#9NBXw
A więc zacznijmy od początku.
Nazwę się Henio. Henio ma 19 lat i marzy o tym, żeby zostać żołnierzem. Biega, skacze, pakuje na siłowni, skończył liceum ogólnokształcące z wysoką średnią, z matur osiągnął wysokie wyniki.
Po wielu dniach oczekiwań, przesyłania, odsyłania, dosyłania papierów we wszelkie potrzebne miejsca otrzymuję list - wezwanie na badania lekarskie do oddalonego o ponad 200 km miasta. Chcąc nie chcąc pakuję się w samochód i udaję w podróż.
Podczas badań jestem prześwietlany z każdej strony, zęby, kręgosłup, "opuść gacie, pochyl się, kaszlnij" itp. itd., badania ciągną się godzinami, jednak jestem zmotywowany. Zmęczenie daje już powoli o sobie znać, ale do końca zostało jeszcze tylko jedno, proste badanie i potem już tylko oczekiwanie na wyniki.
Badanie moczu, a właściwie oddanie próbki moczu do przebadania.
Wchodzę do gabinetu. (UWAGA WAŻNE! Jest środek zimy, mam ze sobą grubą kurtkę i bluzę, a w gabinecie jest dość gorąco).
W środku dwie pielęgniarki. Jedna z nich wygląda na starą wyjadaczkę w swoim zawodzie - starsza, nieprzyjemna, druga jakby jej przeciwieństwo, młoda, ładna, uśmiechnięta. Na wstępie otrzymuję malutki kubeczek - wiadomo.
Stoję, z kubeczkiem w jednej, z kurtką w drugiej ręce. Starsza pielęgniarka już lekko poirytowana tym, że niezbyt szybko reaguję, wskazuje na drugim końcu gabinetu, w stronę kaloryfera.
(Starsza) - No, proszę.
Ja już lekko zdezorientowany, z niesamowitym zdziwieniem w głosie
(Ja) - Taaaaaaam?
(St) - No szybko, szybko!
No to ja hop (nadal niesamowicie zdziwiony) przechodzę na koniec gabinetu, rzucam kurtkę na leżące obok łóżko, kubeczek w jednej ręce i jazda. Jedyne co miałem w tej chwili w głowie to jak nasikać tyle, żeby się nie przelało, no i oczywiście, żeby ''trafić''.
Nagle za moimi plecami słyszę krzyk, pisk.
(St) - CO PAN ROBI?! JA TU LUDZIOM KREW POBIERAM?! OD 40 LAT W ZAWODZIE I CZEGOŚ TAKIEGO NA OCZY NIE WIDZIAŁAM!
Dalej wydaje z siebie nieokreślone dźwięki i wybiega na korytarz. Do sali zaglądają zaciekawieni okrzykami pacjenci i co widzą?
Prawie dwumetrowego faceta, który stoi z napełnionym do połowy kubeczkiem na mocz w jednej ręce ze skupionym wyrazem twarzy i zanoszącą się śmiechem młodą pielęgniarkę. Spojrzeń, jakie towarzyszyły mi w momencie opuszczania gabinetu i krzyków pielęgniarki nie zapomnę do końca życia.
PS Przy kaloryferze był wieszak, na którym miałem powiesić kurtkę, nie oddać próbkę :/
Bezrefleksyjnie wykonuje polecenia. Idealny żołnierz.
Nienawidzę lekarzy, którzy mówią tak jakby wszystko było oczywiste.
Nie za mądry taki, do wojska w sam raz.
Henio dobry. Henio idealnie pasuje do wojska.
Jak mnie niesamowicie zirytował ten styl narracji. Henia miał, Henio marzył, biegał, skakał..... Mogłeś pisać normalnie ja o nie używać żadnych imion, również zmyślonych.
To tylko 2 zdania, nie przeżywaj.
A wpis tutaj to Ci siostra zredagowała?
Nie łatwo mnie rozśmieszyć. Gratuluję. Ładnie też napisane. Naprawdę miałeś dobrą średnią w liceum