Jestem nastolatką. Jako dziecko byłam bardzo chuda. Jadłam mało, tyle, ile potrzebowałam. Ale niestety po wakacjach mocno przytyłam... Teraz nienawidzę swojego ciała. Jestem gruba. Staram się schudnąć i pohamować się od jedzenia, jest to trudne. Po każdym posiłku idę na wagę. Czasem budzę się i ważę 54 kg, a gdy idę spać 56 kg... Wtedy w nocy obmyślam, jak nie jeść, co zjeść, kiedy, ile... Myślałam, że to anoreksja, ale nie, osoby cierpiące na nią są chude, a ja nie. Na WF-ie jest okropnie. Prawie wszystkie dziewczyny w ładnych strojach, tylko ja w dresie, żeby się ukryć. Męczy mnie to, czuję się brzydka.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ale to normalne, że jak się budzimy to mamy pusty żołądek, przez co ważymy mniej niż po całym dniu, gdzie dochodzi treść żołądkowa. To czy jesteś gruba czy nie, zależy od wzrostu, składu tkankowego, ilości wody, proporcji oraz układu hormonalnego, który w wieku nastoletnim bywa bardzo aktywny. Anoreksja to nie jest, ale wygląda jakbyś za chwilę miała stać się bulimiczką. Jeśli nie dajesz rady, to jak najszybciej do lekarza, im wczesniej weźmiesz to g.wno za pysk, tym szybciej się wyleczysz.
To co mówi Dragomir jest dobrym pomysłem, żeby iść do lekarza, jeśli czujesz, że nie dajesz rady. Dietetyk to jedno, ale tu chyba więcej zrobi psycholog.
I odetnij się od mediów społecznościowych. Nawet jeśli WIESZ, że to co widzisz to ai, filtry i pozowanie, to Twój mózg traktuje to jako prawdę. Poza tym algorytm ma sprawić, że klikniesz, a klikają się emocje, zwłaszcza te nagatywne. Jeśli algorytm mediów społecznościowych "wyczuje", że masz problem z akceptacją swojego ciała, to natychmiast będziesz bombardowana coraz skrajniejszymi treściami
Nie rób sobie tego! Wszystko jest w porządku, Twój organizm się rozwija i jak najbardziej mogłaś przybrać na masie. Ale to się rozłoży. I wierz mi, nie jesteś tak gruba jak widzisz się w lustrze. Ja przez lata uważałam się za grubasa. Bo byłam większa od innych dziewczyn. Ostatnio znalazłam zdjęcia z gimnazjum, liceum. I nigdy bym tamtej dziewczyny nie nazwała grubą. W czasie, gdy moje koleżanki miały ciała nastolatek, ja już miałam kobiecą sylwetkę. Nie mieściłam się w ubrania dla nastolatków przez szerokie biodra i duży biust. I potrzebowałam lat, kiedy myślałam o sobie jak najgorzej, by zrozumieć co się ze mną działo.
Nie stosuj drakońskich diet. Po prostu dużo spaceruj, ćwicz. Unikaj śmieci w diecie, ale nie karaj się za jedzenie! Jeżeli potrzebujesz, pójdź do szkolnego pedagoga. Wielu z nich serio pomaga.
Przede wszystkim przestań się tak kompulsywnie ważyć kilka razy dziennie, bo waga w ciągu jednego dnia potrafi się zmienić kilkukrotnie - rano na czczo ważysz mniej, a po zjedzeniu posiłków, na koniec dnia więcej. A dochodzi szereg innych rzeczy wpływających na cyferkę na wadze.
Po drugie waga nie jest wiarygodnym wyznacznikiem, bo też zależy m.in. ile masz wzrostu, jaką masz budowę ciała - czy dominuje tłuszcz czy mięśnie? A mięśnie też ważą i to nawet więcej, więc osoba z bardziej umięśnioną sylwetką może często ważyć więcej, ale jednocześnie jej ciało będzie bardziej smukłe. Dużo lepszym pomiarem jest mierzenie obwodów - talia, biodra, klatka itd. I to też nie codziennie, ale np. raz na tydzień. Jeśli musisz się ważyć, to też najlepiej raz na tydzień, najlepiej o tej samej porze - rano, na czczo. Wtedy bardziej widzisz czy waga spada, rośnie lub stoi w miejscu. W czasie okresu i tuż przed odradzam - nagromadzona woda nie sprzyja wagowym cyferkom.
Po trzecie - nie dręcz siebie jakimiś głodówkami, bo tylko sobie zaszkodzisz. 54-56 kg to nie jest wcale dużo, ale nie wiem jak wyglądasz, więc jeśli już koniecznie chcesz trzymać dietę, to zacznij od wyliczenia swojego zera kalorycznego (w necie znajdziesz) i potem pilnuj deficytu - jest teraz od groma różnych aplikacji do zapisywania posiłków i pilnowania kalorii. Wtedy i zjedzenie batona nie będzie Ci straszne, jeśli wliczysz go w swoje dziennie zapotrzebowanie kaloryczne. Pamiętaj tylko, że im mniej wartościowe odżywczo posiłki, tym mniej zaspokoisz głód.
Po czwarte, NAJWAŻNIEJSZE, szybciutkodo lekarza - i to nie tylko dietetyka, ale też jak napisał/a Mng - psychologa, bo tu chyba sporo siedzi w głowie.
Do oceny czy jesteś przy kości, czy twoja waga jest prawidłowa brakuje nam twojego wzrostu. Ale nawet bez tego odnoszę wrażenie że nieco przesadzasz… Zapytaj o swoje obawy lekarza :)
Pojedź do biednej dzielnicy i poznaj życie tamtejszych nastolatek.
Poczytaj o nieszczęściach w Ukrainie, może ci pomoże.
Jak niby czytanie o ludzkich tragediach miałoby pomóc jej z poradzeniem sobie z jej własną tragedią? Wiem co masz na myśli, że ludzie mają gorzej i nie mają co do gara włożyć ani gdzie się ogrzać, i nie wiedzą czy dożyją wieczora. Ale nie tędy droga. Bo moze być tak, że ona przy swoim wzroście jest jak najbardziej OK z wagą, po prostu ma większą masę mięśniową niż jej koleżanki, co zwłaszcza w okolicy ud i pośladków jest jedynie atutem wizualnym. Właściwie jest też atutem metabolicznym, bo więcej mięśni to lepsze spalanie tłuszczu. A mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, bo zawierają przynajmniej 70% wody a ta swoje waży (gdzie tłuszcz też waży, ale mniej przy takiej samej objętości jak mięsień).
Ona potrzebuje żeby jakiś autorytet medyczny, dietetyczny i/lub psychologiczny podał jej te informacje w przyswajalny sposób, a nie "ciesz się tym co masz, bo na Ukrainie jest wojna".
@Anonimka90
"Poczytaj o nieszczęściach w Ukrainie"
Równie dobrze wszyscy powinniśmy już dzisiaj oszaleć z rozpaczy, bo każdego dnia ponad siedem tysięcy dzieci na całym świecie umiera z powodu niedożywienia.
CODZIENNIE.
Może Ci pomoże.
Wiedza o tym, że tysiące ludzi nie ma nawet miski ryżu szczerze mi pomaga porzucić wyimaginowane problemy pierwszego świata. W Afganistanie nosiłabym chustę aż po czubek nosa.
Poczytaj "Pociągi pod specjalnym nadzorem" Hrabala i się zastanów dlaczego w środku niemieckiej okupacji, główny bohater zadręczał się swoimi problemami z erekcją. Problem, który dotyczy wielu ludzi odchodzi na dalszy plan właśnie dlatego, że nie jest osobisty
Anonimko, jeśli masz w sercu taką szczerą postawę dziękczynną, to jesteś wspaniałą osobą 😍 i bardzo bym sobie życzył znać i mieć wokół siebie więcej takich osób.
Autorka jest jednak w wieku nastoletnim, gdzie jakiś przypał ze źle zrobionym makijażem, mniejsze cycki czy gorszy srajfon niż największa oponentka w danej grupie urasta do rangi tragedii życiowej. Nie popieram, ale rozumiem że w takim wieku właśnie to jest najważniejsze. A tu dochodzi do tego zaburzone postrzeganie siebie a do drzwi zaraz zapuka jakaś niezdrowa relacja z jedzeniem, bo na sriktoku jakaś influenserka coś powiedziała. Takie czasy. Jak ci ludzie będą mieli własne dzieci to dopiero będzie tragedia.
Dragon, też byłam nastolatką i wtedy chodziłam z grabiami i łopatą, bo nikt by tego za mnie nie zrobił. :)
Anonimowe. Jakość nie chcę tracić kilku godzin życia na wywody o cudzych wzwodach.
Jeśli przeczytanie 120 stron dużą czcionką zajmuje Ci kilka godzin i czytanie jednej z najwybitniejszych czeskich książek jest dla Ciebie "stratą czasu", to może faktycznie nie czytaj, bo możesz nie zrozumieć ;)