Gdy byłem małym brzdącem, rodzice często kąpali mnie i brata jednocześnie. Zawsze pozwalali nam się trochę pochlapać i pobawić w wannie, zanim rozpoczynało się wieczorne szorowanie. Pamiętnego wieczora również kąpaliśmy się razem. Miałam wtedy ok. 4-5 lat, brat 2 lata młodszy. Braciszek był spokojnym i dosyć strachliwym dzieckiem, ja natomiast byłam szalonym i rozwydrzonym bachorem z mnóstwem "genialnych" pomysłów. Wymyśliłam więc, że tak go przestraszę, że nie będzie mógł usnąć. Zanurkowałam pod wodę i dłuuuugo wstrzymywałam oddech, żeby udawać nieżywą. Brat na początku myślał, że sobie trenuję wstrzymanie oddechu pod wodą, jak to zawsze miałam w zwyczaju. Jednak po dłuższej chwili, kiedy się nie wynurzałam, wystraszył się, że coś mi się stało i zaczął mnie wołać, prosić, żebym się wynurzyła, szarpać mnie itp. Kiedy nic nie skutkowało, zaczął głośno płakać i krzyczeć, że się utopiłam. Czyli mój plan się powiódł! Ha! Wtedy wynurzyłam się z impetem z głośnym krzykiem, jak potwory z horrorów: "łaaaaaaaaaa!!!" Brat tak się wystraszył, że... uciekając z wanny zesrał się na podłogę. I wtedy weszła mama zaniepokojona krzykami... Po solidnym opieprzu, który pamiętam do dziś, kazała mi, za karę, po nim posprzątać :( Tym sposobem mój plan się nie do końca powiódł - to braciszek poszedł spać w dobrym humorze, a ja nie mogłam spać, całą noc płacząc w poduszkę z upokorzenia.
Dziś mamy prawie po 30 lat, a rodzina wciąż mi to wypomina.
Tak że tego... Taka tam historia z dzieciństwa ;)
Dodaj anonimowe wyznanie
Jako dziecko też się czasem kąpałam z dwa lata starszym bratem. Zawsze mi kazał siedzieć w tym "gorszym" końcu wanny. Korek uwierający w zadek i kran na plecach...
ja się kąpałam z młodszym bratem i to ja jemu kazałam zawsze siedać na korku i pod kranem, dodatkowo była tam taka dziurka pod kranem i go straszyłam, że z niej pająki wychodzą :D
@mordimer0madderdin - ty zły człowieku! Mi moja starsza siostra wmówiła, że mnie prze tą dziurę sąsiedzi podglądają. Wstydziłam się potem kąpać.
Tymi pajakami to tez byłam straszona ;)
Zostawianie tak małych dzieci samych w wannie nie jest dobrym pomysłem. Coś złego może się stać. Ja swoich nigdy nie zostawiam
Ta, nie budujmy też domów, bo można z nich skoczyć i się zabić... idąc tą logiką, dzieci powinny być monitorowane 24/7. Tylko potem miałyby problemy z usamodzielnieniem.
Karaib akurat komentarz kassai jest słuszny. Dzieci topią się po cichu. Poza tym opisana historia trwała dobrych kilka minut. Gdyby autorka naprawdę zanurkowała i się zachłysnęła, to po takim czasie mama mogła jej nie odratować.
Dobrze że to były normalniejsze czasy i dzieci miały obowiązki. Dziś, przy bezstresowym wychowaniu, zostałabyś za to nagrodzona, a i tak miałabyś traumę do przerobienia u psychologa.
Dzieci w dalszym ciągu mają obowiązki. "Nowoczesne" wychowanie w dalszym ciągu zakłada ponoszenie konsekwencji za własne czyny. Po prostu tymi konsekwencjami jest - na przykład - sprzątanie spowodowanego bałaganu/naprawienie krzywdy, a nie dostanie wpierdolu po to, by wściekły dorosły mógł się wyżyć i odreagować pod przykrywką "wychowania". "Nowoczesne" wychowanie zakłada rozumienie, dlaczego nie należy czegoś robić, a nie strach przed bólem i przemocą.
Jeśli jest to coś, co uważasz za złe, to ..nie miej dzieci.
W wyznaniu nic nie ma o biciu, miałem na myśli sprzątanie. Jak zwykle widzisz coś czego nie ma, dopowiadasz sobie a potem będziesz to zachowanie albo myśli wmawiał adwersarzom.
Gloryfikujesz "kiedyś to było" model wychowania, gdzie kary fizyczne (czytaj nakurwianie dzieci pasem, kablem i dłonią) były uważane za dopuszczalne, zestawiając z jakimś bzdurnym, wymyślonym "postępowym", gdzie dzieci nie mają nieby obowiązków. To pokazuje tylko to, że, generalnie, gówno wiesz o wychowaniu dzieci. Najwidoczniej starzy naparzali cię po dupie i przekazujesz traumę dalej "bo tak trzeba!". Żeby nie było, ja też w dzieciństwie byłem ofiarą "wychowania" pasem. Tylko ja wyciągnąłem wnioski. Moja córka NIGDY nie będzie się mnie bała. Za to ufa mi. Bezgranicznie.
Nie ma racji, bo:
1) W wyznaniu nie ma ani słowa o biciu.
2) Nie we wszystkich domach była przemoc wobec dzieci.
3) Dziś często dzieci stosują "inną formę przemocy" wobec bezradnych rodziców, ale o tym ani słowa.
4) Klaps to nie przemoc, to kara z natychmiastowym działaniem. Przesada w żadną stronę nie jest dobra.
5) Kiedyś, tak samo jak i teraz, cuckold i wielokąty nie były oficjalnie zakorzenione w naszej kulturze, ale jednak nasz prekursor próbuje tu zaszczepiać swoje odpały. Mało tego, zdaje się wynosić z tego powodu ponad "zaściankowców". No nic, widocznie by mu nie przeszkadzało, gdyby ktoś bliski - na przykład córka - miała wielu partnerów, choćby walili drzwiami i oknami. Wszak sam powiedział: "co złego jest w orgiach?".
Tylko zazwyczaj klapsa daje się po n-tym upomnieniu, więc raczej nawet zwierzę by załapało że czegoś się nie robi.
Ja tam lubię dawać klapsy. Szczególnie na gołą pupę. Podnieca mnie to..
Trochę posrana historia ale śmiesznie w sumie
Dobrze ze nie napisalas ze masz nadzieję ze tego nie pamiętają..