#8Lxos
Za tydzień piszę maturę. Jasne, ci którzy mają za sobą ten egzamin wiedzą jaki to stres, jak ważne jest przygotowanie. Planowałam iść na medycynę, od 2 klasy chodzę co tydzień na zajęcia przygotowujące do matury z biologii i chemii. Na spokojnie przerabiamy cały materiał, skupiając się na trudnych zadaniach, robiąc dziwne, nietypowe zadania. I przestałam dawać radę, jeżeli chodzi o chemię. Nawet zdałam sobie sprawę z tego, że nie chciałabym pracować z ludźmi, wolę zwierzęta i planuję pójść na weterynarię. Więc w czym problem? Wiem, że rodzice oczekują wyniku z tych obu przedmiotów na poziomie min. 80% za pierwszym podejściem. Nie jest to z mojej strony wykonalne, ale ich jednym argumentem jest "wydajemy tysiące na te korepetycje". Zgadza się, to prawda. Chciałam skupić się na biologii i za rok powtórzyć maturę z chemii. Co usłyszałam? Prędzej wyrzucą mnie z domu, niż pozwolą poprawiać maturę, bo "co rodzina powie", "jesteś taka głupia, że się nie dostaniesz?", "Po co my wydajemy pieniądze na te korepetycje?". Zawsze mówią wszystkim, że idę na medycynę. W domu poniżają mnie, mówią, że i tak się nie dostanę na nic. W każdą sobotę mam zajęcia od 8-16. Z tygodnia na tydzień zadane około 450 zadań + arkusz + szkoła. Nie daję rady psychicznie. Dlatego tak liczyłam na to, że matura się nie odbędzie. Chciałam na spokojnie podejść za rok, powtarzając trudne dla mnie tematy.
Jeśli mimo korepetycji i intensywnej nauki nie jesteś w stanie osiągnąć 80%, to medycyna nie jest dla Ciebie, bo wygląda na to, że wiedza nieszczególnie wchodzi Ci do głowy.
przeciez pisala, ze weterynaria bardziej ja interesuje...
chociaz to tezmocno medyczne, ale moze wymagania sa nizsze
Jeśli ktoś idzie na weterynarię z nadzieją że wymagania będą niższe niż na medycynie to bardzo srogo się rozczaruje
Niekoniecznie. Dużo zależy od klucza. Pozdrawiam jako osoba, która dostała się za 3 razem
Tak jak napisała tradycyjna- wiele zależy od klucza. I tu już nawet nie chodzi o to, ze wiedzę teoretyczną trzeba wykorzystać w zadaniach bardziej na „myślenie” tylko o to, że trzeba umieć się w ten klucz wstrzelić a to bardzo trudne. Na moi przykładzie (bo jestem dopiero w 2 klasie) sprawdzian z czystej teorii 98% a z tego samego działu tylko, że z zadaniami z matur ocenianymi według klucza- 75%. Co tydzień korki na których uczę się odpowiadania pod klucz a wcale stówek z biologii nie dostaje. Tak więc nie zawsze chodzi o to, że wiedza nie wchodzi do głowy. Nie oceniajmy każdego z góry nie znając sytuacji.
Często wynik egzaminu nie zależy tylko od poziomu wiedzy, ale też podejścia. Czasami człowiek tak sie zestresuje ze pomimo wiedzy nie pojdzie mu dobrze. Autorka dodatkowo jest zmuszana, a to tez dobrze nie wplywa na wyniki. Dodatkowo niektorzy nie umieja dobrze zdawać, ale potem sa dobrymi specjalistami wiec to, że ktoś za pierwszym razem nie zdobędzie pożądanego wyniku nie koniecznie musi oznaczać to ze sie nie nadaje.
Ponadto czasami ludzie mowia, ze sobie nie poradza/nie umieją, a potem dostaja 5:D więc to ze autorka mowi ze sobie nie poradzi wcale nie oznacza, ze naprawdę tak bedzie
Niedziwne, że ta wiedza nie wchodzi, skoro autorka nie chce tego robić, i słyszy takie przykre komentarze od rodziców. Taka presja ze strony najbliższych, potrafi naprawdę blokować. Autorka pisze, że nie daje rady psychicznie, a wyciąga 80%.
Rodzice powinni zmienić podejście. Ludzie się zmieniają, poglądy też, tak samo zainteresowania.
Fiana, myślę, że nauka „pod klucz”szczególnie przedmiotów ścisłych (zadań z obliczeniami) nie ma sensu, a chemia jest jednak przedmiotem ścisłym. Sama 7 lat temu zdawałam rozszerzoną matematykę i fizykę (po 80-90% wyniki z rozszerzeń). Większość osób, która w mojej klasie miała problem z tymi przedmiotami rozwiązywała zadania ucząc się na pamięć schematów. Na zasadzie: takie zadanie rozwiązujemy tak, a inne w ten sposób. Delikatna zmiana danych (sposobu ich podania albo polaczenia dwóch zadań w jedno) lub zwyczajny stres powodował, że schematy im się mieszały lub całkowicie ich zapominały. Dużo łatwiej (i szybciej) zrozumieć DLACZEGO dane zadanie rozwiązujemy w ten sposób i zrozumieć dane zagadnienie. Zapewniam cię, że ucząc się taką metodą mimo najwiekszego stresu będziesz w stanie rozwiazać każde właściwie zadanie poprawnie.
Ps. Mam kontakt z osobami układającymi zadania maturalne z chemii, oni również układają zadania z obliczeniami tak, by sprawdzić, czy ktoś na pamięć wykuł schematy, czy naprawdę rozumie zadania, które oblicza.
Dokładnie. Pisałam maturę z biologii i chemii dwa razy. Po pierwszym podejściu poszłam na studia na inny kierunek medyczny i nie żałuję. Daję sobie radę, przedmioty są ciekawe i nie straciłam roku 😊 Też chodziłam na wiele dodatkowych zajęć, dużo się uczyłam a i tak było wciąż za mało punktów, także może czasem warto dać sobie spokój.
Mi chodziło o biologię. Będę zdawać rozszerzona chemie i matematykę, wiem o czym mówisz i w tych przedmiotach to ma sens. Ale w biologi obliczeń jest mało i na prawdę trzeba wstrzelić się w klucz. Kiedyś napisałam podpowiedz na sprawdzianie do pytania „podaj różnice między A i B”, moja odpowiedź „różnica między B i A to (...)” i nie uznała mi tego Pani . Bo ona nie może, bo taki jest klucz i miała różnica być między A i B a nie B i A choć to to samo to ona nic mi nie poradzi. I serio nie wiem co takiego złego powiedziałam, ze tyle minusów. Chodzi mi o to, ze jak się nie jest w stanie napisać na te 80% to niekoniecznie się jest osobą która nie ogarnia.
Fiana, w takim układzie polecam korki do matury, może nauczyciel „specjalizujący” się w maturach pomoże rozwiązywać ci zadania w taki sposób, aby łatwiej wstrzelić się w klucz :)
Moja wychowawczyni (polonistka) byla w centralnych komisjach maturalnych (tych od sprawdzania matur, a nie od układania pytań), wg. niej wielu nauczycieli nie wie, jak uklada się klucz, a przede wszystkim nie wie o rozszerzeniu klucza. Jeżeli twoja odpowiedz jest dobra, ale nie mam jej w kluczu, po prostu rozszerza się klucz o twoją odpowiedź i ją punktuje. Wiem, że dotyczy to j. polskiego, nie wiem, jak to wygląda w przypadku biologii. Moze warto brac korki u kogos o podobnych kwalifikacjach?
I przeżyć jeszcze jeden taki koszmarny rok? Nie lepiej mieć to już za sobą?
Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że na medycynie będzie jeszcze więcej nauki? 6 lat konkretnego rycia? Bez czasu na relaks i kumpli? Znajomi to tylko ci z grupy. I to wszystko po to, by być lekarzem, którym być nie chcesz...
Bez przesady, że nie ma czasu na medycynie. Od 3 roku jest całkiem przyjemnie
@tradycyjna Jest czas, ale i nauka wygląda zupełnie inaczej. Jak postawi się koło dużego Szczeklika licealny podręcznik z chemii, to można paść, że kiedyś to drugie wydawało się takie niemożliwe do opanowania - a na chemię w liceum i internę na studiach jest w sumie tyle samo czasu.
Mieć za sobą i co? Napisać słabo i nie dostać się na weterynarię? Już lepiej poprawić za rok
Na weterynarię też trzeba zakuwać i chemia rozszerzona jest wymagana na uczelniach. Wcale nie jest to prosty kierunek, możesz powiedzieć rodzicom, że wybierasz się właśnie na to. Choć ciężko się dostać bo jest duży nabór na ten kierunek, ale zawsze można spróbować np zootechnika jeśli na ten pierwszy się nie dostaniesz. Z własnego przykładu wiem, że nie warto słuchać tego co mówią inni tylko robić to co mówi ci serce i rozsądek. Przecież rodzice nie przeżyją Twojego życia za ciebie. Także nie mają prawa ustalać za Ciebie co będziesz robić w przyszłości. Na serio weterynaria to piękny i fascynujący zawód, ale pamiętajmy że to nie tylko głaskanie kotków i piesków! To też praca w smrodzie, często ciężka fizycznie i niebezpieczna (pogryzienia, kopnięcia, uderzenia rogami itd) Pisze Ci to technik weterynarii :)
Porozmawiaj szczerze z rodzicami może po prostu musi to do nich dotrzeć, a jeśli to nie poskutkuje olej ich i rób to co chcesz robić! Powodzenia!
Tak wiem :) mam konia i psa, jestem na wolontariacie w schronisku. Pies choruje na nerki codziennie to ja mu daje leki i się nim opiekuje łącznie z myciem osranego pokoju kilka razy dziennie w nocy
Jesteś technikiem weterynarii? Jeśli to nie kłopot, opowiesz coś więcej? Sama się zastanawiam czy nie pójść w tym kierunku.
Aż mi się przypomniało, jak sama podchodziłam do matury... Pamiętam, jaki był wtedy wyścig szczurów w mojej szkole. Te wszystkie tłoczące się na korytarzach (i nie tylko) grupki maturzystów, otoczone zewsząd podręcznikami i zeszytami. U nas panowała nawet moda na repetytoria - im grubsze i bardziej rozbudowane, tym lepsze. A już najlepiej, jak ktoś miał dostęp do notatek studentów (tak, wiem, normalnie Złoty Graal :D). W mojej klasie wszyscy byli jak w jakimś amoku - zakuwanie przed zajęciami, na przerwach, w trakcie lekcji a nawet po lekcjach. Jako mat-fiz każdy był oczywiście uzbrojony w opasłe zestawy zadań (taa, słynne "oblicz deltę"). I te wyścigi i bicie rekordów, kto rozwiąże więcej. Wszystkie rozmowy toczyły się wyłącznie wokół tematu matur i przyszłych studiów. Nie wiem, może byłam dziwna (zresztą zawsze byłam) ale jakoś mnie ominął cały ten szał. Czasami nawet czułam się głupio, że nie podchodzę do tego z takim przejęciem, jak inni. Fakt, trochę się stresowałam - ale jakoś i za specjalnie się nie uczyłam. Ostatecznie wyniki osiągnęłam całkiem niezłe. A prawda jest taka, że w chwili obecnej one kompletnie nie mają znaczenia w moim życiu. W pracy jeszcze nikt nigdy nie zapytał mnie o moje wyniki z matur. Tak więc zastanawiam się, po co ta cała presja? Rodzice, nauczyciele, uczniowie - wszyscy tylko się nakręcają wzajemnie...
Tak, wiem, może i trochę lanie wody :) Ale zawsze mnie zastanawiał ten fenomen.
Ale toksyczna szkoła.
@nata, no cóż... Poniekąd się z Tobą zgodzę :) Ale to akurat było efektem wieloletniej rywalizacji pomiędzy moim ogólniakiem a innym liceum w moim rodzinnym miescie. Zawsze co roku było publiczne porównywanie wyników matur. Myslę, że to również w pewien sposób wywierało presję na dyrektorów i nauczycieli.
Chociaż co by nie mówić, ale jednak w mojej szkole było więcej luzu niż w tej konkurencyjnej :)
Nawet gdyby nie odbyła się w normalnym terminie to byłaby przesunieta najpóźniej na czerwiec. Nikt by nie pozwolił, żeby tysiące maturzystów z całej Polski było zawieszonych na rok w edukacyjnej prozni.
Też jestem maturzystką i do przekazania mam Ci tylko jedno: to Twoje życie! Od ciebie zależy, czy i kiedy zdasz tą chemię. Sama ją zdaję i wiem, jak trudna jest.
57% z chemii, myślałam ze rodzice mnie zabiją :)
Nie byłam totalnie przygotowana do matur, ale nie byłabym w stanie życzyć ludziom, którzy przygotowali się regularnie przez kilka lat, żeby te matury się nie odbyły.
Jezeli rodzicom nie idzie przetlumaczyc to po maturach szukaj pracy i spróbuj cos wynająć. To chyba jedyny sposób na spokój
na studiach będziesz pisać "mature" kilka razy w roku...
@czolgista1990 Jakbym moją mamę słyszał!
Zastanów się dobrze nad studiami medycznymi - mówię tu i o lekarskim, i o weterynarii. Ta nauka wygląda po prostu zupełnie inaczej. Nikt nie siedzi nad Tobą kilka godzin, tłumacząc cierpliwie wszystkie mechanizmy niewydolności serca - piszą Ci w przewodniku dydaktycznym, które podręczniki obowiązują i radź sobie sama. Objętość materiału, który obowiązuje na maturę to w sumie takie jedno kolokwium, które wypada czasem po kilka razy w semestrze. Te studia naprawdę są dla ludzi, mózg dość szybko przestawia się na wyższe obroty, ale niestety, zdecydowana większość to jest Twoja praca własna, systematyczność i samozaparcie. Jeśli nie potrafisz się do tego zmobilizować przed maturą, to obawiam się, że na studiach nie będzie lepiej.