#9DbhH
Oddział dziecięcy jest do lat 14, młodzieżówka od 15. Brakowało mi paru miesięcy do ukończenia 15 lat, więc trafiłam piętro niżej. Położono mnie na szybko do jakiejś sali i tam spędziłam noc.
Na stołówce wisiała wielka kartka "Pacjent ma prawo do:...". Oczywiście, jak dzieci używały tego argumentu, piguły śmiały się im w twarz.
- Proszę pani, ale my mamy prawo do..
- HA! Wy nie macie ŻADNYCH praw!
Mogliśmy mieć swoje koszyki, gdzie mogliśmy odkładać różne słodkości od rodziny. Mogliśmy również dostawać jakieś zalewane ryże, kaszki, kisiele. Rodzicom zapewniono, że będzie można to zjeść. Jednakże tak nie było, w dodatku w dniu opuszczania więzienia okazało się, że wszystkie tego rodzaje słodycze magicznie zniknęły oraz wyjaśniło się, czym pielęgniarki się tak zawsze zajadały :)
Niektórzy mogli chodzić na spacery już po 3 dniach pobytu na oddziale (skąd po tak krótkim okresie czasu wiadomo, że nie zwieją?), a ja po miesiącu nadal miałam zakaz (z niewiadomych powodów, nie było ze mną źle, nawet schizofrenicy sobie wychodzili po tygodniu). Można by powiedzieć, że oszalałam w przybytku, który miał zapobiec szaleństwu - desperacko przeciskałam przedramię przez uchylone okna i kraty, aby poczuć słońce i wiatr - często przy tym płakałam.
Krzyczano na nas, szarpano te mniejsze dzieci (mnie się nie tykano, bo byłam wyszczekana). Wpinano w pasy, kiedy pacjent czuł się smutno, zamiast mu pomóc rozmową z psychiatrą. Dawało się syropek XDD hydroksyzyny, który na nikogo nie działał i zapinano w pasy. Leżało się na wznak po parę godzin lub całą noc. Ja na szczęście z nich wychodziłam, ale nie wszyscy to umieli.
Był zakaz przytulania, nawet jak ktoś płakał.
Wisienka na torcie. Przy rozmowie z matką powiedziałam jej w żarcie, że można się powiesić na sznurówkach. Cóż.. nie mam wyczucia ;). Ona się tym serio zmartwiła i poszła powiedzieć pielęgniarkom, żeby mi zabrały trampki. I tylko tyle. Kiedy wróciłam do sali, zastałam straszny widok. Kilka piguł i "pani psychyjatra" wrzucają wszystkie moje rzeczy jak leci - ubrania, mydło, kredki, pluszaka - do WIELKIEGO, CZARNEGO WORA. Wpadłam w panikę, zaczęłam krzyczeć, płakać, prawie zwaliłam szafę szarpiąc się. To było ostateczne upokorzenie. Musiałam dosłownie BŁAGAĆ piguły, aby się zlitowały i pozwoliły mi wziąć podpaskę albo bieliznę na zmianę. W mojej sali został tylko goły materac. Nawet szafkę zabrano. Moja matka zrobiła aferę i rzeczy mi oddano. Przy wypisie na żądanie, psychiatra (tak, ku*wa, PSYCHIATRA) była dumna, że zabrano mi rzeczy. Powiedziała:
- To ją nauczy!
Tak oto, z ofiary zrobiono wariatkę, przy okazji pogarszając jej stan.
Co się dzieje w tych czasach, że pielęgniarki w psychiatryku są bardziej chore psychicznie od pacjentów..
Jezu, czytałam tyle historii o powalonych szpitalach psychiatrycznych z przeszłości, że to "w tych czasach" mnie razi.
Bała bym się dać zamknąc w podobnym.
W przeszłości było o wiele, wiele gorzej.
Kim jesteś, marna podróbko? ---.---
W większości to fałszywe wyznania, bo wiecie psychiatryk to musi być mrocznie. Tak w rzeczywistości to normalne szpitale są. Czasem się takie rzeczy zdarzają, ale no wszędzie można natrafić na powalone osoby
Do psychiatryków daje sie tylko chore psychicznie osoby, a dopiero potem dzieli na pacjentów i personel ;>
Albo "kto pierwszy złapie fartuch ten lekarz" :)
Mój kolega tam pracuje. Jest w miarę normalny. Taki trochę wariat, ale pozytywny :)
Wydawało mi się, że w każdym psychiatryku trzeba oddać sznurówki, podobnie jak kable od telefonu itp. Właśnie, żeby zapobiec powieszeniu się pacjenta.
+ temperowki i maszynki do golenia
Mi nie zabrali ani sznurówek, ani paska od szlafroka, ani nawet temperówki - osobie po próbie samobójczej, kiedy innym zabierali szydełka. Brawo :)
Mój kuzyn też był w takim "szpitalu". Ciotka zrobiła awanturę pielęgniarkom za zabieranie słodyczy ale one i tak robiły co chciały. Szkoda, że ciotka nie skupiała się wtedy na ważniejszych sprawach...
Jak miałem blok na psychiatrii widziałem jak lekarz przez uchylone drzwi podejrzał pielęgniarkę, która kradła pieniądze pacjentom (część pacjentów ma wydzielane małe kieszonkowe do sklepiku).
To co się potem zdarzyło było deczko gorszące. Ponoć to nie był pierwszy raz, ale nie było świadków z personelu, a zeznania pacjentów którzy ją na tym przyłapali, no cóż nie były traktowane jako wiarygodne. A ona wyszczekana siksa.
W każdym razie lekarz złapał ją za włosy, dosłownie wywlókł z oddziału i kopami przegonił po korytarzu.
Nasze wątpliwości że ona może się skarżyć, skwitował tylko "niech spróbuje, to ją tu zamknę. Jak będzie fikać, to jej wytoczymy sprawę, bo na podstawie jej fałszywych zeznań zmienialiśmy leczenie...".
@Martwy
Ooo spodobała mi się postawa tego doktora! :)
Z tymi sznurówkami się nie dziwię , jakby moje dziecko (z myślami samobójczymi )przebywające w psychiatryku, zażartowało, że możne się powiesić na sznorowkach też bym się przestraszyła.
Przypomina mi się mój psychiatryk w Zaborze, patologia.
a to nie o nim przypadkiem opowiadała autorka? bo jakoś widzę dość duże podobieństwo w tym szpitalu do tego opisywanego w wyznaniu...
Srebrzysko, tfu!
Pozdrawiam byłych pacjentów Sreberka ;p
O rany, to moje podwórko- srebrzysko ^^ Skoro piszesz wyznanie to zakładam, że już Ci lepiej? Pozdrowionka ;)
WTF co to ma być?!
Dobra zmiana i cięcia budżetowe.
I zascianek medycyny. No cóż. Cofać się do XIX wieku
akurat rząd niewiele ma do rzeczy.
Zawsze tak będzie, gdy służba zdrowia jest publiczna.
Dziecięcy oddział psychiatryczny, witaj w realnym świecie...
Poczekalnia na anonimowych.
Nie chcę mieszać w to polityki... ale dopóki będzie w Polsce publiczna służba zdrowia, dopóty taka szpitalna patologia będzie powszechna.
Co ma być? Zmyślona historyjka jakieś smarkuli.
Jak ktoś naprawdę będzie chciał się zabić, to zrobi to nawet w całkowicie pustym pokoju.
Dosyć głupi pomysł żeby w szpitalu psychiatrycznym mówić dla żartu że powiesz się na sznurówkach ...
Co to za psychiatryk?