd wyp***dalać, ona nas nie chce w JEJ DOMOSTWIE!!!

Tyle ile razy stałam na balkonie, nigdy nie słyszałam nawet szmeru, gdy nas Gruszka odwiedzała. Rynna szła po boku budynku. Córka siedząc z nią dosłownie szeptała tak, że dopiero gdy podchodziłam bardzo blisko słyszałam, że w ogóle coś mówi. Dopóki przypadkiem w rozmowie z sąsiadką nie usłyszałam, że mają kota, w życiu bym się nie domyśliła po odgłosach zza ściany. Dom jest własnością 4 rodzin.

Pani podobno wytruła swojego czasu niemal każdego kota z okolicy. Dowodów na jej winę nie mamy, bo najpierw chcieliśmy ratować kota, a potem pomyśleliśmy o dokumentacji. Sąsiadom było potwornie przykro, oboje chodzili jak struci bardzo, bardzo długo. Ale tydzień po śmierci Gruszki sąsiadka zastała na balkonie swojego rozdartego psa - uduszonego. Nikt jej nie współczuł.

Minął rok, córka nie mówi wcale, mimo terapii.
Softkitty1 Odpowiedz

Biedne dziecko i biedny kot. I biedny pies bo pośrednio też padł ofiarą tej złej, opętanej baby. Serio ludzie jak można być tak podłym i okrutnym.

JestemCzarnymKotem

Nie mieści mi się to w głowie. Podłość ludzka nie zna granic.

Softkitty1

Wiesz co, też tak mam, że w chwili gdy mam wyobrazić sobie, że katuje dziecko lub zwierzę to mam taką blokadę w głowie. Nie mogę i już. Zwierzaki lubię, dzieci hmm bardziej neutralnie traktuje i nie mogłabym ich pobić bo np są hałaśliwe. I nie chodzi o więzienie itp tylko nie zmusilabym się do tego. Później wyrzuty sumienia by mnie dobiły.

AnonAnonimowy

Dzieciak teraz będzię miał niezłe problemy psychiczne, bo jest dużo wrażliwsza od innych

cherriesandwine Odpowiedz

Mogli sąsiadkę z dołu udusić, czego ten biedny pies winny.

little38 Odpowiedz

ale co pies był winien?

gwynbleidd

@TrvskawkaNaTorcie, prawdziwy Sherlock z Ciebie. Ale to nadal nie pies był winny, więc zabijanie go było tak samo obrzydliwym posunięciem, jak zachowanie sąsiadki.

Silas

Kiedyś usłyszałem taką maksymę: "Na wojnie nie ma podziału winni-niewinni, jest tylko podział my-oni". Wiem, to okrutne, ale tak właśnie jest.

Retove

@little38 Nie wiadomo czy to sąsiedzi. Jeżeli kobieta jest taka do każdego to mogła zajść za skórę wielu osobom.
Szczekający większość dnia pies też mógł być dla kogoś przeszkodą...

Matylda007 Odpowiedz

Nie mówię żeby od razu kupować kociaka, bo wiadomo że mała nie musi na niego tak samo zareagować ale (jeśli tego nie zrobiliście) poszukajcie terapii ze zwierzakami kotkiem, psem, może koniem? Warto spróbować może mała znowu nawiąże jakąś relację z innym zwierzakiem a pod okiem terapeuty dawało by to więcej niż glaskanie zwierzaka na balkonie.
Trzymajcie się cieplutko!

AmziToIzma

Bardzo popieram. Wielu chorym dzieciom pomagają kontakty ze zwierzętami (czego przykładem jest nawet przyjaźń córki Autorki z kotkiem), dlatego może rzeczywiście warto pomyśleć o terapii z ich udziałem... Z tego, co wiem, są nawet np. psy terapeuci dostępne dla ludzi, specjalnie szkolone, tylko taki pies raczej sporo kosztuje... :/ chociaż tego nie sprawdzałam, ale tak mi się wydaje, biorąc pod uwagę to, że jest wyszkolony i przygotowany... Ktoś się może orientuje, jak to jest z takimi zwierzętami- terapeutami?

LittleDeer

@Matylda007 Bała bym sie zaadaptować kota po takiej sytuacji,ale z koniem sobie nie poradzi , a mówiąc powaznie popieram autorke komentarza

Promp

Też zgadzam się z pomysłem przyjęcia kota dla małej. Polecam również, aby był to kot albo wychowany od małego do mieszkania w domu, albo taki co nie lubi wychodzić. Tak by niestety nie padł ofiarą głupich ludzi.

Matylda007

Nie rozumiem minusów przy komentarzu @LittleDeer to był żart i nie miał chyba złych Interncji ale nie o tym...
Tak ogólnie to byłam dzieckiem z zaburzeniami (byłam bo teraz kiedy mówię o tym ludzie wręcz twierdzą że kłamie i że nie moglam być chora) nie były to zaburzenia autystyczne co prawda, ale na oddziałach przebywałam z takimi dziećmi i wiem jak zwierzaki wpływały na mnie i na nich. Sama pracowałam z dziećmi i mieliśmy koniki i nawet ciężko opisać jak chorzy odwiedzający reagowali na obecność zwierząt! Dziwi mnie że nie jest to tak popularne bo jak opowiadałam rodzicom o tego typu terapiach byli w szoku... a jeśli cjpdzi o obawy przed tym "człowiekiem" postarajcie się ukarać ja w legalny sposób... tacy ludzie raczej nie wstydzą się swoich zachowań niejednokrotnie chełpią się nimi więc może spróbujcie nagrać?
Życzę dużo wytrwałości, bo jestem "ciężkim przypadkiem" i wyszłam na prostą. Nie poddawajcie się nigdy!

amnestia Odpowiedz

Mam wrażenie, że uduszono nie tę sukę, co trzeba. :v

pracoholiczka

12/10 hahahahhah :)

CindyCin Odpowiedz

Jestem chrzescijanką i mam 3 koty. Ta pani jest po prostu jebnięta. Jak mozna nabic na pal bezbronne zwierze? Sama jest satanistką skoro sie tak zachowuje.

sygnia

Może ten kot miał być złożony w ofierze przez sąsiadkę

Matylda007

@nikaaanutella to, że baba z wyznania utożsamia koty z satanistami

Mojanazwauzytkownika Odpowiedz

Zakupiłabym zajebiście ciężkie buciory, obila blachą i rozpoczęłabym naukę stepowania. Ciekawe co by zrobiła.

DagurSzalony

Komentarz mega, umieram ze śmiechu 😂
Ja to bym się uczył na perkusji grać 👌

OMBoze

Nic byś nie zrobiła ;)

PaniczFoch Odpowiedz

o ku*wa nie chcę już żyć na tej planecie

niechcedorastac Odpowiedz

Co jak co, ale ten kto udusił psa, przesadził... Trzeba było babce uprzykrzyć życie w inny sposób

Nafesa Odpowiedz

Nagrajcie ją jak przyznaje się do winy! Trzeba ją jakoś podejść, schować kamerkę i poprowadzić rozmowę tak, aby powiedziała co zrobiła! Na policję z tym. Niech baba zapłaci za morderstwo.

Zobacz więcej komentarzy (34)
Dodaj anonimowe wyznanie