#8hyWN
Ostatnio pojechaliśmy do rodzinnego domu partnera w odwiedziny. Akurat przyjechała tam też grupka jego dawnych znajomych, których nie miałam okazji poznać. Wyszliśmy wszyscy do pubu na piwko, wracając zobaczyłam naprawdę dorodny okaz tego śmiercionośnego stworzenia, stanęłam i zaczęłam wyć jak wilk do księżyca. Mój luby oczywiście wiedział o co chodzi, wziął mnie na ręce, przeniósł na bezpieczną odległość i postawił na ziemię. Miny ludzi, których dopiero co poznałam, a byli świadkami tej sytuacji, chyba nie muszę opisywać...
Wróciliśmy do domu i synek akurat bawił się z babcią na podwórku (raczej on się bawił, a babcia coś układała). Podchodzę do niego, by dać mu całusa, on cały umorusany w ziemi, otwiera buzię, a tam... Tak. Był w trakcie konsumpcji ślimaka. Ze skorupką. Chciałam uciec, ale zdążyłam się odwrócić i krzyknąć do lubego "Młody je ślimaka" i upadłam. Obudziłam się w szpitalu. Miałam zszytą głowę i złamaną rękę. Musiałam bardzo niefortunnie zemdleć.
Mała błahostka, a tak chwilami rujnuje życie. Przez tę fobię nie mogę pływać z jeziorze (tam mogą również być i o zgrozo! nie widać ich), spacery w plener odpadają itd.
A wszystko przez to, że gdy byłam w podstawówce, pamiętam, że taki chłopak Szymon (końskie zaloty), biegał za mną ze ślimakami. I tak oto przez szczenięcą miłość do końca życia mam zoraną psychikę.
Bardzo Ci współczuję, to na pewno uciążliwe. Jedynie moja rada to żeby się udała do psychologa, który by porozmawiał z Tobą na ten temat i może jakoś Ci pomógł , żebyś łatwiej z tym żyła. Trzymam za Ciebue kciuki 😁
raczej beka z niej niezla xD
O tym samym sobie pomyślałem. Nawet jak autorka do końca nie pokona fobii, to może ją lekko złagodzi.
Wybacz, ale strasznie mnie to rozbawiło xD
Bardzo Ci współczuję, ale moje spaczone poczucie humoru niespecjalnie z tym współczuciem się zgrywa.
Notabene mam ziomka, który też nienawidzi ślimaków, ale głównie tych bez muszli.
Matko, te pomrowy (bez skorupki) to są obrzydliwe. Pamiętam kiedyś byłem u znajomych i akurat bardzo padało. Tylu ślimaków na podwórku to jeszcze nigdy nie widziałem. Każdego chyba zemdliło. :D
Takie brązowe może i tak, ale te błękitne są prześliczne! :)
*to pomrowy
Dobrze, że wolisz milke niż ślimaki... ;D
@MistrzYoda Jak to "to pomrowy"? Przecież to jest ten pomrów, wiec te pomrowy.
To są pomrowy, więc ja mam rację
No to przecież napisałem, że pomrowy. Nie rozumiem o co Ci chodzi. :(
Nie zrozumieliście się. @BlackVelvet napisał poprawnie "te pomrowy", nie stwierdził, że TO SĄ POMROWY. Tak jak piszemy "te osoby", "ci ludzie", "ten pies" :P A @MistrzYoda, niestety racji nie masz, poprawiając go, Twój tok myślenia w tym momencie jest bez sensu :P
Kiedyś byłam na kolonii koleznakami gdzie kilka raz znalazłyśmy w naszej łazience właśnie takie ślimaki bez muszli. Od tej pory też ich nie cierpie
Na te bez muszli jako dziecko reagowałam krzykiem i wskakiwaniem tacie na plecy, a i teraz potrafią mi przejść ciarki na ich widok
A próbowałaś skorzystać z pomocy specjalisty? Może chociaż odrobinę mogłabyś sobie pomóc, ponieważ wnioskuje na podstawie tego co piszesz, że przez to masz bardzo utrudnione normalne życie.
Jak byłem mały to trzymałem ślimaki w słoiku :(
Ja też :)
Ale wystawiłam je kiedyś na balkon i zamarzły :(
Ja im nawet zrobiłam domek w akwarium, nadawałam imiona w stylu Błyskawica, a potem razem z innymi dzieciakami robiliśmy zawody "który ślimak szybciej dotrze do mety". Wyścigi ślimaków, uroki dzieciństwa na wsi :D
A ja z innymi dziećmi z osiedla zebraliśmy ślimaki na takich starych betonach, zrobiliśmy im domek, przykrylismy je liśćmi, ale codziennie nam uciekaly, więc przez kilka dni, kilka razy dziennie je z powrotem tam wkladalismy xD chorzy jacyś xD
Ja za to z moim kuzynem, zawsze jak spędzaliśmy wakacje u babci, ustawialiśmy je na drodze i czekaliśmy aż nadjedzie samochód. Potem te, które przetrwały ustawialiśmy jescze raz, aż w końcu został tylko jeden, który "w nagrodę" był wypuszczany.
Jak teraz o tym myślę, to nie mogę uwierzyć jak mogłam być takim głupim dzieckiem... :/
Twój synek też chyba będzie miał wstręt do ślimaków, zwłaszcza że zdążył się już z nimi wszechstronnie zapoznać
O MÓJ BOŻE JAK MIŁO WIEDZIEĆ, ŻE NIE JESTEM JEDYNĄ OSOBĄ, KTÓRA BOI SIĘ ŚLIMAKÓW!
łączę się z Tobą w bólu, wiem co czujesz, podobnie złapałam moją fobię :/
aż mnie wzdryga jak o tym czytam szczerze mówiąc XD
kurde a już myślałam, że tylko ja się ich tak boję
Przynajmniej partner może poczuć się jak książę który musi być obok i ratować z opresji bo taką to na rękach nosić. Urocze na swój sposób ale zdaję sobie sprawę, że to bardzo uciążliwe
Tego się nie spodziewałam po pierwszych czterech zdaniach :D Szczerze współczuję, ja przez jakiś czas bałam się prądu po tym jak suszarka zaczęła płonąć w mojej ręce.
Mam dokładnie ten sam problem, co prawda nigdy nie zemdlałam ale zawsze na ich widok robi mi się słabo, i cała się poce. Jak byłam mała i bałam się wychodzić z domu po deszczu to dziadek dał mi sól (że niby jak posypię ślimaka solą to się rozpuści). Nie podziałało, uciekłam do domu jak tylko zobaczyłam to obrzydlistwo.
A czy napisałam, że uciekają?