#9ZiiE
Umieściłam ogłoszenie na uczelni – oczekiwałam listu motywacyjnego. Chętnych było sporo, bo w końcu coś płatnego. Listy motywacyjne były jak kopiuj-wklej z pierwszego internetowego szablonu. „W ODPOWIEDZI NA PAŃSTWA OGŁOSZENIE...” bla, bla. Wszyscy okazali się fanami mleczarstwa, sery to ich pasja, pragnienie rozwijania się w „serotwórstwie” (oryginalne nazewnictwo) wprost z nich kipiało. Parę maili dostałam z adresów typu rozowapoziomka@ oraz kocykowaciapa@ (pozdrawiam was serdecznie). Zaprosiłam paru fanatyków i wielbicieli serów na rozmowę, jednak 3/4 z nich nie wiedziało, czym jest serwatka – łącznie z panią, która pisała pracę na temat jej zastosowania w przemyśle. Pan „Sery i serowarstwo od zawsze są tym, co mnie napędza” przyznał się, że ściągał na wszystkich egzaminach, ale z radością nadrobi swoje braki w wiedzy.
W końcu zatrudniłam Natalię. Natalia miała przeciętną wiedzę teoretyczną i zerową praktyczną, ale wyglądała na pracowitą. Tyle tylko, że paliła. Jak powiedziała na rozmowie – jednego rano, jednego wieczorem i czasem na imprezach. W praktyce paliła jednego co piętnaście minut, a że zdjęcie ubrania roboczego trochę zajmuje, to łamała wszystkie zasady BHP. Podziękowałam jej, jak w fartuchu poszła do monopolowego po lighty mentolowe. Była oburzona, no bo przecież „na sery i tak wieje powietrze i bakterie się dostają”. Potem był Bartek, który jako jedyny coś wiedział. Miło się z nim pracowało, dopóki pewnego dnia nie odkryłam, że coś mi się nie zgadza z ilością produktów. I słusznie – Bartek część wynosił. Oddał to, co zdążyłam mu zapłacić, a ja nie zadzwoniłam na policję.
Teraz pracuje ze mną Marysia, która nie skończyła technologii, ale szkołę gastronomiczną. Wiedzą przebija większość kandydatów-pasjonatów i... kurczę, ludzie, nie wiem, co wy robicie na tych studiach, ale fakt, że potraficie ściągnąć na egzaminie z podstaw produkcji roślinnej, nie oznacza jeszcze, że jesteście inżynierami. Nie ma wiedzy = nie ma pracy, nawet z inż. przed nazwiskiem.
No, chyba że u rodziców ;)
,,Wszyscy okazali się fanami mleczarstwa, sery to ich pasja, pragnienie rozwijania się w „serotwórstwie” (oryginalne nazewnictwo) wprost z nich kipiało." Trendy w rozmowach kwalifikacyjnych nakazuje tak się zachowywać. Nie możesz szczerze powiedzieć, że chcesz pracować dla pieniędzy. Gdy pytano mnie na rozmowach dlaczego chcę tu pracować, to odpowiadałam szczerze, że potrzebuję pieniędzy, a wybrałam to miejsce, ponieważ było dostępne w ogłoszeniu. Zarobiłam łatkę przemądrzałej.
Tak i najlepszym sposobem żeby dostać najwięcej takiego zachwalania jakim to się nie jest pasjonatą danej branży, jest zazyczenie sobie listu motywacyjnego. Ciekawe co Marysia po szkole gastronomicznej napisała w swoim liście motywacyjnym ;)
Jak oczekujesz listu motywacyjnego do PRACY (tak praktyki to też praca) za minimalną, może nawet poniżej to czego się spodziewałaś? Plus, nie oszukujmy się, twoja branża nie jest jakoś wybitnie fascynująca. To taka typowa praca, do której przychodzi się odbębnić 8 godzin i tyle. Nie mówię, że to źle, po prostu stwierdzam fakt
Studia w większości nie uczą praktyki, to tylko teoria w większości przypadków.
Jakie to studia uczą praktycznego podejścia do tworzenia wyrobów mlecznych?
Mądry pracodawca szuka pracownika z umiejętnościami i doświadczeniem (najlepiej w różnych dziedzinach). Sam papier czasem nadaje się tylko do podtarcia.