Moja mama od 2 lat myśli, że moje zaburzenia odżywiania były tylko stresem przed egzaminami i liceum. Mam do niej straszny żal, że straszyła mnie karmieniem przez rurkę i lekami zamiast pomóc.
trudno jest pomóc dziecku z zaburzeniami odżywiania. zazwyczaj to będzie pomoc "wbrew jego woli". prawdopodobnie, gdyby cię zapisała na wizyty do psychologa, psychiatry, a w przypadku niebezpieczeństwa dla zdrowia zawiozła do szpitala, także miałabyś do niej żal, przynajmniej przez jakiś czas.
mi kiedyś ojciec kazał napisać testament "skoro zamierzam się zagłodzić". bolało. rodzice się boją, nie wiedzą, co robić, czują się bezradni. możliwe, że twoja matka bagatelizowała problem - ale może nie potrafiła inaczej okazać, że się o ciebie boi?
bazienka
zazwyczaj zaburzenia odzywiania wynikaja z zaburzonych relacji rodzinnych i to je nalezy naprawic
nie dziwie sie wcale, ze matka autorke straszyla, bo to ich relacja jest tu problemem, anorekcja to tylko symptom
To raczej nie było straszenie, a przestrzeganie przed tym. Czasami trzeba powiedzieć coś nieprzyjemnego żeby druga osoba się ogarnęła.
ohlala
No chyba nie. Pokaż mi jakieś badania potwierdzające, że straszenie ("powiedzenie czegoś nieprzyjemnego") działa. Jeśli ich nie ma, to znaczy, że nie można ryzykować w ten sposób. Zresztą, matka powinna wiedzieć, czy na jej dziecko to zadziała. Jak widać - nie wiedziała i gówno wie o swojej córce.
Amadeooo
Chyba mnie nie zrozumiałaś. Nie uważam, by to było straszeniem.
Jak powiesz alkoholikowi, że może mu wysiąść wątroba i umrze, to też go straszysz? Nie. Po prostu stwierdzasz pewne fakty. Tak samo jak w przypadku zaburzeń odżywiania. Matka może wysłać swoją małoletnią córkę na leczenie, jeżeli problem będzie się utrzymywać. Po prostu jej to zakomunikowała.
tramwajowe
@Amadeooo To jednak zależy od tonu i intencji.
W większości rodzin zarówno mówienie alkoholikowi że mu wysiadzie wątroba, jak i mówienie dziecku ze jak nie zje to będzie karmione przez rurkę przybiera formę przemocy. Wyrzuty, straszenie, pretensje i straszenie to przejaw bezsilności. Ale też przemocy. Nic dobrego z tego nie wynika.
trudno jest pomóc dziecku z zaburzeniami odżywiania. zazwyczaj to będzie pomoc "wbrew jego woli". prawdopodobnie, gdyby cię zapisała na wizyty do psychologa, psychiatry, a w przypadku niebezpieczeństwa dla zdrowia zawiozła do szpitala, także miałabyś do niej żal, przynajmniej przez jakiś czas.
mi kiedyś ojciec kazał napisać testament "skoro zamierzam się zagłodzić". bolało. rodzice się boją, nie wiedzą, co robić, czują się bezradni. możliwe, że twoja matka bagatelizowała problem - ale może nie potrafiła inaczej okazać, że się o ciebie boi?
zazwyczaj zaburzenia odzywiania wynikaja z zaburzonych relacji rodzinnych i to je nalezy naprawic
nie dziwie sie wcale, ze matka autorke straszyla, bo to ich relacja jest tu problemem, anorekcja to tylko symptom
*anoreksja
To raczej nie było straszenie, a przestrzeganie przed tym. Czasami trzeba powiedzieć coś nieprzyjemnego żeby druga osoba się ogarnęła.
No chyba nie. Pokaż mi jakieś badania potwierdzające, że straszenie ("powiedzenie czegoś nieprzyjemnego") działa. Jeśli ich nie ma, to znaczy, że nie można ryzykować w ten sposób. Zresztą, matka powinna wiedzieć, czy na jej dziecko to zadziała. Jak widać - nie wiedziała i gówno wie o swojej córce.
Chyba mnie nie zrozumiałaś. Nie uważam, by to było straszeniem.
Jak powiesz alkoholikowi, że może mu wysiąść wątroba i umrze, to też go straszysz? Nie. Po prostu stwierdzasz pewne fakty. Tak samo jak w przypadku zaburzeń odżywiania. Matka może wysłać swoją małoletnią córkę na leczenie, jeżeli problem będzie się utrzymywać. Po prostu jej to zakomunikowała.
@Amadeooo To jednak zależy od tonu i intencji.
W większości rodzin zarówno mówienie alkoholikowi że mu wysiadzie wątroba, jak i mówienie dziecku ze jak nie zje to będzie karmione przez rurkę przybiera formę przemocy. Wyrzuty, straszenie, pretensje i straszenie to przejaw bezsilności. Ale też przemocy. Nic dobrego z tego nie wynika.
Rodzice to też tylko ludzie. Patrzenie jak tracą własne dziecko nie jest łatwe. Mówią i robią tak żeby pomóc...