#9d72G
Tego dnia miałam tak kiepsko umówione korepetycje, że zaczynały się równo o godzinie, o której kończyłam lekcje. Niby daleko nie miałam, no ale nie teleportuję się przecież, musiałam mieć czas żeby tam dotrzeć. Ostatni był wf, nie ćwiczę, no to myślę sobie "Co mi tam, spytam panią, może mnie wypuści". O dziwo się zgodziła i zyskałam w ten sposób 20 min. czasu. Jako, że tak dużo nie potrzebowałam, weszłam do łazienki na parterze, położyłam plecak na parapecie w otwartym oknie i zaczęłam poprawiać włosy. W momencie kiedy chciałam włożyć szczotkę z powrotem do plecaka niechcący go popchnęłam i mój kochany tornister z hukiem wylądował na zewnątrz. W plecaku miałam portfel, telefon, a żeby do niego dotrzeć "legalną" drogą musiałabym biec przez całą szkołę. Wolałam nie ryzykować, więc podążyłam w ślady mej torby przez okno.
Ledwo moje stopy dotknęły ziemi nad moim uchem rozległ się krzyk "TAK SIĘ ZE SZKOŁY WYCHODZI?!". Mało nie padłam na zawał. Odwracam się i mym oczom ukazuje się najwredniejsza sprzątaczka na tej planecie. Złapała mnie za ramię i ciągnie do szkoły: "Ja was nauczę! Wagarować się pannie zachciało?! Tak?! Zaraz idziemy do dyrektorki!". Byłam tak przerażona, że aż nogi mi odmówiły posłuszeństwa i glebnęłam jak długa.
Upadek zaowocował wyzwoleniem jakiegoś instynktu zamozachowawczego, bo ledwie się podniosłam a pomknęłam niczym Usain Bolt, do najbliższej bramy. Krzyki sprzątaczki słychać było jeszcze dłuższą chwilę. Od tej pory większość przerw spędzam w kiblach, żeby się na nią nie natknąć.
To jak ja szłam na wagary z koleżanką, to zobaczyłyśmy matematyczkę, z którą miałyśmy ostatnią lekcję... zamiast powiedzieć "dzień dobry", to odwróciłyśmy się zaraz przed nią i zaczęłyśmy się szybkim krokiem wycofywać w krzaki. Nawet się lekcje nie zaczęły, a już rozbrzmiały telefony....
Miałam podobnie:)
Dobrze że niedługo koniec roku !
Mam nadzieję, że był to parter. :)
"weszłam do łazienki na parterze" ...