#88muW
Po rozwodzie przeprowadziłam się z mamą do jej nowego faceta. Z ojcem straciłam kontakt i automatycznie z rodziną z jego strony, ponieważ oni obwiniali moją mamę o rozpad małżeństwa, ojciec ma teraz nową żonę i dziecko. Bardzo ciężko mi było odnaleźć się w nowej sytuacji, mama była zajęta nowym związkiem, a tata nową rodziną, dodatkowo nowa szkoła i nowe otoczenie. Bardzo źle układa mi się relacja z chłopakiem mojej mamy. Stale mnie krytykował, kontrolował, próbował być moim ojcem, tylko jakoś mu to nie wychodziło. Wieczne zakazy i nakazy, dlaczego taka słaba ocena, dlaczego zamierzasz iść na takie studia, dlaczego tak późno wracasz... Było to dla mnie nie do zniesienia. Rozmawiałam o tym z mamą, ale ona mówiła, że R. zwyczajnie martwi się o mnie i moją przyszłość, tylko nie potrafi tego okazać we właściwy sposób. Ja tak tego nie widziałam, on wcale nie próbował mnie poznać, polubić, zrozumieć moich zainteresowań. Bardzo mnie to bolało, moja samoocena była bardzo niska, nie miałam motywacji do niczego, czułam się nieakceptowana.
Dlatego gdy zdałam maturę wyprowadziłam się z od nich i straciłam kontakt z moją mamą. Znalazłam pracę i wynajęłam pokój. Od października poszłam na studia zaoczne. Z pracą i studiami jakoś sobie radzę, ale przykre jest to, że nie mam właściwie dokąd jechać na święta, nie mam do kogo zadzwonić, ani mama, ani tata nie interesują się tym, co u mnie słychać, w ogóle ich nie obchodzę, nie mam kogo zapytać o radę, czuje się jak z domu dziecka. Nie mam niczego, oprócz wynajętego pokoju, nie mam oszczędności, nie mam swojego domu rodzinnego, a gdy ktoś mnie pyta skąd jestem, praktycznie nie wiem co odpowiedzieć.
Przed maturą próbowałam odnowić kontakt z moją babcią ze strony ojca, pojechałam do niej i później tego żałowałam. Nawet mnie nie wpuściła do domu. Wykrzyczała mi w drzwiach, że przyjechałam tylko po to, żeby wyłudzić pieniądze, żebym wracała do matki i nigdy więcej nie przyjeżdżała. No i więcej nie przyjechałam... Bardzo boję się o moją przyszłość, martwię się tym, że gdybym zachorowała, nikt by mi nie pomógł, nikt mnie nie wesprze w trudnej chwili...
Całe życie nie będę mieszkać w wynajętym pokoju. Bardzo się boję, że kiedyś po prostu wyląduję na ulicy.
Autorko, znalazłaś się w okropnej sytuacji, ale jesteś bardzo silną osobą. Podziwiam Cię za to jak samodzielnie zorganizowałaś sobie życie. Brak więzi rodzinnnych można z powodzeniem zastąpić rodziną, którą sama sobie znajdziesz i wybierzesz - przyjaciółmi i chłopakiem. Otwórz się na ludzi i postaraj myśleć optymistycznie, bo jestem pewna, że sobie poradzisz.
Czemu w okropnej? Po prostu tak wygląda dorosłe życie i czym prędzej sie z tym pogodzi tym lepiej. Rodzinę założy swoją, oszczędności może zgromadzić. Wszystko przyjdzie z czasem.
@Xanx No nie wiem, moje dorosle zycie wyglada inaczej. Wprawdzie mam juz swoja rodzine i od lat utrzymuje się sama, mieszkam daleko od rodzicow, jednak zawsze moge zadzwonic do nich, spytac o radę, czy po prostu pogadac o pierdołach.
Odbierz to wszystko jako doświadczenie życiowe i pizwól by nowe znajomości rozwinęły swoje skrzydła. Tak krok po kroku znajdziesz dla siebie ważne osoby i będziesz mogła odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Pozdrawiam Cię serdecznie 😉
Nie rozumiem dlaczego jeszcze nie pozwałaś rodziców o alimenty, przecież to obowiązek utrzymywać osobę, która nadal się uczy, zresztą są różne stypendia i tam możesz poszukać wsparcia.
Ale czemu zakładasz że nie dostała stypendium?
Pracuje, bo musi, bo musi zapłacić za pokój I się utrzymać. Powinna pozwać i matkę, i ojca. Będzie jej łatwiej, może coś zaoszczędzi, będzie mogła mniej pracować, więcej się uczyć.
@mroofkojad
Dokładnie. W świetle prawa dziewczyna usamodzielniła się w momencie wyprowadzki i podjęcia pracy, tym samym udowadniając, że nie potrzebuje pomocy rodziców by przeżyć. Od tego momentu żaden pozew przeciw rodzicom nie będzie skuteczny, nie da się nagle "odsamodzielnić".
@Foki3, @Takajajaka @Owsiankozerca
Zamiast po raz n-ty powielać błędne informacje na temat alimentów warto poświęcić te pół godziny na choćby powierzchowne zbadanie tematu o których nie macie zielonego pojęcia.
Wpadaj do mnie na święta ;-) "przygarnę" Cie jak swoją :-)
A tak na poważnie-
jesteś bardzo silną kobietą, podziwiam Cię. Potrafiłaś ogarnąć życie - prace, studia bez pomocny innych, odcięłaś się od ludzi, którzy Cię nie wspierali, nie interesowali się Tobą.
Partner, dzieci, przyjaciele to rodzina, która sama wybierasz/tworzysz. Powodzenia.
Wiem co czujesz, autorko.
Mojego ojca praktycznie nie znam, dziadkowie nie żyją, kontakt z matką z wielu powodów już od kilku lat ogranicza się do grzecznościowej wymiany życzeń urodzinowych, a i trwałych przyjaźni jakoś nie udało mi się wcześniej nawiązać. Rety, ile ja łez wylałam z żalu, samotności, bezsilności... Ile nocy ja przeryczałam w poduszkę..
Najgorzej zawsze było w okresie świątecznym, gdzie wszyscy radośnie ćwierkali o prezentach i rodzinie, znajomi z uczelni opowiadali o wyjazdach do domu. Te wszystkie dekoracje i reklamy krzyczące o cieple, miłości i świątecznej atmosferze, co to był za koszmar... Przez kilkanaście wieczorów z rzędu zalewałam się łzami i wyłam po kilka godzin.
Czułam się jak człowiek znikąd, bez rodziny, bez korzeni, bez własnego miejsca na ziemi, nie wiedziałam kim jestem - to był paskudny czas w moim życiu.
Teraz jest lepiej. Zajęło mi to trochę czasu, ale znalazłam w końcu ludzi, na których mogę polegać. Mam kilkoro przyjaciół, mam wspaniałego narzeczonego - i dzięki niemu zyskałam nową, fantastyczną rodzinę. Teraz to z nimi spędzam święta i dzielę ważne momenty w życiu, czuję się po prostu „swojego”. Nadal są chwile, kiedy zwyczajnie robi mi się przykro i żal ściska za serce, na szczęście coraz rzadziej i nie tak mocno jak dawniej.
Ty jesteś jeszcze młoda, kawał życia przed Tobą i zobaczysz, że jeszcze będziesz szczęśliwa. Teraz jest Ci ciężko, ale przekonasz się że będzie lepiej. Kiedyś skończysz studia, kiedyś dostaniesz lepszą pracę, kiedyś spotkasz na swojej drodze świetnych ludzi i wreszcie kiedyś sama wybierzesz sobie nową rodzinę.
Rozumiem że musi Ci być bardzo ciężko :( głowa do góry, i może warto pomyśleć o pozwaniu rodziców o alimenty. Dopóki studiujesz i nie ukończysz 26 roku życia, rodzice mają obowiązek płacić na Twoje utrzymanie. Zawsze to dodatkowe pieniądze które mogłabyś odkładać na przyszłość po studiach. Powodzenia :)
Wiesz czym jest bezdomność? Albo że kupno mieszkania w wieku nastu lat jest nierealne? Serio nie wiesz co odpowiedzieć, gdy ktoś pyta skąd jesteś? Twoje rodzinne miasto nie miało nazwy?
Uważam, że taki komentarz raczej nie pomoże autorce. Dziewczyna jest zagubiona, samotna, a Ty tylko pogarszasz jej samoocenę.
Autorko! Głowa do góry! Toksyczna rodzina to nie jest nic dobrego, uwierz mi. Lepiej się odciąć, ułożyć sobie życie po swojemu niż cierpieć. Jesteś młoda, wydaje Ci się, ze nic dobrego Cię w życiu nie spotka, ale mylisz się. Doceniaj to co masz teraz, niejeden chciałby się usamodzielnić w Twoim wieku. Ja gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to samo, ale nie cofnę i teraz muszę się użerać z mężem nieudacznikiem.
Ciesz się życiem, bierz z niego to co najlepsze. Ja tez wiem, ze i dla mnie przyjdą dobre czasy, szkoda życia na zamartwianie się co będzie.
I proponuje tez przejść się do psychologa pogadać, to dużo daje :)
Do zwariowana.jagoda....psychologa niechaj wybierze mądrego. Tylko niepracującego metoda psychodynamicznego bo to psrsgrazowsnie twoich slow przez psychologa. To nie zawsze pomaga. Lepiej niechaj znajdzie takiego co będzie dobrym doradca lub pokaze jej możliwości jakie ma.
karina ma racje, polecam terapie poznawczo-behawioralna
Musisz być niesamowicie silną osobą. Obyś trafiła na godną siebie drugą połówkę i super przyjaciół!
Nie ma się co oszukiwać - los nie obdarzył Cię szczęśliwym dzieciństwem i okresem młodości.
Ale... myślę że niebawem kogoś poznasz, o ile jeszcze nie masz partnera i będziesz chciała z nim założyć rodzinę. Myślę, że to w pewnym stopniu wypełni Twoją pustkę. Na pewno nie zastąpi Ci to rodzicielskiej miłości ale na pewno poczujesz się szczęśliwsza.
Mam nadzieję, że masz wokół siebie dobrych ludzi, na których możesz liczyć.
Nie załamuj się! Powodzenia! ;)
Masz na prawdę ciężką sytuację życiową, nie ma co się oszukiwać.
Ale jeśli teraz masz pod górkę, później będziesz miała już z górki.
Pewnie za niedługo kogoś poznasz, o ile jeszcze nie masz partnera i będziesz chciała założyć z nim rodzinę. Myślę, że to w pewnym stopniu wypełni Twoją pustkę.
Mam nadzieję, że masz wokół siebie dobrych ludzi, na których możesz liczyć.
Nie załamuj się! Powodzenia! ;)