#8DEkN

Niedziela, okolice 5 rano. Wracam autobusem miejskim po porządnej domóweczce. Stan mój ogólnie pozytywny, choć wypite procenty zaczynają coraz bardziej ciążyć, za każdym razem gdy bus hamuje i startuje z przystanków. By nie pogarszać swojego położenia, nie siedziałem, stałem na samym początku busa, przy kierowcy, kurczowo trzymając się poręczy. 

Do mojego przystanku została ostatnia prosta, a ja czułem, że nadszedł czas rozwiązania. 
Bus dziarsko pokonuje ostatni zakręt, co powoduje, że ziemniak w gardle rośnie. Zostały tylko światła, za nimi już przystanek. Akurat było zielone. Alleluja!

Busik jednak kilka metrów przed sygnalizatorem zaczyna zwalniać, światło zmienia się na żółte, jednocześnie ja, stojąc w tym samym miejscu busa, gdzie stałem, wypalam bezmyślnie:
- Jedź, ku#@a, jedź! 
Kierowca dodaje gazu, bus przelatuje na żółtym. 

Dopiero kiedy wysiadłem z busa uświadomiłem sobie, że ja to powiedziałem na głos, a nie w myślach.
Venrosa Odpowiedz

Myślę, że kierowca po prostu widział zbliżające się tsunami

Nordek

Tak, bo kierowca nie ma co robić jak jedzie tylko obczaja sobie pasażerów lol

SlodkaPomarancza

Kierowca musi co jakis czas spojrzeć na pasażerów, czy nikt nie zasłabł, czy ktoś czegoś nie niszczy. Jeżeli chodzi o wyznanie, to stał tuż przy nim, więc raczej nie trudno było zauważyć, że autor był nawalony i było mu nie dobrze.

Dodaj anonimowe wyznanie